|
Spacerkiem
po biografiach:
Władysław
Bartoszewski
Po ostatnich popisach oratorskich tzw.
"intelektualistów" z utworzonego Komitetu Honorowego kandydata na
Prezydenta Bronisława Komorowskiego wiele osób zaczęło się zastanawiać
nad słusznością określania tym mianem mówców Komitetu. Naturalnym
biegiem rzeczy Władysław Bartoszewski, przedstawiany wszem i wobec z tytułem
profesora czy też Andrzej Wajda znaleźli się w awangardzie owych dociekań.
Z samej definicji intelektualista to osoba, którą cechuje między innymi:
"... bogata wiedza (erudycja) ("człowiek o dużej kulturze umysłowej
i osobistej"); która powyższe cechy wykorzystuje do wykonywania
zawodu ("zajmuje się twórczą pracą umysłową")..." Nie
chcę się zajmować kulturą osobistą - była ona aż nadto widoczna i
spowodowała, że nawet w środowiskach PO zawrzało z oburzenia.
Mnie natomiast zastanowiła biografia jednego z wymienionych
"intelektualistów" - Władysława Bartoszewskiego. Zacząłem
grzebać w ogólnie dostępnych materiałach i z pewnym zakłopotaniem
dostrzegłem, że w ogromnej większości są to wywiady z nim samym bądź
wspomnienia własne. Testis unus, testis nullus - jeden świadek, żaden świadek
- jak głosi maksyma rzymskiego prawa. Moja cierpliwość została jednak
uwieńczona sukcesem, kiedy wreszcie dotarłem do ogólnodostępnej
biografii.
Zaraz na samym jej początku uderzyła mnie charakterystyka, w której
przedstawiono go jako historyka w ostatniej kolejności (poza takimi określeniami
jak choćby polityk czy dziennikarz). Powszechnie znaną rzeczą jest, że
na 10 zapytanych Polaków, z jakim określeniem kojarzy się używany
powszechnie przed nazwiskiem tytuł profesor, pewnie 8-9 odpowiedziałoby na
pierwszym miejscu, że właśnie z historią. Tymczasem nic bardziej błędnego,
bowiem po pobieżnej nawet lekturze biografii okazuje się, że Władysław
Bartoszewski nigdy nie studiował historii. Podejmował natomiast próby
studiowania polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, zarówno podczas
okupacji, jak i po wojnie.
Niestety, zakończyło się jedynie na próbach. O ile bowiem uczęszczanie
do Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Warszawie czy do Liceum
Humanistycznego Towarzystwa Wychowawczo-Oświatowego "Przyszłość"
zostało ukoronowane maturą w 1939 roku, o tyle w całym życiorysie
"profesorkim" nie ma ani jednej wzmianki o obronie pracy
magisterskiej. Owszem, jest za to wzmianka, że Władysław Bartoszewski złożył
na ręce profesora Juliana Krzyżanowskiego taką pracę, ale został decyzją
rektora UW Stanisława Turskiego skreślony z listy studentów. Nigdy już później
nie podejmował żadnych starań, by zdobyć stopień magistra w
jakiejkolwiek dziedzinie wiedzy. Z pewnością fakt obrony pracy nie zostałby
pominięty przy wyliczaniu kolejnych etapów rozwoju naukowego
"intelektualisty".
Kolejnym zastanawiającym faktem w życiorysie jest prowadzenie przez Władysława
Bartoszewskiego w latach 1973-1982 oraz 1984-1985 wykładów z historii
najnowszej Polski na Wydziale Nauk Humanistycznych KUL. Nie posiadając
najniższego stopnia naukowego, jakim jest magisterium (w dodatku z
historii), nie wspominając o doktoracie, wykłada tam na etacie...
starszego wykładowcy (!!!). Nie przeczę, że doświadczenia czasu II wojny
światowej są na pewno bardzo ważnymi naukami życiowymi, jednakże na
takiej podstawie mogłoby wykładać najnowszą historię Polski co najmniej
kilka milionów Polaków. Zastanawiającym jest również fakt, że już
wtedy wykłady Władysława Bartoszewskiego opatrywano tytułem profesorskim
i dopiero po interwencji władz uczelni, spowodowanej lawiną dowcipów na
temat "prawie-magistra-profesora", zmieniono ów tytuł na
"redaktor". Było to o wiele bliższe prawdy.
Jednakże megalomania Władysława Bartoszewskiego pokutowała i w dalszych
latach, kiedy to wykładał jako Gastprofessor (goszczący profesor) w
Instytucie Nauk Politycznych Wydziału Nauk Społecznych LMU w Monachium
(lata 1983-1984 i 1986-1988). Mógł być tam tytułowany
"profesorem", co z pewnością wpływało na niego pozytywnie
przed lusterkiem. A kiedy jeszcze w 1993 roku został recenzentem pracy
doktorskiej Jana Tkaczyńskiego na tej uczelni, samouwielbienie sięgnęło
zenitu.
Również jako "profesor" w roku akademickim 1985-1986 wykładał
na Wydziale Historii i Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Eichstatt
w Niemczech, a w latach 1988-1989 na Katedrze Nauk Politycznych na Wydziale
Filozoficznym Uniwersytetu w Augsburgu. Luki w edukacji z pewnością
nadrabiał opracowaniami ściśle publicystycznymi, pisanymi na dowolnie
wybrane przez niego tematy, a oparte o doświadczenia lat wojny.
W całym życiorysie "profesora" nie znalazłem też ani jednej
wzmianki o obronie pracy doktorskiej czy jakiejkolwiek habilitacji, które
mogłyby od biedy posłużyć jako pewne filary do tytułu profesorskiego.
Owszem, dopiero w roku 1981 przyznano mu pierwszy doktorat honoris causa w
instytucji, schowanej pod skrótem PUNO w Londynie. Oznacza on Polski
Uniwersytet na Obczyźnie. Również w następnych latach otrzymał takie
doktoraty: Hebrew College - Baltimore, USA 1984, Uniwersytetu Wrocławskiego
- 1994, Uniwersytetu Phillipa w Marburgu, RFN - 2001, Warszawskiego - 22
listopada 2002, Gda?skiego - 29 września 2005, KUL- 29 stycznia 2008,
Uniwersytetu Opolskiego - 10 marca 2008, Uniwersytetu Hajfy, Izrael - 4
czerwca 2008, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie - 3 czerwca
2009, czy Uniwersytetu Łódzkiego - 16 października 2009. W ten sposób Władysław
Bartoszewski ominął wszelkie "niedogodności", związane z
edukacją własną oraz wysiłkiem obrony prac naukowych. Honorowe tytuły
doktorskie upoważniają go na pewno do literek dr przed nazwiskiem,
podobnie zresztą jak choćby Lecha Wałęsę, który otrzymał ich
30.
Stale
jednak w całej biografii nie znalazłem ani słowa o jakimkolwiek nadaniu
mu tytułu profesora, którego z taką lubością używa i którym stale
jest tytułowany. Myślę, że wielu polskich profesorów, rzeczywistych
intelektualistów, może się czuć w tym miejscu po prostu nieswojo. Nawet
zmarły tragicznie w 2008 roku prof. Bronisław Geremek - urodzony jako
Benjamin Lewertow - mógł również odczuwać pewien niedosyt uczciwości.
Sam przecież w 1954 roku obronił pracę magisterską na Uniwersytecie
Warszawskim pod tytułem: "Prostytucja w średniowiecznym Paryżu"
i - trzymając się tej tezy w różnych jej odmianach - poszerzał swoje
horyzonty naukowe, docierając do tytułu profesorskiego.
