ISLAM
- WIELKA TAJEMNICA
Samuel
Huntington w swojej słynnej pracy "Zderzenie cywilizacji",
pisał o odrodzeniu się uśpionych po latach dominacji Zachodu,
cywilizacji nieeuropejskich, odrodzeniu, które miałoby się
dokonać głównie poprzez odwołanie się do głębokich korzeni
religijnych i obyczajowych. Najbardziej agresywną i najmniej skorą
do kompromisu cywilizacją miałaby być cywilizacja islamu.
Trudno nie przyznać Huntingtonowi racji. Nasze stulecie rozpoczęło
się atakiem terrorystycznym na nowojorski World Trade Center i
waszyngtoński Pentagon, atakiem islamu na cywilizację Zachodu.
Islam raz jeszcze pokazał, że istotnie jest Wielką Tajemnicą.
Nie tylko wielką, ale i groźną. Przyjrzyjmy się zatem tej
religii, drugiej po chrześcijaństwie co do liczebności wyznawców,
religii świata.
Pięćset
lat po Chrystusie na pustyni arabskiej, na peryferiach
cywilizowanego świata, w miejscu w którym nikt się tego nie
spodziewał, miały
miejsce wydarzenia, które zmieniły historię świata. Jako
prorok nowej religii wystąpił Muhammad. Urodzony około 570 roku
po Chrystusie w Mekce założył nową religię, zakazującą
picia alkoholu, nieumiarkowania w jedzeniu, a równocześnie
nakazującą pięciokrotną modlitwę w ciągu dnia, jednomiesięczny
post od świtu do zmroku, pielgrzymkę do Mekki i spełnianie
uczynków miłosierdzia względem bliźnich.
Nowa
religia szybko wyparła tradycyjne wierzenia z Półwyspu
Arabskiego, a wkrótce potem zagroziła
zaratusztrańskiej Persji i chrześcijańskiemu Bizancjum.
Arabskie wojska podbiły Afrykę Północną i Zachodnią Azję. Później
przeprawiły sie przez Giblatrar i podążyły do serca Europy. Na
Wschodzie sięgnęły granic Indii i Chin. Zatrzymane zostały
dopiero w roku 732 w sercu Francji pod Poitiers i nad Indusem.
Islam wyparł chrześcijaństwo z jego azjatyckich i afrykańskich
kolebek. Zmiótł wiarę chrystusową z Ziemi Świętej, z północnej
Afryki, ojczyzny Orygenesa i świętego Augustyna, z przesiąkniętej
mistycyzmem pierwszych gmin chrześcijańskich Azji Mniejszej.
Tak
jak zdziwienie wywołała gwałtowność podbojów, tak wśród
chrześcijańskich teologów konsternację wywołała sama religia
islamu. Od samego swojego początku islam stał się Wielką
Tajemnicą. Pojawienie się islamu stało się decydującym przełomem
dla interpretacji przez teologię chrześcijańską pozachrześcijańskich
religii. Jedną z podstawowych polemik, jakie toczyli między sobą
starożytni ojcowie Kościoła u zarania myśli chrześcijańskiej,
był spór o stosunek rodzącego się chrześcijaństwa do starożytnej
tradycji, tak filozoficznej, jak i religijnej. Montanista (nawiasem
mówiąc również Afrykańczyk) Tertulian głosił wyłączność
objawienia biblijnego, cała Prawda skoncentrowana jest w nauce
Chrystusa. Głupstwem była dla niego myśl grecka, jego słynne słowa
"Credo, quia absurdum", wyrażają pogardę filozofa dla
filozofii Greków, z Platonem na czele, ponad którego stawiał
ostatniego w hierarchii intelektualnej chrześcijanina.
Większość
filozofów starożytnego chrześcijaństwa, a w końcu i cały
oficjalny Kościół, nie poszły jednak śladami Tertuliana.
Chrześcijańscy filozofowie starożytni, wdawszy się w polemikę
ze swoimi pogańskimi adwersarzami, musieli zająć określone
stanowiska w filozoficznych sporach starożytnych. Filozofia nie
jest istotą chrześcijaństwa, stała się jednak jedyną drogą,
która umożliwiła mu przetrwanie i rozwój w
zintelektualizowanej, przesiąkniętej platonizmem i stoicyzmem
grecko - rzymskiej ekumenie Wiecznego Imperium. Nie drogą
Tertuliana poszedł główny nurt filozofii chrześcijańskiej:
Ojcowie Kościoła zauważywszy zgodność wielu myśli pogańskich
filozofów z chrześcijańską religią, postanowili je przyswoić
chrześcijaństwu, odrzuciwszy jednocześnie to, w co wierzyć się
chrześcijaninowi nie godziło. Tak powstała słynna koncepcja
rozumu rozproszonego, logos spermatikos. To co poza chrześcijaństwem
zgodne jest z chrześcijaństwem można zaakceptować. W myśl tej
koncepcji, zasadniczy trzon Prawdy zawierał się w Chrystusowym
Objawieniu, ale jej elementy, rozproszone iskierki boskiego światła,
tkwiły w myśli tak filozoficznej, jak i religijnej wszystkich
ludzi od początku świata....
