
|
AKADEMIA POLSKA |
|||
|
Artykuły Akademii:
|
Na
życzenie wielu z Was postanowiłem odnieść się do ciągle aktualnego
tematu pojęć: niepodległość (zamiennie również określana jako
suwerenność państwowa) oraz region. Pierwszą nazwę niezwykle
konkretnie określa definicja, zawarta w większości pomocy naukowych,
czy po prostu zwykłych, domowych encyklopediach: „...niezależność
władzy państwowej od wszelkiej władzy w stosunkach z innymi państwami
i organizacjami międzynarodowymi.” Możemy też – synonimowo –
odnieść się do tego krócej jako do władzy zwierzchniej, panującej,
gdzie kontrola takiej władzy nad powierzonym jej – na mocy praw
historycznych tudzież innych – jest całkowita. Proszę zauważyć
iunctim między pojęciami suwerenności oraz niepodległości – oba
pojęcia różni jedynie proweniencja. O ile pierwsze jest pochodzenia
rzymskiego i przez całe wieki miało swój wydźwięk w łacinie, potem
zaaklimatyzowało się w różnych językach – także w polskim -
o tyle drugie – oznaczające dokładnie to samo – ma źródłosłów
typowo słowiański. Dlatego rozpatruję je tożsamo.
Z
kolei pojęcie regionu, zdefiniowane podobnie krótko, aczkolwiek bardzo
dobitnie jako „wydzielony, stosunkowo jednorodny obszar, odróżniający
się od terenów przyległych określonymi cechami naturalnymi lub
nabytymi” stawiam jako przeciwstawienie pojęcia suwerenności
(niepodległości). Oczywiście, prawdą jest, że regionalizm jako zespół
dbałości o zachowanie własnego dziedzictwa kulturowego, a więc języka
czy tradycji może przekształcić się ewentualnie w tzw. odrodzenie
narodowe, a ono dopiero może (aczkolwiek nie zawsze musi) stać się
podwaliną dla suwerenności państwowej. Takie procesy obserwowaliśmy na
przestrzeni XIX i początków XX wieku na Ukrainie czy Litwie. Mniej
więcej ten sam czas stał się – na zasadzie kontrakcji – początkiem
powstawania pierwocin „unijnych” (jak to dzisiaj moglibyśmy nazwać).
A więc z jednej strony mamy dążenie do niepodległości, zaś – z
drugiej – do regionalizacji. Już w tym historycznym, krótkim naświetleniu
bardzo charakterystycznym są dwie, przeciwstawne sobie siły: narodowe
oraz imperialne. Pierwsze dążyły do suwerennego państwa, zarówno te,
które państwowości nie miały jak choćby Ukraina, inne, do wybicia się
na niepodległość, jak Polska czy – odwołująca się jeszcze do czasów
sprzed Unii Lubelskiej, do Państwa Kiejstutów – Litwa. Państwa
Imperialne, czyli Monarchia Habsbuska, przekształcona w dualistyczną
Monarchię Austro-Węgier oraz – z drugiej strony - graniczące z nią
Imperium Rosyjskie Romanowych, miały za cel powstanie sui generi unii własnych
popleczników, którzy nie mieliby wiele do powiedzenia, stając się
regionami, ale – przy pewnym, niewielkim stopniu autonomii danej im z łaski
Cesarza Habsburga czy cara – staliby się zapleczem nowych wpływów w
ówczesnej Europie. Takie były w XIX wieku pierwociny panslawizmu z
jednej strony, zaś idei Mitteleuropy z drugiej. Panslawizm zaowocował
parciem Rosji w kierunku południowym w Europie, powoli ustalając sfery
wpływów między ówczesnym Wschodem a Zachodem. Tak stopniowo pod wpływy
carów przechodziły regiony i kraje, w których dominowała tożsama
religia prawosławna oraz cyrylica (Serbia czy Bułgaria). Z kolei pod berło
Habsburgów w tych pierwocinach unifikacji dostawały się kraje kultury
łacińskiej... Idea
Mitteleuropy, która wykluła się w szkole Monarchii Habsburskiej w
drugiej połowie XIX wieku, nie przeszła niezauważona przez faktycznego
zwierzchnika Zachodu Europy, jakim były zjednoczone pod władzą Otto von
Bismarcka Niemcy. Po upokorzeniu i totalnym zwycięstwie nad Francją w
bitwie pod Sedanem w 1870 roku zaczęły one własne parcie do unifikacji
krain i państewek, leżących na osi Berlin-Istambuł, a niedługo również
Bagdad. Zewnętrznym wyrazem tego była ekspansja gospodarcza Niemiec w
tym kierunku wyrażająca się na zewnątrz budową linii kolejowej z
