Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch obrony życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska

Porady Emigracyjne

Polskie Drogi Ogłoszenia Drobne Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Sprawy Społeczne - Polska

 

Anna Kołakowska

 

Ukarani za ubóstwo 

 

(Nasz Dziennik)

 

Jak to możliwe, że aż blisko dwa tysiące dzieci zostało odebranych rodzicom z powodu ubóstwa? Dlaczego zamiast uzdrawiać i wspierać rodziny, niszczy się je? Co powoduje, że liczba dzieci w placówkach opiekuńczych rośnie, a nie spada – w przeciwieństwie do liczby instytucji pomocowych?

 

Polska jest dziś krajem z wyjątkowo wysokim wskaźnikiem dzieci wychowywanych poza rodziną biologiczną. O ile w 1996 roku pod opieką zastępczą przebywało ok. 80,7 tys. dzieci, o tyle dziesięć lat później już 91,9 tysiąca. W 2012 r. w pieczy zastępczej – w rodzinach zastępczych i placówkach opiekuńczo-wychowawczych – znajdowało się 78 tysięcy dzieci. Za tą suchą statystyką Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej kryje się tysiące dramatów najmłodszych, ale też rodziców, zwłaszcza gdy jedynym powodem odebrania dzieci jest bieda.

Szokujące są wyniki jednorazowego badania przyczyn umieszczania dzieci w pieczy zastępczej, które przeprowadziło Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Okazuje się, że na 22 tys. 797 dzieci aż 26 proc., czyli prawie 5700, zostało zabranych rodzinom z powodu ubóstwa.

Oficjalne dane rządu Donalda Tuska, jakoby tylko jeden procent dzieci umieszczano w placówkach pieczy zastępczej z powodu ubóstwa, są więc poważnie zaniżone.

W jednej z gdańskich szkół, w której ubóstwem dotkniętych było aż 30 procent dzieci, w ubiegłym roku szkolnym pracownicy opieki społecznej złożyli osiem wniosków o odebranie dzieci rodzicom. Tylko dzięki wysiłkowi i pracy zespołu pedagogicznego pod kierunkiem dyrektor Jolanty Kwiatkowskiej udało się powstrzymać odebranie dzieci rodzicom i zapewnić tym rodzinom wszechstronne wsparcie. Były to takie sytuacje, kiedy ewidentnie potrzebna była pomoc, a nie umieszczenie dzieci w placówce opiekuńczej.

– Najbardziej poruszający był przypadek dzieci, nad którymi opiekę sprawowali dziadkowie – mówi pedagog Grażyna Lubiewska. – Chociaż dzieci miały zapewnioną właściwą opiekę pod każdym względem, urzędnicy stwierdzili, że u dziadków są niewystarczające warunki lokalowe i trzeba dzieci umieścić w placówce. Babcia, która była częstym gościem w szkole, bardzo rozpaczała. Tylko dzięki ogromnemu zaangażowaniu szkoły oraz pomocy różnych fundacji udało się je uratować. Jest to problem wielu rodzin i jeśli ta pomoc nie będzie systemowa oraz ukierunkowana na wyjście z ubóstwa, a nie doraźne wsparcie, te sytuacje z pewnością będą się powtarzać.

Poseł Elżbieta Rafalska, pedagog, nauczyciel akademicki, specjalista w zakresie pomocy społecznej i pracy socjalnej, uważa, że źle funkcjonuje cały system, bo brakuje programów ukierunkowanych na zapobieganie ubóstwu, właściwej polityki prorodzinnej, usystematyzowanych instrumentów wsparcia. Brak systemowej pomocy dla rodzin w potrzebie powoduje, że wyjście z ubóstwa jest bardzo trudne.

Bezduszni i bezwzględni

Sam fakt odbierania dzieci rodzicom z powodu ubóstwa jest szczególnie bulwersujący. Świadczy o niezaradności państwa, które nie wywiązuje się ze swoich podstawowych funkcji, takich jak pomocniczość oraz ochrona. Niestety, ostatnio coraz częściej słyszymy o przypadkach odebrania dzieci rodzicom tam, gdzie wystarczyłaby doraźna pomoc.

W 2010 r. do domu dziecka został zabrany 11-letni Sebastian. Rodzice byli biedni, ale dbali o dziecko. Chłopiec dobrze się uczył, dostawał w szkole nagrody, nie sprawiał żadnych problemów. Gdy ojciec Sebastiana trafił do szpitala i z powodu cukrzycy lekarze amputowali mu nogę, sytuacja materialna rodziny uległa pogorszeniu. Pracownicy pomocy socjalnej zamiast wesprzeć rodzinę, zabrali chłopca, powiększając dramat rodziców.