I
oto tak misterna konstrukcja rozpadła się jak domek z kart wraz
z wystąpieniem Muhammada. Chrześcijaństwo, które miało być
ukoronowaniem wszystkich poprzednich wierzeń, samo w myśl Islamu
stało się etapem wstępnym do nowej religii. Religii, która
uznawała patriarchów i proroków Starego Testamentu, z Abrahamem
na czele, która uznawała boskie posłannictwo Jezusa, a jednak
nie traktowała Go jako Boga, ani Syna Bożego, religii, która w
Starym i Nowym Testamencie widziała przedwstępne stadia swojego
świętego Koranu. Chrześcijańskim teologom włosy stanęły na
głowie....
Czym
więc jest islam, trzecia pod względem chronologicznym religia
monoteistyczna po judaizmie i chrześcijaństwie? Muzułmanie
przekonani są o tym, że wierzą w tego samego Boga co Żydzi i
wyznawcy Chrystusa, wierzą w boskie pochodzenie Biblii, o ile jej
treść nie jest sprzeczna z Koranem, a nawet w możliwość
zbawienie Żydów i Chrześcijan. Już na samym początku Koranu,
w 2 Surze czytamy:
"Zaprawdę,
ci, którzy uwierzyli,
ci,
którzy wyznają judaizm,
chrześcijanie
i sabejczycy,
i
ci, którzy wierzą w Boga i w dzień Ostatni
i
którzy czynią dobro,
wszyscy
otrzymaja nagrodę u swego Pana;
i
nie odczują żadnego lęku, i nie będą zasmuceni."
Treść
Koranu wydaje się być w wielu miejscach wewnętrznie sprzeczna.
Egzegeza muzułmańska głosi, zgodnie z jego słowami, że
sprzeczność ta wynika z tego, że treść jednych wersetów
jest "znoszona" przez treść innych. Ta swoista "dialektyka"
tłumaczy współwystępowanie nawoływania do rozprawy z
niewiernymi i tez zgoła ekumenicznych. Wydaje się jednak, że jeżeli
wgłębimy się w samą istotę islamu, to jest on jedną z
najbardziej ekumenicznych religii jakie wystąpiły w dziejach
ludzkości. Ekumenizm ten zdaje się nawet wykraczać poza krąg
ludu księgi, sabejczycy bowiem często utożsamiani są z "ludźmi
dobrej woli" spoza religii monoteistycznych. W innym miejscu
Koranu pisze wyraźnie, że nie ma takiego narodu, do którego nie
byłby ktoś posłany. Mamy więc nawet w islamie do czynienia ze
swoistą muzułmańską koncepcją "logos spermatikos".
Islamski "ekumenizm" wynika z samej istoty islamu, który
jest w rozumieniu jego wyznawców, odnowieniem pierwotnego
monoteizmu, praprzymierza z Bogiem, reprezentowanego przez
Abrahama, który nazywany jest w Koranie bogobojnym hanifem, a więc
kimś, kto nie jest ani Żydem, ani chrześcijaninem, ale jeżeli
można się tak wyrazić "muzułmaninem przed Muhammadem".
W
związku z powyższym, oraz zgodnie ze słowami Koranu głoszącymi,
że nie ma przymusu w religii, islam był religią, kóra tolerowała
pozostałe monoteizmy. Zgodnie z nakazami Koranu tolerancja przysługiwała
chrześcijanom, Żydom i wyznawcom staroperskiego zaratustranizmu.
Pozwoliło to przetrwać stulecia panowania muzułmańskiego w
morzu islamu przedstawicielom wielu odłamów wschodniego chrześcijaństwa,
między innymi egipskim Koptom i libańskim i syryjskim maronitom.
W Iranie przedstawiciele chrześcijaństwa, judaizmu i
zaratustranizmu posiadają autonomię prawną w zakresie prawa
cywilnego i swoich przedstawicieli w parlamencie, prześladowani są
natomiast jako odstępcy od islamu, głosiciele synkretycznego
monoteizmu, bahaiści. Głośnym echem odbiło wydarzenie, jakie
miało miejsce podczas wizyty irańskich duchownych szyickich w
Watykanie. Jeden z nich ucałował Papieża, stwierdzając: "Wierzymy
w tego samego Boga, wszystko inne jest rzeczą drugorzędną".
Możemy
postawić pytanie, której z dwóch pozostałych religii
monoteistycznych jest islam bliższy. Wydaje się, że bardziej
judaizmowi niż chrześcijaństwu. Świadczy o tym nie tylko
drobiazgowa kazuistyka moralno - prawna obecna w islamie, która
przypomina raczej starotestamentowe nakazy i zakazy mojżeszowe niż
naukę Chrystusa wypełniającego Prawo w duchu miłości, ale
przede wszystkim stosunek do chrześcijańskiego dogmatu Trójcy
Świętej. Islam jest najradykalniejszym monoteizmem jaki można
sobie wyobrazić. W związku z tym solą w oku jego wyznawców
jest powyższy dogmat, co sprawia, że często muzułmanie traktują
chrześcijan jako odstępców od monoteizmu w kierunku politeizmu.
Dalszą konsekwencją tego faktu jest odrzucenie boskości Jezusa
Chrystusa, traktowanego wszak jako wielkiego proroka
poprzedzajacego nadejście Muhammada, ale tylko jako człowieka.