Próbowałem również jakoś starać się zrozumieć, co mogło doprowadzić
do powstania tak wielu "dziur" w naukowej karierze Władysława
Bartoszewskiego. Zdarzają się przecież różne sytuacje w życiu, które
pozwalałyby na bodaj częściowe usprawiedliwienie porzucenia czy choćby
zmodyfikowania każdej drogi życiowej, w tym edukacji. Ponieważ sama
kompozycja biografii zakładała a priori "jedynie słuszną drogę"
jej odczytania i w sensie psychologicznym została skonstruowana tak, by
przygnieść czytelnika ogromem pozytywów, postanowiłem skorzystać z
innej metody. Po prostu nadane Władysławowi Bartoszewskiemu wyróżnienia
i odznaczenia poukładałem w ciągu chronologicznym. W ten sposób otrzymałem
następujący wizerunek (pomijam tutaj doktoraty honoris causa, jako że była
o nich wcześniej mowa):
-
Nagroda
Klubu Krzywego Koła (9 stycznia 1962)
-
Krzyż
Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1963)
-
Nagroda
Fundacji Alfreda Jurzykowskiego w Nowym Jorku (26 stycznia 1968)
-
Nagroda
tygodnika "Polityka" w dziedzinie najnowszej historii Polski
(odebrana 10 maja 1968)
-
Nagroda
Herdera (Wiedeń, 1983)
-
Krzyż
Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (Londyn, 1986)
-
Nagroda
Pokojowa Księgarzy Niemieckich, RFN (1986)
-
Dyplom
honorowego obywatela Państwa Izrael (15 lipca 1991)
-
Dyplom
Nagrody Europy Środkowej (Wiedeń, 14 grudnia 1994)
-
Order
Orła Białego (1995)
-
Nagroda
Kisiela w 1995
-
Dyplom
Nagrody Św. Wincentego (odebrany 28 września 1995 w Chicago)
-
Nagroda
im. Heinricha Braunsa, przyznana przez biskupa Essen Huberta Luthe, RFN
(26 października 1996)
-
Złoty
Medal Stresemanna (nadany 15 listopada 1996 w Moguncji, RFN)
-
Krzyż
Wielki Orderu Zasługi RFN (2001, za pracę na rzecz pojednania między
Polakami Niemcami i Żydami)
-
Nagroda
"Internationaler Brückepreis der Europastadt Görlitz/Zgorzelec"
(Międzynarodowa Nagroda Mostu Europa-Miasta Zgorzelec/Görlitz) (2002)
-
Super
Wiktor 2007 za całokształt osiągnięć
-
Odznaka
Honorowa "Bene Merito" - przyznawana rozporządzeniem Rady
Ministrów RP (Nr 1/2009)
-
Krzyż
Komandorski Orderu Legii Honorowej, Francja - 30 kwietnia 2009
-
Kaiser-Otto-Preis
(7 maja 2009) - nagroda im. cesarza Ottona, przyznawana przez miasto
Magdeburg, RFN, za szczególne zasługi dla pojednania
polsko-niemieckiego.
Zestawienie
powyższe obejmuje 20 pozycji, na które 11 to nadania zagraniczne (Austria,
Francja, Izrael i RFN), 3 - polonijno-emigracyjne i 6 polskich. Przed rokiem
1983 mamy tutaj tylko 4 pozycje, dopiero po tym roku Władysławowi
Bartoszewskiemu "sypnęło" wyróżnieniami. Nie chcę tutaj wyciągać
pochopnych wniosków, lecz liczby mówią same za siebie. Zestawienie
wymienia również inne wyróżnienia (w oryginale niechronologicznym
wplecione pomiędzy inne), lecz są one bez podania dat: Order Świętego
Grzegorza Wielkiego (najwyższe papieskie odznaczenie przyznawane osobom świeckim),
Krzyż Wielki Zakonu Rycerskiego i Szpitalnego Św. Łazarza z Jerozolimy,
Wielki Krzyż estońskiego Orderu Krzyża Ziemi Maryjnej oraz Austriacki
Krzyż Honorowy za Naukę i Sztukę.
Zastanowił mnie szczególnie okres pomiędzy 1945 a 1980 rokiem, gdyż na
ten czas przypadły 4 wyróżnienia, w tym jedno z organizacji polonijnej w
USA. Pozostałe 3 przypadają na okres PRL, różniący się zasadniczo od
sytuacji po 1980 roku.
Tekst biografii powojennej akcentuje udzia? Władysława Bartoszewskiego od
jesieni 1945 roku w Instytucie Pamięci Narodowej przy Radzie Ministrów
oraz Komisji Głównej Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Jest to na
pewno zrozumiałe, biorąc pod uwagę wojennę przeszłość. Następnie
rozpoczął się "okres PSL", podczas którego Władysław
Bartoszewski pracował od lutego 1946 roku w redakcji "Gazety
Ludowej", a jako członek PSL we wrześniu 1946 roku został wybrany do
zarządu powiatowego PSL w Warszawie Śródmieście. Po raz pierwszy został
aresztowany przez UB 15 listopada 1946, ale - dzięki pomocy pracującej w
Ministerstwie Sprawiedliwości Zofii Rudnickiej - został zwolniony 10
kwietnia 1948 roku. Takie rzeczy się wówczas zdarzały, a fakt ten podaję
jedynie dla porządku.