Przykładów takiej nieludzkiej bezduszności pracowników socjalnych jest bardzo wiele. W 2011 r. urzędnicy z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Gdyni odebrali matce dziecko jeszcze w szpitalu, uzasadniając to jej trudną sytuacją materialną i warunkami lokalowymi. Wocenie MOPS, warunki mieszkaniowe, finansowe i stan zdrowia matki nie spełniały „norm przewidzianych dla osoby sprawującej opiekę nad dzieckiem”. Kto te normy ustala i jak będą one wyglądały za kilka lat, aż strach pomyśleć.

Matka jeszcze przed porodem własnym sumptem zaadaptowała trzynastometrowe pomieszczenie na lokal mieszkalny, w którym była toaleta i ciepła woda. Urzędnicy w uzasadnieniu decyzji napisali, że „zabezpieczyli dobro” dziecka „do czasu wyjaśnienia, czy w miejscu zamieszkania matki istnieją warunki do przebywania małoletniego”. Nie trzeba być szczególnie mądrym, żeby zrozumieć, że dobro noworodka polega na przebywaniu w objęciach i przy piersi matki, że urzędnicy pozbawili matkę i dziecko najpiękniejszych chwil w życiu. Z drugiej strony MOPS miał czas na wyjaśnienie i udzielenie niezbędnego wsparcia matce, zanim dziecko przyszło na świat, bo o taką pomoc prosiła.

Wymownym przykładem jest sytuacja, do jakiej doszło na początku tego roku w Gdyni. Sąd rodzinny zdecydował o odebraniu rodzicom dwumiesięcznego dziecka, bo jego zdaniem sytuacja materialna rodziców była zła.

Bezpośrednią przyczyną skierowania sprawy do sądu było to, że rodzice nie mieli pieniędzy na wykupienie leków, choć ojciec dziecka pracuje. W ich obronie stanęli sąsiedzi, wiedząc, że młodzi ludzie borykają się z biedą, ale nie z patologią. Po tym wypadku poseł Elżbieta Rafalska złożyła interpelację do ministra pracy i polityki społecznej, stawiając pytanie m.in. o skalę zjawiska odbierania dzieci rodzicom z powodu ubóstwa.

W obszernej odpowiedzi zabrakło konkretnej informacji, ale kilka dni temu ministerstwo przyznało, że z powodu ubóstwa w placówkach pieczy zastępczej zostało umieszczonych 1827 dzieci. Nie tylko ubóstwo nie może być powodem odbierania dzieci rodzicom. Również w przypadku innych sytuacji i problemów powołane do tego instytucje powinny być wsparciem dla rodziny i służyć jej pomocą.

Antoni Szymański, kurator wojewódzki w Gdańsku, zwraca uwagę, że pracownicy instytucji utworzonych do wspierania rodzin czasami wolą na wszelki wypadek, z obawy przed ewentualnymi skutkami pozostawienia dziecka w rodzinie, umieścić je w placówce pieczy zastępczej. – Mają oni świadomość, że łatwiej o zarzuty pod ich adresem, gdy coś złego się wydarzy, a dziecko przebywało w rodzinie będącej pod opieką pracownika socjalnego czy kuratora niż w sytuacji umieszczenia dziecka w pieczy zastępczej – mówi.

Szkodliwa tendencja

Doktor nauk prawnych Olgierd Pankiewicz z Centrum Prawnego Ordo Iuris widzi tę sprawę jeszcze szerzej, nie ograniczając jej tylko i wyłącznie do rodzin z problemami. Każda ingerencja państwa w życie rodziny w konsekwencji pociąga za sobą oddanie mu prawa do decydowania o tym, kto i kiedy może wykonywać władzę rodzicielską, a kto nie. Sądy odwracają ciężar dowodu i rodzice muszą udowodnić, że są w stanie być rodzicami.

– To, że państwo wchodzi w kompetencje rodziny i przyjmuje coraz więcej funkcji opiekuńczych, nie wynika z żadnych podstaw prawnych – podkreśla dr Pankiewicz. Jest to efekt wytworzonego w Polsce klimatu, gdy w wyniku licznych kampanii społecznych o rodowodzie lewicowym, takich jak „Stop przemocy w rodzinie” czy „Wszystkie dzieci są nasze”, rodzina została postawiona w stan oskarżenia. Ten klimat wśród urzędników i wśród sędziów każe rodziców podejrzewać, a nie otaczać ochroną. Sędziom i urzędnikom wydaje się, że muszą chronić dzieci przed strasznymi rodzicami. Nie wymusiły tego na sądach żadne przepisy prawne, bo zakładają one zasadę pomocniczości państwa wobec rodziny, każe sądom rodzinę wspierać i chronić ją przed zbyt dużą ingerencją urzędów.