Na meczecie Omara w Jerozolimie widnieje napis głoszący, że
wprawdzie Chrystus był wielkim prorokiem, ale tylko prorokiem i
nikim więcej. Nietrudno się domyśleć, że adresatami tej
inskrypcji są chrześcijanie. Muzułmanie odrzucają również
prawdę o męczeńskiej i odkupieńczej śmierci Chrystusa na Krzyżu.
Osoba Jezusa Chrystusa zarazem łączy muzułmanów z chrześcijanami
i oddziela oba młodsze monoteizmy od judaizmu, ale z drugiej
strony jej rozumienie radykalnie dzieli chrześcijan i wyznawców
islamu.
Możemy
zapytać się o przyczyny tak szybkiego rozprzestrzenienia się
islamu, który jak pożar zmiatał napotkane po drodze imperia i
religie, w ciągu zaledwie stulecia tworząc potężne religijne
imperium od atlantyckich brzegów Afryki po Chiny. Łatwość i
szybkość z jaką się rozprzestrzeniał się islam wywołuje
zdumienie, wydaje się, że nawet większe zdumienie niż to,
jakie pół tysiąclecia wcześniej wywołało rozprzestrzenienie
się chrześcijaństwa w chylącym się ku upadkowi Imperium
Romanum.
Spróbujemy
więc wyjaśnić tajemnicę olśniewających sukcesów islamu.
Proponuję w tym celu otworzyć historyczny atlas i przyjrzeć się
sytuacji geopolitycznej Bliskiego Wschodu przed wystąpieniem
Muhammada. Uboga i pustynna Arabia nie zwracała niczyjej uwagi, i
chyba raczej nikt nie spodziewał się wówczas nadejścia z jej
strony czegoś nadzwyczajnego. Jest peryferyjnie położoną,
pustynną, spaloną Słońcem, nieurodzajną krainą, sąsiadującą
od południa z dwoma rywalizującymi od stuleci imperiami: chrześcijańskim
Bizancjum na Zachodzie i zaratusztrańską Persją Sasanidów na
Wschodzie. Rywalizacja bizantyńsko - sasanidzka była dalszym
etapem starożytnej rywalizacji rzymsko - perskiej. Należy
wspomnieć, że wiele wieków później tureckie imperium Osmanów,
które geograficznie zajęło miejsce
Bizancjum, również prowadziło liczne wojny ze wschodnimi
sąsiadami, często również pod hasłami religijnymi: sunnicka
Turcja walczyła z również islamską, ale z punktu widzenia
sunnitów "heretycką", szyicką Persją.
Rywalizujący
z sobą Bizantyńczycy i Persowie nie zauważyli nadciągającego
z Południa islamskiego niebezpieczeństwa. Względne podobieństwo
i analogie teologiczne nowego monoteizmu z chrześcijaństwem uśpiło
czujność Bizantyjczyków. Nową religię traktowali po prostu
jako kolejną herezję, jakich wiele pojawiało się na
peryferiach chrześcijaństwa. A skoro dawniejsze herezje wygasały
same przez się lub łatwo były tłumione przez wojsko, nie
przypuszczano, że tym razem może być inaczej.
Z
podobnych przyczyn nową religię przyjmowały kolejne podbijane
przez Arabów narody. Obecność wspólnych chrześcijaństwu i
islamowi wątków, na przykład wspólnych proroków Starego i
Nowego Testamentu sprawiała, że islam nie prezentował się jako
coś radykalnie nowego, a jedynie jako nowa wersja czegoś, co już
znane było od dawna. Prostota
islamu kontrastowała ze skomplikowanymi i abstrakcyjnymi
konstrukcjami teologii chrześcijańskiej. Nieskomplikowanemu umysłowi
saharyjskiego beduina o wiele prościej było przyjąć koncepcję
Allaha niż niepojętą dla ludzkiego umysłu prawdę o Trójcy Świętej.
Bezwzględny wyzysk fiskalny Bizancjum sprawiał, że mieszkańcy
podbijanych przez Arabów krajów bardzo często widzieli w
Arabach nie najeźdźców, ale wyzwolicieli spod dotychczasowego
ucisku. A ponieważ islam głosił względną tolerancję dla ludów
Księgi, w tym chrześcijan, nie jawił się jako bezwzględne zło.
Były
i inne przyczyny szybkich podbojów arabskich. Wymieńmy
przynajmniej dwie z nich. Przyzwyczajeni do życia w skwarze
pustyni Arabowie wykorzystywali w swoich podbojach umiejętność
szybkiego poruszania się po pustyni. Przegrupowywali i
przemieszczali swoje oddziały na pustyni, by z nienacka uderzyć
na leżące na jej skraju osiedla. Pustynia odgrywała więc w
podbojach arabskich rolę porównywalną z morzem i rzekami w
podbojach Wikingów. Druga przyczyna muzułmańskich sukcesów
tkwiła w języku arabskim. Język arabski wraz z takimi językami
jak hebrajski, fenicki, aramejski, należy do języków semickich.
W trakcie arabskich podbojów w zachodniej Azji i północnej
Afryce, arabscy zdobywcy natrafiali na ludzi mówiących również
językami semickimi. Język arabski posiada pewną swoistą własność
lingwistyczną, która sprawia, że w konfrontacji z innymi językami
semickimi, ma tendencje do ich wypierania. Istotnie, w ciągu
stuleci język arabski wyparł większość języków semickich z
zachodniej Azji i północnej Afryki. Saharyjscy Berberowie i
nieliczne grupy na Bliskim Wschodzie mówiące po aramejsku należą
do wyjątków. Nawet chrześcijańscy Koptowie przestali w XVII
wieku mówić na codzień swoim, wywodzącym się ze
staroegipskiego językiem, zachowując go tylko dla potrzeb
liturgii. Jest rzeczą znamienną, że język arabski, mimo swego
fundamentalnego znaczenia w islamie, nie wyparł języków
niesemickich, mimo nawrócenia licznych ludów niesemickich na
islam. Irańczycy i mieszkańcy Pakistanu mówią do dziś językami
indoeuropejskimi, Turcy i ludy Azji Środkowej językami tureckimi.
I
tak oto na południe i południowy wschód od Europy wyrosło muzułmańskie
imperium. Naprzeciw siebie stanęły dwa różne światy, światy
przez wieki rywalizujące ze sobą, walczące zbrojnie, ale i
prowadzące ze sobą intelektualną dysputę, wymianę handlową,
utrzymujące sojusze polityczne. Wyprawy krzyżowe, rozrost
Imperium Osmańskiego, które przez stulecia obejmowało swoim
zasięgiem większość krajów arabskich, stając się synonimem
państwa islamskiego, wreszcie ekspansja kolonialna europejskich
mocarstw w Afryce i Azji, te i inne wydarzenia wyznaczały przez
stulecia historię wzajemnych kontaktów chrześcijan i muzułmanów.
W średniowiecznej historii był nawet taki moment, kiedy jak się
wydaje, można było islam zmieść z powierzchni Ziemi. Hulagidzi,
potomkowie Czyngis Chana władający perskim ułusem w 1258 roku
zdobyli Bagdad i realnie zagrozili Arabii i mameluckiemu Egiptowi.
W czasie, kiedy w Palestynie dogorywały ostatnie punkty oporu
krzyżowców, od Wschodu nadciągała wielka żółta wyprawa krzyżowa
skośnookich nestorian, z katolickiego punktu widzenia wprawdzie
heretyków, a jednak chrześcijan. Brak porozumienia chrześcijan
Zachodu i Azji zaprzepaścił możliwość wspólnego pokonania
Arabów, która już nigdy się
nie powtórzyła. W 1260 roku Mongołowie zostali pokonani
przez muzułmanów pod wodzą sułtana Bajbarsa pod Ajn Dżalut (Źródło
Goliata) w Palestynie. Arabska historiografia zawsze z dumą
podkreślała symboliczne znaczenie faktu, że w czasach
starotestamentowych w tym samym miejscu miał miejsce pojedynek
Dawida z filistyńskim olbrzymem Goliatem.
Ale
dość już tego historycznego wstępu. Spójrzmy na współczesną
mapę świata. Naprzeciw siebie stoją oddzielone Morzem Śródziemnym
dwa różne światy: świat nowoczesnej technologii i świat
zacofania, świat ustabilizowanej sytuacji ludnościowej i świat
nieokiełznanej demograficznej eksplozji, świat demokracji i
tolerancji i świat fanatyzmu, który kobietom każe zasłaniać
twarze, a za wypicie kufla piwa w najlepszym wypadku grozi więzieniem.
Świat, który wydał Leonarda da Vinci, Newtona, Einsteina,
Goethego, Pasteura, Darwina, Beethovena i Mozarta i świat, którego
ostatni geniusze tacy jak Awicenna, Awerroes i Ibn Chaldun żyli
tysiąc lat temu. Świat, który odkrył grawitację, teorię względności,
wynalazł druk, elektryczność, samoloty, statki kosmiczne i
komputery i świat, którego największymi osiągnięciami
technicznymi są być może jakieś innowacje w zakresie zakładania
wielbłądowi uzdy i wyrobu owczego sera.
Nie
zamierzam bynajmniej negować kwestii palestyńsko - izraelskiej,
ani też różnic religijnych w genezie konfliktu chrześcijańsko
- muzułmańskiego. Ale sądzę, że chyba każdy z nas jest na
tyle "marksistą", by w poszukiwaniu przyczyn konfliktu
Zachodu ze światem islamu nie ograniczać się tylko do tych, skądinąd
istotnych, faktów dotyczących ideologicznej "nadbudowy".
Oto naprzeciw siebie stoją dwa światy, które dzieli przepaść
ekonomiczna, technologiczna, demograficzna. "Natura nie znosi
próżni", "poziomy w naczyniach połączonych dążą
do swego zrównania". Trudno odmówić racji tego typu
popularnym sentencjom. Zapewne i w rozpatrywanym przez nas
przypadku mają one zastosowanie. Niezależnie od przyczyn
ideologicznych, do konfliktu dwóch zasadniczo od siebie różnych
cywilizacji, tak czy inaczej musiało dojść.
Przeprowadźmy
pewien, dość abstrakcyjny, eksperyment myślowy. Zbudujmy w
swojej wyobraźni wysoki "berliński" mur oddzielający
oba światy, mur przez który żaden
człowiek, żadna informacja, żaden towar, nie może się
przecisnąć. Zburzmy następnie ten mur po pięćdziesięciu
latach, i wyobraźmy sobie, co moglibyśmy po obu jego stronach
zobaczyć. Zachód zapewne zdołałby znaleźć panaceum na brakujące,
po odcięciu bliskowschodnich dostaw, ilości ropy naftowej.
Tajemnicą poliszynela są olbrzymie strategiczne zasoby łupków
i piasków bitumicznych, na przykład w kanadyjskiej Albercie.
Zachód już nieraz stał przed wezwaniami jakie niosły dla niego
katastrofy, wojny, embarga na ropę, jak choćby słynne arabskie
embargo z połowy lat siedemdziesiątych. Ale jakie panaceum znaleźliby
na brak europejskiej technologii islamiści? Czy byliby w stanie
sami nadrobić zaległości technologiczne jakie dzielą ich od
Europy i Ameryki Północnej? Przecież arabskie szkolnictwo
polega na wkuwaniu na pamięć wersetów Koranu, a co się tyczy,
nazwijmy to umownie, "nauk wyzwolonych", to wkuwanie na
pamięć i strach przed uzbrojonym w kija nauczycielem są i tutaj
nadal dominujacymi metodami pedagogicznymi.
Arabski
terrorysta walczy wynalezionym przez Europejczyków karabinem i
granatem, zdając sobie doskonale z tego sprawę, że posługując
się zakrzywioną beduińska szablą nie miałby najmniejszych
szans na zabicie kogokolwiek, być poza zaskoczonymi turystami,
bezbronnymi mężczyznami, kobietami i dziećmi zwiedzającymi
egipskie zabytki, czego świadkami byliśmy kilka lat temu.
Terroryści z 11 września posłużyli się wynalezionymi przez
ludzi Zachodu samolotami, porozumiewali się w celu zorganizowania
zamachów wynalezionymi przez ludzi Zachodu internetem i telefonem,
na szkolenia lotnicze jeździli wynalezionymi przez Europejczyków
samochodami. No, może benzyna w samolotach pochodziła z
bliskowschodniej ropy. Tylko, że sposób produkcji benzyny z tejże
ropy, jak i sposób jej wydobycia są też dziełem myśli
europejskiej. Gdyby nie Europejczycy ropa, nad Zatoką Perską
wydobywana byłaby jak za czasów Hammurabiego wiadrami ze studni,
a jej zastosowanie ograniczałoby się do smarowania kół wozów
ciągnionych przez woły i leczenia reumatyzmu. Gdyby nie myśl
europejska Kuwejt byłby do dziś, tak jak sto lat temu, ubogim
emiratem wyspecjalizowanym w poławianiu pereł, hodowli wielbłądów
i uprawie palmy daktylowej.
Zatrzymajmy
się raz jeszcze, rzecz jasna w sposób skrótowy i pobieżny, na
różnicach teologicznych dzielących islam i chrześcijaństwo.
Muzułmanie są przekonani, że wierzą w tego samego Boga co Żydzi
i chrześcijanie. Czy jednak rzeczywiście jest to ten sam Bóg? Bóg
"Koranu" jest transcendentny, abstrakcyjny, bezosobowy,
kapryśny i "miłosierny". Bóg chrześcijan wkracza w
historię w osobie Chrystusa, współcierpi ze swoim stworzeniem
na Krzyżu, wyzwala ludzi z niewoli grzechu, obiecuje zbawienie.
Chrystus mówi, że przyszedł na świat nie po to, by go potępić,
ale zbawić, przekonuje nas, że ten, kto się nawraca do Boga ma
życie wieczne (nie "będzie miał", ale ma go już
teraz), a święty Paweł mówi, że wiara jest pewnością
zbawienia. Kalwinowska predestynacja jest bluźnierstwem, już choćby
z tego powodu, że przypisuje Bogu cechy sataniczne. Bóg
predestynuje ludzi do zbawienia, od którego wyłączeni są tylko
ci, którzy sami go nie chcą. "Koran" nieustannie
straszy Gehenną, podkreśla niemoc człowieka wobec woli Allaha,
nawet niebo i piekło mogą nie być wieczne, jeżeli taka jest
jego wola. Niemoc i nicość człowieka wobec woli Boga jest rzeczą
oczywistą i dla chrześcijanina, tylko, że objawienie chrześcijańskie,
obok tej oczywistej prawdy dodaje i następną, której w islamie
brak. Bóg może mnie zniszczyć i ocalić, ale nie chce mnie
zniszczyć, tylko chce ocalić. Allah jest miłosierny. Pojęcie
"miłosierdzie boże" jest używane jest również w
chrześcijaństwie, ale w bardzo konkretnym znaczeniu, jako
synonim miłości, a więc w znaczeniu zupełnie innym. Żeby
obrazowo przedstawić różnicę obu znaczeń tego słowa posłużmy
się następującym przykładem. Jeżeli ktoś staje na ślubnym
kobiercu, to co będę przyrzekał przyszłemu współmałżonkowi:
"będę cię kochał", czy też "będę wobec
ciebie miłosierny"?