Powtórnie aresztowany 14 grudnia 1949 roku, Władysław Bartoszewski został
skazany za szpiegostwo przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na 8 lat
pozbawienia wolności. W tym czasie skazanie za szpiegostwo było na porządku
dziennym ogromnej większości procesów stalinowskich. Zastanawiającym
jest jednak fakt, że w sierpniu 1954 roku został on "zwolniony na
roczną przerwę w odbywaniu kary ze względu na zły stan zdrowia".
Przyznam się, że to stwierdzenie nieco mnie zaskoczyło w zestawieniu z ogólnie
znanymi faktami braku jakiegokolwiek humanitaryzmu reżymu
stalinowskiego.
Jednakże
już następny fakt wręcz całkowicie mnie zaszokował: w marcu 1955 roku
orzeczeniem Najwyższego Sądu Wojskowego Władysław Bartoszewski zostaje
uznany za niesłusznie skazanego (!!!) Czy ja śnię, że to wszystko miało
miejsce w czasach stalinowskiego terroru ? W czasie, kiedy myślenie nawet o
uderzeniu się w piersi stalinowskich oprawców oznaczało zaawansowaną
chorobę psychiczną ? Czy - idąc tą drogą rozumowania i konsekwencjami
prawnymi takiego orzeczenia - zadośćuczyniono finansowo okres, niesłusznie
spędzony w więzieniach ?
Jednocześnie, natychmiast po orzeczeniu o niesłusznym skazaniu, Władysław
Bartoszewski wraca - jakby nigdy nic - do pracy publicystycznej. Znowu dla
porządku przypomnę, że dzieje się to wszystko przed październikiem 1956
roku (!!!) Już bowiem w sierpniu 1955 kierował on redakcją wydawnictw
fachowych Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, a od lipca 1956 roku
publikował w tygodniku "Stolica", w którym pracował potem do
1960 roku. Również przed październikiem 1956 roku, pomiędzy lipcem a
wrześniem, opublikował serię artykułów o powstaniu warszawskim w
tygodniku "Świat". Znając obowiązującą wówczas linię
polityczną ówczesnych władz PRL możemy się tylko domyślać treści
tych artykułów.
Inną, niemniej zastanawiającą rzeczą, którą znalazłem spacerując po
biografii są nieskrępowane wyjazdy Władysława Bartoszewskiego do wielu
krajów w latach 60-tych: Austrii, RFN, Wielkiej Brytanii, W?och, Izraela
czy USA. Współpracował też z Radiem Wolna Europa. Jak z tego wynika, władze
komunistyczne niemalże ze śpiewem na ustach wydały mu wiele razy
paszport...
Spacerując po biografii Władysława Bartoszewskiego wiele można się
dowiedzieć, ale też pojawia się mnóstwo pytań, na które znaleźć
rzeczywistą odpowiedź jest niezwykle trudno. Wracając jednak do głównej
myśli tego, co napisałem, a która odnosi się do realnie zaliczonych
szczebli naukowych "profesora" myślę, że każdy czytający sam
wyciągnie odpowiednie wnioski - ja już tak daleko nie chcę iść. Obecne
pojęcie "intelektualisty", przedstawiane dla potrzeb
propagandowych, nie ma absolutnie nic wspólnego z rzeczywistością. Jednakże
Polacy przyzwyczaili się do propagandy i zawsze potrafili z wielką dozą
dowcipu (nawet czarnego) uodpornić się na jej hasła. Potrafili się też
przed nimi bronić. Reakcje na "popisy" różnego typu
Bartoszewskich, Wajdów i im podobnie wtórujących pajaców są
jednoznaczne. Obnażają one również charakter kampanii wyborczej,
prowadzonej przez Bronisława Komorowskiego i PO: nieważne kto, ważne by
wystarczająco głośno obrzucał najbardziej niewybrednymi inwektywami PiS
i Jarosława Kaczyńskiego. W tym wydaniu "intelektualizm" nie
przejdzie w Polsce.
|
Polecane
strony:



|
|