Często spotykamy się z tym, że dzieci są odbierane rodzicom, choć można by zastosować inne środki. Wynika to z asekuracji sędziów i z lęku przed poszerzaniem marginesu społecznego. To przesądza o tym, że niektórzy rodzice zostają uznani za nienadających się do wykonywania swoich funkcji. Wykształciło się pozaprawne założenie, że to sąd ma decydować, czy rodzice biologiczni mogą sprawować opiekę nad dzieckiem, czy nie.

Do tej pory było tak, że to sąd musiał wykazać, że dziecko jest zagrożone, bo dzieje się mu jakaś krzywda. To dopiero mogło być podstawą dalszych działań. Prawo dalej tak stanowi, ale ostatnio wykształciła się kultura prawna, że to rodzice muszą wykazać, że są w stanie wykonywać swoje funkcje.

Najlepsza jest rodzina

Żadna instytucja, żaden ośrodek nie jest w stanie zastąpić jedności, jaka istnieje pomiędzy dzieckiem a rodzicem. Nie jest też w stanie dać miłości, którą zapewnia tylko rodzina. Profesor Urszula Dudziak z KUL podkreśla, że rodzina jest najwłaściwszym środowiskiem wychowawczym dla dziecka.

– Kształtowanie się uczuć i zdolności do tego, żeby w przyszłości kochać drugiego człowieka, musi się opierać na doświadczeniu miłości. Dziecko uczy się tego nie tylko poprzez relacje z rodzicami, ale także z rodzeństwem i dziadkami. Rodzina jest wartością i jej rozbicie nie jest pomocą w wyjściu z ubóstwa, ale jej zniszczeniem. Jeżeli będziemy niszczyć rodzinę, to ucierpi na tym całe społeczeństwo. Instytucje powołane do wspierania rodziny powinny robić to nie na zasadzie jej zastępowania, ale pomocy, bo żadna instytucja nie może jej zastąpić.

Wyjątkową rolę rodziny potwierdza ciekawe spostrzeżenie dokonane w 1940 roku. Podczas bombardowania Londynu dzieci znajdujące się w schronach pod opieką matek zachowywały się względnie normalnie, czyli spały, bawiły się itd. Natomiast dzieci ewakuowane na wieś, przebywające w bezpiecznych miejscach, ale bez rodziców, przejawiały postawę lękową. Dowodzi to ogromnego znaczenia obecności rodzica dla prawidłowego funkcjonowania dziecka.

Dzieci wychowane poza rodziną mają trudności w nawiązywaniu trwałych więzi społecznych. Wychowanie rodzinne daje możliwość prawidłowego ukształtowania się uczuciowości, poczucia solidarności, umiejętności dostrzegania potrzeb drugiego człowieka, a tego wszystkiego nigdy nie uformuje opieka instytucjonalna.

– Nastąpiło odwrócenie zasady pomocniczości państwa. Umieszczenie dziecka w pieczy zastępczej jest absolutną ostatecznością i ustawa wprost wskazuje, że można do tej ostateczności sięgnąć, kiedy inne środki nie odniosły skutku, czyli że choć próbowano pomóc rodzinie, to się nie udało, bo rodzina nie przyjęła pomocy albo ta pomoc była niewystarczająca – stwierdza dr Pankiewicz.

Ubóstwo nie jest żadną podstawą do ingerowania we władzę rodzicielską, a nawet jeżeli utrudniałoby wykonywanie władzy przez rodziców, to nie jest zadaniem państwa decydować, jak rodzina ma sobie poradzić z biedą. To jest zadanie samych rodzin. W momencie, gdy dajemy państwu kompetencje, aby to urzędnik dbał o to, co mamy włożyć do garnka, jednocześnie dajemy mu prawo do decydowania, żeby nasze dzieci chodziły do takiej szkoły, jaką wybierze państwo, miało takie świadczenia zdrowotne, jakie wybierze państwo, uczyło się z takich podręczników, jakie wybierze państwo, i miało taki światopogląd, jak chce państwo.

– Albo żądamy, aby państwo opiekuńcze zajmowało się nami, albo żądamy wolności i autonomii rodziny. Problemem nie jest ubóstwo. Problem polega na tym, że państwo stara się być opiekuńcze i przejmować odpowiedzialność, która zgodnie z prawem naturalnym spoczywa na rodzinie i ewentualnie na wspólnotach, takich jak wspólnota sąsiedzka czy parafialna – wyjaśnia dr Pankiewicz.

 

 


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis