Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

AKADEMIA POLSKA

 

Artykuły Akademii:

 

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 



Adam Świątek

Polacy i Ukraińcy: UPA - dla nas ludobójcy, dlaczego dla nich bohaterowie?

Mało jest w relacjach pomiędzy nawet zwaśnionymi narodami przykładów tak okrutnie popełnionych czystek etnicznych, jakich na Polakach zamieszkujących Wołyń i Galicję dokonały oddziały nacjonalistycznej Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ludobójstwo UPA, zaplanowane z zamiarem całkowitego wyeliminowania Polaków z tych terenów, budzi do dziś przerażenie. Tym większe, że cześć współczesnego społeczeństwa ukraińskiego uznaje członków UPA za bohaterów narodowych, a Stepanowi Banderze stawia pomniki.

Po ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę, w nocy z 1 na 2 września 1939 roku, władze polskie aresztowały kilka tysięcy Ukraińców podejrzewanych o ewentualną chęć dywersji. Ostatecznie jednak postanowiono wypuścić aresztowanych, a także ukraińskich więźniów politycznych, w tym m.in. Stepana Banderę, odsiadującego w więzieniu wyrok za zabójstwo ministra Pierackiego w 1934 roku.

Obawy władz polskich aresztujących "element niepewny" były zasadne. Warto bowiem przypomnieć, że Abwehra wraz z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) na długo przed wybuchem wojny planowały wzniecenie antypolskiego, ukraińskiego powstania w Galicji Wschodniej.

Wobec zawarcia sojuszu niemiecko-sowieckiego Niemcy zarzucili te plany, ale gdy Sowieci opóźniali wejście do Polski w pierwszych tygodniach września 1939 roku, powrócono do pomysłu ukraińskiej dywersji na południowym wschodzie II RP. Antypolskie powstanie, zorganizowane przez OUN, wybuchło w nocy z 12 na 13 września 1939 roku w Stryju, a w kolejnych dniach w innych powiatach. Ukraińcom udało się zająć m.in. Mikołajów, ale już po kilku dniach Wojsko Polskie i policja opanowały sytuację.


Po napadzie Sowietów na Polskę 17 września 1939 roku rozpoczęła się dywersja na szerszą skalę - i to zarówno ze strony ukraińskich nacjonalistów, jak i ukraińskich i białoruskich komunistów. Taki stan trwał aż do wycofania się wojsk polskich pod naporem Armii Czerwonej. Podział ziem polskich między Niemców i Sowietów zapoczątkował nowy rozdział w historii relacji polsko-ukraińskich.

Na terenach okupacji niemieckiej, w Generalnym Gubernatorstwie, żyło ponad pół miliona Ukraińców, których władze niemieckie faworyzowały w stosunku do Polaków. Ukraińcy cieszyli się wyższymi racjami żywieniowymi (produkty spożywcze były ściśle reglamentowane w trakcie okupacji), zgadzano się na rozwój szkolnictwa ukraińskiego, a także zezwalano na studiowanie ukraińskiej młodzieży na uniwersytetach w Berlinie i Wiedniu. W grudniu 1939 r. powołano Ukraińską Policję Pomocniczą, a Ukraińcy służyli także w innych formacjach cywilnych.

Z kolei tereny Galicji Wschodniej zostały włączone do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Natychmiast dokonano tam "reform" mających doprowadzić do ujednolicenia nowej prowincji w stosunku do reszty republiki. Rozpoczęła się zatem nacjonalizacja przemysłu i banków, rozdano majątki ziemskie i kościelne chłopom, dokonano całkowitej przebudowy administracji, wymieniając polską kadrę na Ukraińców i Rosjan, wprowadzono do szkół i urzędów język ukraiński.

NKWD dokonywało aresztowań "niepewnego elementu". Prowadzono też akcję deportacyjną, która obejmowała głównie Polaków. Akcję rozwinięto na szeroką skalę od 1941 roku. Jednocześnie prowadzono przymusową kolektywizację, która spotykała się z masową niechęcią względem Sowietów. Wszystko to wzmacniało wśród galicyjskich i wołyńskich Ukraińców poparcie dla działalności OUN - jedynej nierozwiązanej wówczas, bo tajnej, ukraińskiej organizacji politycznej.