Berlina do Istambułu oraz Bagdadu. To mieszało – rzecz jasna – plany
Austro-Węgier, ale dualistyczna Monarchia Habsburgów, nauczona ciężką
klęską w wojnie z Prusami pod Sadovą w 1866 roku miała do wyboru: stać
się niemieckim zapleczem albo zostać całkowicie starta z powierzchni
ziemi. Innymi słowy: nie miała wiele do powiedzenia. Te uwarunkowania
sprawiły, że Niemcy bismarckowskie powoli przejęły ideę tworzenia własnej
unii państw, według swego widzimisię. W
zaistniałej sytuacji, w końcu XIX wieku zaczęły powstawać dwa bloki
państw, połączone wspólnotą interesów. Z jednej strony blok Entente
Cordiale z Rosją, Anglią i Francją, próbującymi odbudować własne wpływy
w ekspansji na Wschód, z drugiej zaś Niemiec i Austro-Węgier, próbującymi
budować swoją oś z Turcją dla ekpansji gospodarczej... Śmierć
arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie w 1914 roku była tylko pretekstem, by
różnice imperialnych planów zaowocowały I-szą wojną światową... Charakterystycznym
jest, że właśnie z wybuchem I-szej wojny światowej Niemcy naukowo już
„zawłaszczyły” sobie pojęcie Mitteleuropy ze szkoły Monarchii
Habsburskiej. W 1915 roku ukazało się tam dziełko Neumanna
„Mitteleuropa”, zawierające podstawy założeń ekonomicznego podboju
Europy, z przekształceniem jej w Europę regionów pod władzą Niemiec.
Wbrew pozorom i późniejszym niemieckim wzlotom i porażkom, dziełko to
głęboko wpisało się w późniejsze doktryny Niemiec. O
ile I-sza i II-ga wojny światowe miały na celu regionalizację Europy
poza granicami Niemiec, o tyle jednak dążenie do unifikacji ówczesnej
Europy było błędne z założenia, opierając się na militarnym
podboju. Faktem jednak jest, że nawet rządy niemieckie doby Hitlera
opierały się na regionalizacji, tworząc (na podstawie różnych przesłanek)
marionetkowe „rządy” w całej Europie. Część z nich’
„pseudosojusznicza” jak Węgry, Bułgaria czy Rumunia, część jako
Protektorat (Czechy i Morawy), część pod całkowitą kotrolą (Vichy we
Francji czy Quisling w Norwegii) – miały sprawiać takie wrażenie.
Przecież i Andrejowi Melnykowi – współtworcy osławionej morderstwami
SS-Galizien obiecano powstanie jakiegoś „Państwa Ukraińskiego” w pełnej
zależności od Niemiec.
Tutaj najlepiej widać, że – w militarnym podboju – idea
Neumanna żyła dosyć skutecznie... II
wojna światowa zniweczyła tymczasowo idee Neumanna. Pokazała ona, że
na drodze militarnego podboju nie da się jej wprowadzić. Pozostała
wojna ekonomiczna, prowadzona powoli, aczkolwiek dogłębnie... Niemcy
szybko wydobyły się z zapaści wojennej. Polska – niestety – nie,
jako że była narażona na szczególne straty, dostając dodatkowo się
do bloku wschodniego. I chociaż sowiecka propaganda wykorzystała polski
patriotyzm w odbudowie Polski, to jednak miała ona na celu stworzenie własnego
nowego porządku... teraz zwanego: socjalizmem, czyli etapem przejściowym
do komunizmu. A zatem etapem przejciowym na drodze do budowy swoistej
unii, opartej o Moskwę. Unii, gdzie – docelowo – nie miało być
granic, zaś komunistyczny porządek świata zakładał regionalizację
wszystkich zniewolonych narodów, których jedynym „grzechem” było
ich położenie geopolityczne, wykorzystane przy podziale powojennego świata
w Jałcie. Propaganda
i terror lat komunizmu to w Polsce oraz innych krajach bloku wschodniego,
powolny okres słabnięcia agresji totalnej sowieckiej unii, która miała
obowiązywać w ustroju komunistycznym. Utopijność tej koncepcji polegała
przede wszystkim na towarzyszącej jej nierealności ekonomicznych
uwarunkowań. Sam Związek Sowiecki powoli, ale skutecznie zaczął marsz
ku własnej zapaści ekonomicznej. I chociaż niewolnicza praca
Archipelagu Gułag, ogromny zastrzyk w różnego rodzaju sprzęcie podczas
II wojny światowej (nie tylko militarnym) czy reparacje wojenne wystarczały,
by państwo to funkcjonowało przez pewien czas jako superpotęga światowa.
Nie starczało jednak środków na realizację hasła komunizmu ogólnoświatowego. Pewnego
rodzaju cezurę czasową ostatecznego rozbratu z ideą komunistycznej unii
stanowią: śmierć Josefa Wissarionowicza Stalina oraz krwawo stłumione
przez Armię Sowiecką powstanie węgierskie 1956 roku. Idea
regionalizacji państw satelickich ZSRS zaczęła ewoluować w kierunku
utrzymania lojalności „sojuszniczej” i wydania swego rodzaju
mizernego kredytu zaufania dla ich przywódców. Charakterystycznym tego
przejawem było wprowadzenie wojsk państw „sojuszniczych „ do Czechosłowacji
w 1968 zamiast tylko sił Armii Sowieckiej, jak to miało miejsce 12 lat
wcześniej na Węgrzech. Inne też światło zaczęło się pojawiać w dźwiękach
ogarniającej wszystko propagandy: hasło budowy komunizmu (zatem zakładające
realne powstanie socjalizmu) nawet w samym ZSRS zostało zastąpione hasłem...
budowy socjalizmu. Ten odwrót od komunistycznych unijnych mrzonek
widoczny zaczął być we wszystkich przejawach życia państw
satelickich, w tym i Polski. Nie bez znaczenia tutaj był też fakt
stopniowego nasilania sie oporu wśród tych państw. Polska,
jako największe terytorialnie i ludnościowo państwo bloku sowieckiego,
w dodatku państwo o tysiącletniej kulturze i przywiązane do tradycji,
jako jedyne mogło się przeciwstawić komunistycznemu kolosowi na
glinianych nogach. Przekazywane z pokolenia na pokolenie przywiązanie do
niepodległości i umiłowanie Ojczyzny, nasilające się zwłaszcza w
dobie tragedii narodowych (zabory, powstania czy wojny) to zasadnicze
elementy życia i trwania ducha Narodu w ostatnich dwóch stuleciach. Właśnie
w najtrudniejszych czasach, Polacy potrafili nie tylko silnie oprzeć się
na wartościach wiary i tradycji tysiąca lat, lecz przede wszystkim –
zahartowani w walce o Niepodległą – wiedzieli jak wykorzystać te
atrybuty w
zmienionej rzeczywistości. W trudnych czasach Polska zawsze miała szczęście
do wyłaniania wybitnych jednostek. U progu odzyskiwania niepodległości
w 1918 roku był Dmowski, Korfanty, Paderewski, Piłsudski czy Witos.
Celowo wymieniam w kolejności alfabetycznej, by przedstawić tylko same
postaci, bez – obcego historii – wyróżniania kogokolwiek. Podobnie
XX wiek zaowocował w Polsce wielkimi postaciami Prymasa Tysiąclecia ks.
Stefana kardynała Wyszyńskiego czy jego wychowanka i zarazem największego
Polaka wszechczasów Ojca Świętego Jana Pawła II. Wszyscy pamiętamy
przesłanie Ojca Świętego z jego pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979
roku: „Niech Duch Twój zstąpi i odnowi oblicze tej ziemi...” Dalsze
wydarzenia: strajkowy opór, powstanie „Solidarności” i jej stłumienie
stanem wojennym, tzw. „okrągły stół”, którego kanty do dzisiaj
odciskają się większości Narodu czy wyprzedaż majątku narodowego w
obce ręce, afery korupcyjne... To dla Was znane fakty i ani czas ani
miejsce tutaj by je drobiazgowo przedstawiać. Każde z tych wydarzeń to
nasza współczesność, w której ponownie doszedł do głosu konflikt między
niepodległością a regionalizmem. Rozdmuchana do gigantycznych rozmiarów
propaganda prounijna, wspomagana najczęściej funduszami spoza Polski,
doprowadziła do przeważenia szali na korzyść regionalizacji i kolejnej
utraty niepodległości. Tzw. „większość” (około 70% z około 30%
uprawnionych do głosowania) zadecydowała w referendum o 100% utracie
niepodległości i zepchnięcia Polski do rangi regionu. Tyle na temat historycznej części niepodległościowych i regionalnych uwarunkowań. Pora przejść do teorii państwa, by wyjaśnić podstawowe różnice między nimi. Otóż warunek sine qua non suwerenności państwowej (niepodległości) zakłada absolutną niezawisłość i niezależność podstawowych trzech gałęzi władzy: ustawodawczej, wykonawczej oraz sądowniczej. Oznacza to dalej, że brak nawet jednej z nich w tym pojęciu natychmiast stawia poza nawiasem jakąkolwiek dyskusję o niepodległości. A
jak to wygląda od 1 maja 2004 roku ? Władza
ustawodawcza czyli Konstytucja oraz Zgromadzenie Narodowe (obie izby
Parlamentu czyli Sejm i Senat).
Wszystkie wymienione organy tej władzy utraciły jakąkolwiek suwerenność
działania na obszarze byłego państwa polskiego. Zastąpiły je –
wbrew nawet najżywotniejszym interesom państwa – Konstytucja UE oraz
Parlament UE, leżące poza granicami regionu polskiego i uchwalające własne
ustawy najwyższego rzędu. Nie muszą one być i nie są zgodne z
jakimkolwiek interesem narodowym Polaków. Nic w tym dziwnego, bo przecież
faktyczni władcu Unii muszą dbać o własne interesy oraz wyciągnięcie
maksimum korzyści dla siebie. Nie tylko nie zezwolono
europarlamentarzystom z regionu polskiego (innych regionów również) na
równość głosów z głosami europarlamentarzystów np. z Niemiec czy
Francji, ale wręcz wprowadzono pojęcie tzw. „konstruktywnej większości”
przy głosowaniu. Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni to pojęcie. Władza sądownicza. Ta gałąź władzy powinna być w każdym ustroju niezawisła i niezależna. Nie tylko od czynników wewnętrznych w państwie ale przede wszystkim od czynników zewnętrznych. Dlatego jest w swojej randze tożsama władzy wykonawczej a podległa tylko wobec aktów wyższego rzędu, uchwalanych przez władzę ustawodawczą. Tutaj znowu mamy do czynienia z podległością władzy ustawodawczej obcemu ośrodkowi, a więc – na zasadzie przechodności – jest to pierwsza przesłanka do zależności władzy sądowniczej. Gdy do tego dodamy stosowaną w praktyce zasadę odwołań się od wyroków jurysdykcji regionu polskiego do sądu w Strassburgu – komentarzy nie trzeba dodawać. Już z tego, co napisałem wynika jasno, że nie tylko w dniu 1 maja 2004 roku nastąpiła całkowita utrata niepodległości Polski, ale również, że któryś raz w historii Polski ostatnich dwóch wieków stanęliśmy przed pytaniem: co dalej ? Czy kroczyć drogą romantyzmu i powstań narodowych (wcześniej czy później musi do tego dojść, bo sytuacja zarówno ekonomiczna rodzin polskich jak i powolne otwarcie się oczu na to, co się dokonało doprowadzi do tego) ? Czy też istnieje inny przepis na ten miszmasz dziejowy ? Na
pewno niedobrze będzie jeśli podążymy drogą romantyzmu, nie bedąc
przygotowanymi. Zwłaszcza młode pokolenie. Jedynym, co w tej sytuacji
zrobić można, to walczyć do ostatka o naszą młodzież – dokładnie
tak jak w latach propagandy komunistycznej. Walczyć trzeba w rodzinach o
młode pokolenie, bo to walka właśnie o nich... o ich jutro... o jutro
Polski niepodległej. Nie – ja nie uzurpuję sobie prawa do wypowiadania
się słowami naszego Prymasa Tysiąclecia... Ale po prostu chcę wnieść
akcent przypomnienia, że Polska musi być silna rodziną! To samo
wielokrotnie mówił nam Ojciec Święty... Wychowujmy dzieci od najmłodszych
lat nie na Harrym Potterze czy innych pseudoedukacyjnych nowościach!
Wychowujmy je na polskiej literaturze pięknej, dostosowanej do wieku. Czy
to będą wspaniałe „Przygody Koziołka Matołka” czy to będą
nowele Sienkiewicza czy Prusa. Pamiętajmy: „takie będą
Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” (ks. Stanisław
Staszic). Czeka nas wielka „praca u podstaw”, do której już dzisiaj
musimy wyjść. Czeka nas ponowne wybicie się na niepodległość... Naszą
walką powinna być walka o nasze dzieci. O ich przyszłość... O przyszłość
Polski niepodległej, którą one są w stanie wskrzesić. Hałaśliwe
elementy mniejszości muszą ulec, stając się tylko brudną skorupą,
cienką i plugawą... Pięknie to ujął nasz wieszcz Adam Mickiewicz w
„Dziadach”; część III: „ ...Nasz Naród jak lawa Z
wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz
wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; Plwajmy
na tę skorupę i zstąpmy do głębi...” Wierzę,
że viribus unitis tego możemy dokonać. To się już powoli dokonuje...
|
Polecane strony:
|
|