Zastanówmy
się nad następującymi cechami Allaha: jest absolutnie
transcendentny i bezosobowy. Nazwać Allaha osobą to dla muzułmanina
bluźnierstwo. Wiemy dobrze, że chrześcijański Bóg jest
osobowy, i że my też jesteśmy osobami stworzonymi na boże
podobieństwo. I znowu, jak w poprzednim przypadku, nie jest to
jakieś ludzkie bluźnierstwo czy zarozumialstwo, tylko po prostu
stwierdzenie faktu, o którym Bóg poinformował nas w swoim
objawieniu. Wynika z tego jasno, że muzułmański Allah nie jest
Bogiem Żydów i chrześcijan, skoro nie jest osobą. Jeżeli
posiada takie własności jak neoplatońska Jednia, to nie
odnajdziemy go na stronach Biblii, jak z uporem twierdzą muzułmanie,
ale raczej w pogańskich pismach i świątyniach. Nie zapomnijmy o
drugim źródle islamu obok Starego i Nowego Testamentu, jakim były
wierzenia pogańskich Arabów. Kult Kaby, świętego kamienia jest
kontynuacja tych wierzeń. Nawet imię "Allah" było
obecne w religii pogańskich koczowników pustynnych jako imię
jednego z bóstw. Doprowadzony do absurdu "monoteizm"
zaczyna pachnąć bynajmniej nie monoteizmem.
Porównajmy
Koran i Biblię. Islamiści zapewniają, że Biblia, o ile jej treść
nie jest sprzeczna z islamem zawiera boskie objawienie, które w
pełni zostało przekazane w Koranie. Treść Koranu w istocie roi
się od biblijnych postaci, zarówno staro - jak i
nowotestamentowych. Możemy tam odnaleźć Abrahama, Izaaka, Mojżesza,
Jezusa. A jednak czasem w tak niewiarygodnych okolicznościach, że
trudno uwierzyć, że chodzi o te same postacie, o których pisze
Pismo Święte. Do historii sporów chrześcijańsko - muzułmańskich
należy spór o Marię. W 3 i 19 surze Maria Dziewica, matka
Jezusa, przedstawiana jest jako siostra Mojżesza i Aarona. Imram
(po hebrajsku Amram), którego z Księgi Wyjścia znamy jako ojca
Mojżesza i Aarona, jest ojcem Marii, która wraz z Elżbietą,
Jezusem, Janem Chrzcicielem i jego ojcem Zachariaszem tworzą
rodzinę Imrana. Koran utożsamia Marię, siostrę Aarona i Mojżesza
z Marią, matką Chrystusa, zdając się nie przejmować zupełnie
taka drobnostką, że czasy Mojżesza i Chrystusa dzieli ponad
1200 lat. Przykładów tego typu koranicznych "pomyłek"
jest mnóstwo.
Koran
twierdzi, że uznaje Ewangelię Jezusa, odmawia mu jednak boskości
i zaprzecza jego odkupieńczej śmierci na Krzyżu. Co to miałaby
być za "ewangelia", która nie zawierałaby prawdy o
odkupieniu? Ewangelia czy raczej okładki z Ewangelii? Ewangelia,
Dobra Nowina, czy "ewangelia" pozbawiona jakiegokolwiek
sensu? Islamiści głoszą, że na Krzyżu umarł ktoś inny, nie
Jezus, zaś Ewangelia w tej wersji jaką dziś znamy została zafałszowana.
Możemy zapytać się, kiedy niby miałaby zostać zafałszowana i
przez kogo? Wszystkie cztery Ewangelie pochodzą z 1 wieku. Źródłem
Ewangelii synoptycznych jest napisane około roku 50, a więc
jeszcze przed przepowiedzianym przez Chrystusa zburzeniem
Jerozolimy, "źródło Q". Dwaj spośród czterech
ewangelistów, Mateusz i Jan byli apostołami, przy czym ostatni z
nich stał pod Krzyżem Chrystusa. Kto więc i kiedy miałby zafałszować
fakty z życia Jezusa? Islamiści się jakoś tego typu pytaniami
za bardzo nie przejmują.
Koran
sprawia wrażenie dzieła niespójnego i chaotycznego. Złożony
ze 114 sur, ułożonych mniej więcej od najdłuższej do najkrótszej,
nie wykazuje żadnego wewnętrznego ładu i logiki. Roi się od
niekonsekwencji, infantylizmów, niedopowiedzeń, sprzeczności.
Biblia przedstawia logiczną, sensowną całość, historię świata
zawartą między opisem stworzenia i opisem czasów ostatecznych,
w której centrum znajduje się zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa.
Oczywiście roi się od metafor, legend, opisów historycznych nie
do końca przystających do rzeczywistości, jest bowiem również
dziełem literackim. I nie chodzi tutaj o to, że można w niej
znaleźć jakąś "sprzeczność" czy "błąd
rzeczowy", takowych
bowiem jest w niej mnóstwo. Ale przecież nikt ze współczesnych
chrześcijan nie traktuje wszystkich partii Biblii dosłownie.
Rozumiana jako całość, po "heglowsku", Biblia objawia
swój głęboki sens, i to sens nie tylko "wewnątrzkoherentny",
ale zgodny z historią ludzkości jako całości. Czyż fakt, że
jako jedyny naród Żydzi zdają się nie podlegać żadnym prawom
socjologii czy demografii nie świadczy o tym, że są narodem
wybranym? Czy można dwa tysiące lat cierpień narodu wybranego
nie kojarzyć ze słowami Ewangelii Mateusza "Krew jego na
nas i na nasze dzieci"? Czy w Nowym Testamencie nie mamy
opisu czasów ostatecznych jako czasów totalnego odejścia od
Boga, czyli właśnie tych czasów w których obecnie żyjemy?
Jaki jest natomiast sens islamu? Po co się pojawił Muhammad ze
swoimi proroctwami? Kto go zapowiedział? Jakich cudów dokonał,
by uwiarygodnić swoje posłannictwo?