Tymczasem OUN przeszedł gruntowne zmiany organizacyjne. Uwolniony Bandera domagał się, by aktualny prowidnyk tej organizacji, Andrij Melnyk, przeniósł się do Szwajcarii i tam reprezentował OUN.


Wobec odmowy Melnyka doszło do secesji na kongresie OUN zorganizowanym w Krakowie. Powstały wówczas dwie frakcje: proniemiecka OUN-M (melnykowcy) oraz frakcja rewolucyjna, banderowska OUN-R (nazywana też OUN-B). Melnykowcy stali na stanowisku ścisłej współpracy z Niemcami. Bandera traktował tę współpracę instrumentalnie, podobnie zresztą jak Niemcy traktowali współpracę z Ukraińcami w ogóle. Głównego wroga Bandera widział w Związku Sowieckim.

Owocem współpracy z Niemcami było powołanie dwóch ukraińskich jednostek wojskowych: batalionu "Nachtigall", utworzonego z członków OUN-B, w którym zastępcą dowódcy został Roman Szuchewycz, oraz batalionu "Roland", w którego skład wchodzili melnykowcy (w 1943 roku zostanie powołana jeszcze jedna ukraińska formacja wojskowa w ramach armii niemieckiej - 14 Dywizja Grenadierów SS, znana jako SS-Galizien).

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 roku to właśnie batalion "Nachtigall" pierwszy wszedł do okupowanego przez Sowietów Lwowa. Wtedy też Ukraińcy ogłosili, bez zgody Niemców, akt odnowienia Państwa Ukraińskiego, z tymczasową stolicą we Lwowie. Utworzono też rząd z premierem Jarosławem Stećką. Jednocześnie rozpoczęły się organizowane przez Ukraińców pogromy Żydów we Lwowie.

Historia ukraińskiej państwowości w 1941 r. skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Po kilkunastu dniach Niemcy aresztowali cały ukraiński rząd. Stećko, wszyscy ministrowie i Bandera zostali uwięzieni (później Bandera ze Stećką trafili do obozu w Sachsenhausen, skąd uwolnieni zostali dopiero w 1944 roku).

Wobec tych wydarzeń, a także wobec kolejnych niemieckich aresztowań w 1942 roku, OUN-B postanowiła na konferencji referentów wojskowych z końcem 1942 roku o tworzeniu własnej armii - Wojskowych Oddziałów OUN. Celem miała być walka ze wszystkimi okupantami ziem ukraińskich.

W trakcie narad określono także zasady działania wobec mniejszości narodowych na terenach ukraińskich, w tym również z Niemcami. W przypadku Rosjan zamierzano likwidować tylko komunistów, wierząc w możliwość ukrainizacji pozostałych. Jeśli chodzi o Żydów i Ormian, to uważano ich za społeczności wspierające komunistyczną Rosję, stąd przewidywano ich wysiedlenie. Podobnie miano uczynić z wszystkimi Polakami, a w przypadku odmowy, miano ich likwidować.

Na czele Wojskowych Oddziałów OUN stanął Dmytro Kljaczkiwśkyj "Kłym Sawur".

Szczątki mieszkańców Woli Ostrowskiej na Wołyniu, zamordowanych przez nacjonalistów z UPA 30 sierpnia 1943 r. Fotografia z ekshumacji z 1992 roku
/Fotografia archiwalna z wystawy "Wołyń czas zaglady 1943-1945" w Muzeum Niepoległości w Warszawie/repr. Marek Skorupski /Agencja FORUM

W 1943 roku nacjonalistyczne siły ukraińskie działały w czterech okręgach wojskowych znajdujących się na terenach całego Wołynia oraz Żytomierszczyźnie, a więc obejmowały tereny wykraczające poza granice przedwojennej Polski. Oddziały UPA zasilili rychło żołnierze z dawnych batalionów "Nachtigall" i "Roland", które wpierw przeformowano w 201 batalion policji i skierowano na Białoruś. Dowódcami kompanii w tym batalionie byli Roman Szuchewycz i Wasyl Sydor.

Pierwszą akcją zbrojną ukraińskiego podziemia był atak na niemiecki posterunek we Włodzimiercu, dokonany na początku lutego 1943 roku, jednak po zakończeniu akcji członkowie oddziału zatrzymali się jeszcze w polskiej kolonii Parośla I. Przedstawiając się za Sowietów, najpierw związali mieszkańców, a potem zabili ponad 150 osób.

Był to pierwszy masowy mord na polskiej ludności cywilnej dokonany przez ukraińskich nacjonalistów. Wcześniej Ukraińcy dokonywali zabójstw na Polakach, ale głównie atakując przedstawicieli inteligencji, chcąc zlikwidować osoby o dużym autorytecie wśród polskiej ludności na Kresach.

W dniach 17-23 lutego 1943 roku odbyła się III konferencja OUN-B w okolicach Oleska, gdzie dyskutowano sprawę pierwszej akcji militarnej. Głównym celem ataków miały być teraz Niemcy, przegrywające z Sowietami na froncie wschodnim. Nie wiadomo czy na tej konferencji padły słowa o przeprowadzeniu likwidacji polskiej ludności. Być może wobec planów jej całkowitego wysiedlenia z ziem przyszłego państwa ukraińskiego, niektórzy dowódcy ukraińskich oddziałów postanowili przeprowadzić czystkę etniczną w inny, bardziej brutalny sposób.

Na konferencji planowano wciągnąć do ukraińskich oddziałów Ukraińców służących w niemieckiej policji na Wołyniu. W marcu 1943 roku i na początku kwietnia aż pięć tysięcy policjantów zdezerterowało lub nie przedłużyło kontraktu w niemieckiej służbie i przyłączyło się do ukraińskiej partyzantki.

Na przełomie kwietnia i maja ustaliła się oficjalna nazwa dla podziemnych formacji wojskowych OUN - Ukraińska Powstańcza Armia. Nazwę tę ouenowcy przejęli od innej, nienacjonalistycznej partyzantki działającej na terenie północnego Wołynia, dowodzonej przez Tarasa Borowcia "Tarasa Bulbę".

UPA Borowcia, występując zwłaszcza przeciwko Sowietom, ale również Polakom, odrzucała jednak postulat "czystki etnicznej" i prowadziła walkę tylko militarnie. Jednostka ta została rozbita przez banderowców, a jej resztki włączono do banderowskiego UPA. Podobnie do UPA włączono siłą melnykowców z tworzonej przez nich formacji wojskowej - Ukraińskiego Powstańczego Wojska.

Upowcy, zdając sobie sprawę z niemożliwości pokonania wojsk niemieckich, postanowili walczyć z aparatem niemieckiej władzy. Wiosną 1943 roku przeprowadzili wiele ataków na niemieckie posterunki policji i siedziby władz administracyjnych.

Niemcy uznali, że mają już do czynienia z powstaniem ukraińskim, dlatego ściągnęli na Wołyń 25 dywizję wojsk węgierskich. Dla przeciwwagi zaczęli teraz wcielać do policji Polaków lub ściągać z Generalnego Gubernatorstwa oddziały policji z Polakami, co służyło tylko zaognieniu polsko-ukraińskich relacji, zwłaszcza że policja dokonywała też akcji pacyfikacyjnych, zabijając ukraińską ludność cywilną.

Gdy okazało, że UPA nie jest w stanie pokonać Niemców na Wołyniu, osiągnięty potencjał militarny ukraińscy nacjonaliści skierowali wobec słabszych przeciwników: partyzantki komunistycznej oraz polskiej ludności cywilnej. Zwłaszcza, że po mordzie w Paroślu w kręgach upowskich zapanowało przekonanie, że jest możliwe całkowite oczyszczenie Wołynia z Polaków.

Likwidację polskiej ludności, podjętą na większą skalę od marca 1943 roku nazywano "antypolską akcją". Napadano głównie na polskie wsie, kolonie, chutory i przysiółki, niejednokrotnie napotykając na organizującą się spontanicznie samoobronę. Polską ludność upowskie bandy mordowały w sposób niesłychanie okrutny - przy użyciu narzędzi rolniczych czy siekier. Dochodziło do podpaleń i wrzucania ofiar żywcem do ognia.