Muzułmanie
czczą nie tylko treść Koranu, ale i sam Koran jako przedmiot
materialny. Nie trzeba czytać pism Ingardena o wielowarstwowości
dzieła sztuki, żeby odróżnić jedno od drugiego. Jako chrześcijanin
odczuwam szacunek i dla materialnej postaci Biblii, raczej nie będę
do niej kopał czy używał jej zamiast papieru toaletowego, a
jednak odróżniam jedno od drugiego. Czyż właśnie Biblia
poplamiona, pomiętoszona, pokreślona, pobazgrana podkreśleniami,
nie świadczy o tym, że była czytana i to czytana nie beznamiętnie,
nie bez emocjonalnego i intelektualnego zaangażowania? Dla
islamisty Koran nie może znajdować się poniżej czytającego,
dla umieszczenia czytanego Koranu stworzono więc pewne wymyślne
konstrukcje. Mało kto wie, że rozpowszechnienie papieru w średniowiecznych
krajach muzułmańskich wynikało z tego, że islamiści obawiali
się, by ich święta księga nie została spisana na świńskim
pergaminie. Jeszcze dalej posunęli się afgańscy Talibowie:
zakazali używania papierowych toreb na śmieci, w obawie przed
tym, by papier nie został wyprodukowany z makulatury zawierającej
treść Koranu. Czy można sobie wyobrazić większą paranoję?
Islamiści
twierdzą, że Koran jest nieprzetłumaczalny. Książka którą w
tej chwili mam przed sobą, tłumaczenie Józefa Bielawskiego, nie
jest więc dla muzułmanina Koranem. Dla mnie jest jednak dowodem
na to, że Koran się myli, skoro go przetłumaczono. Każde tłumaczenie
jest w pewnym sensie innym dziełem niż oryginał i jest to to
stwierdzenie trywialnego faktu, który dotyczy nie tylko Koranu,
ale jakiegokolwiek tekstu. A
jednak islamiści przekonani są, że tłumaczenie Koranu jest
niemożliwe, przetłumaczony Koran nie ma dla nich żadnej wartości.
A ponieważ nie wszystkim ludziom dane są zdolności
lingwistyczne, niearabscy wyznawcy islamu nieraz modlą się
tekstami modlitw, których nie rozumieją, słuchają recytacji
wersetów, mniej więcej na tej samej zasadzie na której ja bym słuchał
poezji eskimoskiej w oryginale. Nie powinien dziwić fakt, że w
czarnej Afryce, o "duszę" której rywalizują
misjonarze chrześcijańscy i islamscy, procent nawróconych na
islam jest wprost proporcjonalny do poziomu analfabetyzmu.
Zatrzymajmy
się jeszcze na chwilę przy muzułmańskiej "moralności".
Jestem daleki od tego, żeby oceniać pod względem moralnym inne
narody, religie czy kultury. Ale również daleki od tego, by
twierdzić, że religia nie ma żadnego wpływu na moralność.
Kiedyś Jerzy Urban w "Nie" stwierdził, że nie ma żadnej
korelacji między wyznawaną religią lub brakiem takowej a
moralnością. Jest to oczywiście wypowiedź idioty. Nie twierdzę,
że żaden muzułmanin nie pije, a jednak prawdopodobieństwo
trafienia na pijanego muzułmanina jest znacznie mniejsze niż na
pijanego chrześcijanina. W świętej pamięci Jugosławii dane
statystyczne wykazywały wyraźną korelację między przypadkami
aborcji, zabójstw, samobójstw etc, a religiami poszczególnych
republik. Nie słuchajcie więc bzdur Urbana. Jeszcze raz podkreślam,
że nie chcę oceniać całych kultur czy religii pod względem
moralnym, ale dlaczego islamiści nam zarzucają laicyzację i
niemoralność, siebie samych uznając najwidoczniej za świętoszków.
Nie zaglądajmy muzułmanom pod kołdrę, co oni tam robią ze
swoimi czterema żonami, skoncentrujmy się więc na grzechach
"bardziej widocznych".
Koran
zabrania zabójstwa, a zwłaszcza zabójstwa współwyznawcy. Nie
muszę chyba przypominać muzułmanina Tamerlana,
środkowoazjatyckiego władcy, który z czaszek muzułmańskich
irakijczyków budował piramidy, czy wyczynów niejakiego Saddama
H. lub Muammara K., o Osamie bin Ladenie nie wspominając. Koran,
jeżeli nawet nie zabrania niewolnictwa, to przynajmniej odnosi się
do niego niechętnie. Wszyscy pamiętaja o tym, że Europejczycy
wywieźli do Ameryki 10 milionów Murzynów, a kto policzył tych
których wywieźli Arabowie. Wielka Brytania i Francja zniosły
niewolnictwo na początku XIX wieku, USA w 1864 roku. A Arabia
Saudyjska? Kiedy? W roku 1962!!!! W pewnym regionie Kenii znany
jest przypadek bezgrzywych lwów, które znane są z tego, że
atakują ludzi. Wręcz wyspecjalizowały się w polowaniu na człowieka.
Gdy budowano kolej Nairobi - Mombasa musiano zatrudniać myśliwych,
by bronili pracujących przy budowie kolei robotników. Długo
zastanawiano się nad genezą dziwnego upodobania tamtejszych lwów
do ludzkiego a nie antylopiego mięsa. Rozwiązania zagadki
dostarczyła historia. Terenami na których żyły bezgrzywe lwy -
ludojady biegł przez wiele stuleci arabski szlak handlarzy
niewolników. Arabowie po prostu dobijali niewolników niezdolnych
do dalszego marszu, lub po prostu pozostawiali ich na pastwę
drapieżników. Można się domyśleć jak wielkie to musiały być
ilości ludzi, skoro cała populacja lwów na zawsze
wyspecjalizowała się w tak specyficznym sposobie zdobywania pożywienia.
Islamiści
oburzają się na europejską nietolerancję. Głośno krzyczą,
gdy zabrania się nosić islamskim dziewczętom chusty. A równocześnie
budują meczety w największych miastach europejskich ze stolicą
chrześcijaństwa Rzymem włącznie. Spróbujcie wybudować kościół
chrześcijański w Arabii Saudyjskiej. Niezły dowcip, nie? Nikt
nie zabrania muzułmaninowi nawracania na swoją wiarę ludzi w
Europie czy Ameryce. Wiecie jaki jest najlepszy sposób dostania
się do chrześcijańskiego Nieba? Zacznijcie nawracać Arabów na
chrześcijaństwo w Teheranie czy w Ar Rijadzie. Niechybna
konsekwencją będzie oddzielenie głowy szabelką od reszty ciała
i stałe miejsce w Litanii do Wszystkich Świętych w rubryce
"męczennicy". Nikt nie zabrania muzułmanom uprawiania
swojego kultu w Europie. Podczas pierwszej wojny z Irakiem
Saudyjscy Arabowie zabraniali Amerykanom odprawiania
jakiechkolwiek nabożeństw chrześcijańskich i wystawiania Krzyża
na widocznym miejscu. Jaka tu konsekwencja? (k)Ali ukraść krowę
dobrze, a (k)Alemu ukraść krowę źle.
Na
zakończenie postanowiłem zacytować słowa pochodzące z listu
mojego przyjaciela z liceum, katolickiego zakonnika, werbisty
Adama, u którego miałem zaszczyt przebywać ubiegłego lata w
Paryżewie. Adam spędził wiele lat jako misjonarz w środkowoafrykańskim
Zairze, a obecnie robi doktorat z teologii na pewnej paryskiej
uczelni, zwanej Sorboną. List został napisany tuż przed atakiem
wojsk alianckich na Saddamowski Irak:
"Na
islam (czytaj sekta, która odniosła sukces!) napatrzyłem się
już dość we Francji. Oni są wychowywani w nienawiści do świata
nie-muzułmańskiego i mają za cel zislamizowanie reszty świata.
Muzułmanki mają obowiązek nosić welon w kraju islamskim, a nie
za granicą. Jeżeli domagają się prawa do zakrywania głowy w
laickiej szkole francuskiej, to tylko w celu narzucenia obyczaju
islamskiego innym. Nieprzejednana hołota! Kiedy chrześcijanie
praktykowali krucjaty czy inkwizycję, to historia oceniła te
gesty jako wypaczenie chrześcijanstwa. Kiedy muzułmanie niszczą
nieobrzezanych, to robią to w imię ich religii, tzn.
zfanatyzowanego systemu, gdzie nie odróżnisz religii od polityki,
polityki od ekonomii, sportu od przemocy zinstytucjonalizowanej.
Niewolnictwo! Większy obrót w handlu zagranicznym niewolnikami
mieli (i mają do dziś) Arabowie niż biali. Jeżeli
wyszczerbiony półksiężyc zarzuca nam laicyzację, to ja się
nie zgadzam. Opozycja islamska to tylko manifestacja kompleksów,
naiwności i infantylizmu. Co Arab ma pod czaszką? - oślą kupę!
Turban na głowie Araba to tylko zabandażowana głowa (bo chora),
ot cała symbolika. Islam w swojej historii nie doświadczył
jeszcze etapu, który my nazywamy modernizmem. Koran możesz czytać,
ale nie możesz go interpretować, ani zadawać pytań o jego
genezę, nie możesz pytać o relację autorytetu panującego do
prawdy obiektywnej, itd. Maurowie nie rozwinęli interpretacji
krytycznej tego co robią. Racją ich bytu jest feudalizm i
przemoc - wymarzone środowisko dla wściekłego psa. Dlatego
potrzeba, żeby les F16 pozbyły się trochę złomu nad Irakiem.
Irak składa się z terrorystów, niedoszłych terrorystów,
przyszłych terrorystów i piasku - jakich dowodów jeszcze nam
trzeba? Pomyślnych wiatrów!"
Bracie
Chrześcijaninie! Siostro Chrześcijanko! I Ty, Drogi Przyjacielu,
który wprawdzie nie wierzysz, ale nie są Ci obce ideały
cywilizacji europejskiej! Islam wdziera się do Europy wszystkimi
możliwymi drogami. Zagraża nam jak nigdy od czasów bitwy pod
Poitiers. Zagraża naszej kulturze i cywilizacji, naszemu wspólnemu
europejskiemu dziedzictwu.
Wołam
więc do Ciebie, jak przed laty, w roku 1095 wołał na Synodzie w
Clermont - Ferrand Papież Urban II: EUROPEJCZYKU, DO BRONI
!!!!!!!
Geopolityk
|