Mordercy znęcali się na polskimi ofiarami. Zabijano wszystkich, nie oszczędzając przy tym ani kobiet, ani dzieci, ani starców. Celem było całkowite oczyszczenie terenu z "elementu polskiego". Służyć temu miało także zalecenie całkowitego niszczenia polskiego dobytku i zabudowań. Po polskości miało nie pozostać ślad. Wzorowano się przy tym na niemieckiej polityce likwidacji Żydów, a także niszczenia Polaków na ziemiach włączonych w 1939 roku do III Rzeszy.

Do oddziałów UPA przyłączała się często miejscowa ludność ukraińska, zwłaszcza młodzież zafascynowana ideologią nacjonalistyczną. Z drugiej strony, znalazło się wielu ukraińskich sąsiadów, którzy ryzykując życiem, niejednokrotnie ukrywali Polaków lub informowali ich o zbliżającym niebezpieczeństwie.

Nasilenie rzezi przypadło na Wielkanoc 1943 roku. Atakowano systematycznie miejscowości zwłaszcza na wschodnim Wołyniu.

Najzacieklejszy atak przeprowadzono w nocy z 22 na 23 kwietnia na Janową Dolinę, gdzie oprócz Niemców funkcjonowała też placówka Armii Krajowej. Po wielogodzinnym ataku, podpaleniu budynków, i walkach z Polakami i Niemcami, Ukraińcy ostatecznie odstąpili. Śmierć poniosło 600 polskich mieszkańców Janowej Doliny.

W czerwcu 1943 roku UPA przyjęła tajną dyrektywę całkowitej i powszechnej likwidacji ludności polskiej. Jej apogeum przypadło na lato. Zmasowany, równoległy atak na niemal 100 polskich miejscowości na Wołyniu nastąpił w niedzielę 11 lipca 1943 roku o świcie ("krwawa niedziela").

Zbrodnie kontynuowano przez cały lipiec i sierpień, a potem już z mniejszą intensyfikacją na jesieni, żeby znów uderzyć w grudniu (zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia) i na początku 1944 roku, gdy wojska

Antypolskie działania ukraińskich nacjonalistów w pewnym stopniu hamowała 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK, która w ramach planu "Burza" docelowo miała przeprowadzić antyniemiecką dywersję na Wołyniu. O wiele częściej akowcy musieli jednak występować przeciwko ukraińskim nacjonalistom i robili to z powodzeniem. Dywizji udało się wyzwolić nawet pewien teren wokół Zasmyków, na którym tymczasowo przywrócono funkcjonowanie polskiej władzy.

Gdy nie było polskiego wojska, a polska ludność nie mogła się sama obronić, uciekano się także pod opiekę niemiecką lub sowiecką, co sprawiało wrażenie współpracy Polaków z Niemcami i Sowietami.

Tymczasem w Galicji Wschodniej, wiosną 1943 roku, z ramienia OUN-B Roman Szuchewycz powołał kolejną formację zbrojną - Ukraińską Narodową Samoobronę (UNS), która w grudniu 1943 r. weszła w skład Ukraińskiej Powstańczej Armii jako grupa UPA-Zachód, dowodzona przez Wasyla Sydora "Szełesta".

Zwłoki polskich mieszkańców wsi Lipniki w powiecie kostopolskim na Wołyniu. 26 marca 1943 roku Ukraińcy z oddziałów UPA zamordowali tam 182 osoby
/Fotografia archiwalna z wystawy "Wołyń czas zaglady 1943-1945" w Muzeum Niepoleglosci w Warszawie/repr. Marek Skorupski /Agencja FORUM

Dmytro Kljaczkiwśkyj "Kłym Sawur" objął (a w zasadzie kontynuował) dowództwo sił UPA na Wołyniu, a Roman Szuchewycz został Głównym Komendantem UPA. Prawdopodobnie właśnie wtedy zadecydowano o przeprowadzeniu analogicznej jak na Wołyniu "akcji antypolskiej" w Galicji Wschodniej.

Tymczasem, pod wpływem nadchodzących z Wołynia informacji o rzeziach na polskiej ludności cywilnej, Polacy w Galicji Wschodniej, znacznie liczniejsi i silniejsi, zaczęli organizować samoobronę. Wyłapywano przy tym potencjalnie niebezpiecznych Ukraińców i ich zabijano.

9 i 12 marca 1944 roku oddziały AK w ramach akcji "Nieszpory" wyszły nawet na ulice Lwowa i zabijały każdego napotykanego ukraińskiego policjanta. Ale były to jedynie akcje pokazowe.

W rzeczywistości głównym celem Armii Krajowej była akcja "Burza" i zamanifestowanie polskiej władzy wobec nadchodzących Sowietów, a nie rozdrabnianie się na akcjach samoobrony i odwetach na Ukraińcach. Dlatego też w Galicji Wschodniej powszechnie obawiano się mordów, co skutkowało najczęściej przenosinami Polaków z wiosek do miast, gdzie można było się lepiej bronić.

Pierwsze masowe mordy na Polakach na terenie Galicji Wschodniej miały miejsce jeszcze z końcem 1943 roku, ale w zasadzie od stycznia-lutego 1944 roku można mówić o realizowaniu planowanej "akcji antypolskiej".

Atakowano według sprawdzonego na Wołyniu wzoru kolejne miejscowości zamieszkiwane przez Polaków, omijając jednak większe ośrodki miejskie.

Największym echem odbił się mord w Hucie Pieniackiej z końcem lutego 1944 roku, kiedy to doszło do potyczki między patrolem niemieckiej policji, złożonej z Ukraińców, a samoobroną w tej miejscowości, z którą współpracował 2 pluton AK z Huty Wierchobuskiej. Patrol został ocalony przez atak UPA na wioskę. Po tych wydarzeniach wysłano 4 pułk policji SS, składający się m.in. z Ukraińców służących w 14 Diwyzji SS-Galizien, która wymordowała od 600 do 1500 osób.

Mordy na Polakach w Galicji Wschodniej nie zostały zahamowane nawet po wejściu na te tereny Armii Czerwonej i zamanifestowaniu siły przez AK w ramach akcji "Burza".

Ataki UPA wywołały jedynie akcje odwetowe ze strony polskiego wojska, podczas których również ginęła ludność cywilna.

Analogicznie sytuacja wyglądała na ziemiach obecnie wchodzących w skład Polski, a również zamieszkiwanych przez Ukraińców - na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu, choć tutaj Polakom, dobrze poinformowanym o sytuacji na Wołyniu, skuteczniej udawało się bronić. Częściej też w tych regionach dochodziło do polskich akcji pacyfikacyjnych, podczas których ginęła ukraińska ludność cywilna (np. w Pawłokomie).

Według polskich badaczy bilans polskich ofiar działań ukraińskich nacjonalistów, wciąż ostatecznie nie ustalony, to według różnych szacunków od 30 do 80 tys. na Wołyniu i od 20 do 70 tys. w Galicji Wschodniej oraz od 6 do 8 tys. na wschodnich obszarach współczesnej Polski.

Według wypośrodkowanych szacunków zginęło zatem ok. 100 tys. Polaków (do tej liczby należy dodać jeszcze przeszło tysiąc Żydów, kilkuset Ukraińców, Rosjan, Ormian i Czechów zabitych z rąk OUN i UPA).

Jeszcze więcej osób opuściło te regiony w obawie przed utratą życia, kierując się na zachód, w głąb ziem polskich.

Tymczasem bilans strat ukraińskich na terenie Wołynia, Galicji Wschodniej, a przede wszystkim na terenie Bieszczad i Lubelszczyzny już w okresie PKWN-u i Polski ludowej to kilkanaście tysięcy ofiar.

Mimo mordów i ucieczek ludności, Ukraina, a potem Polska, nie stały się jednak czysto etnicznymi ziemiami. Ten "problem" miały rozwiązać dopiero komunistyczne władze Polski i ZSRS.