Jako
jedyni poznaliśmy niepublikowane dotąd wyjaśnienia Mehmeta Ali Agcy,
który strzelał do Jana Pawła II. Ujawniamy, kto zaplanował zamach i
kto jeszcze strzelał do papieża 13 maja 1981 r.
Tuż
przed zamachem.
W
kwietniu 2006 r. katowicki pion śledczy IPN wszczął śledztwo w sprawie
zamachu na życie Jana Pawła II. Jego najważniejszym celem było
ustalenie okoliczności przygotowania do zamachu, szczegółowe opisanie
przebiegu oraz ujawnienie działań dezinformacyjnych, podjętych w latach
80. ub. wieku. Prowadzi je Michał Skwara, prokurator IPN, który
zgromadził już wiele tomów dokumentów w tej sprawie, głównie włoskich.
Wśród nich wyjątkowe znaczenie mają wyjaśnienia Mehmeta Ali Agcy (dalej
Agca), niedoszłego zabójcy Jana Pawła II, składane przed włoskimi sędziami
od grudnia 1981 r. do wiosny 1985 r. Żadna ich część nigdy nie była
publikowana, znane są tylko z omówień na sali sądowej. Nie mieli do
nich dostępu nawet autorzy najgłośniejszych książek na temat zamachu
– Paul B. Henze, Nigel West czy Claire Sterling.
Wybrane dokumenty, które znajdują się w IPN, zostaną wydane w książce,
która – mam nadzieję – będzie miała premierę 13 maja br., w 30.
rocznicę zamachu na papieża. Ponieważ od pewnego czasu jako ekspert
pomagałem w prowadzeniu tego śledztwa, zostałem poproszony o dokonanie
ich wyboru, opracowanie, a także napisanie wstępu. Zanim książka będzie
dostępna, w czterech najbliższych numerach GN ukaże się cykl artykułów,
w których odtworzymy przebieg zamachu, wcześniejsze przygotowania oraz
wskażemy, kto i w jakiej roli w nim uczestniczył.
Wersja niepełna, lecz wiarygodna
W obiegowej opinii utarło się przekonanie, że Agca jest notorycznym kłamcą,
który nigdy nie przedstawił prawdziwej wersji zamachu, przygotowań do
niego oraz jego zleceniodawców. To przekonanie utrwaliły zwłaszcza głośne
ekscesy na sali sądowej w 1985 r. oraz późniejsze, kiedy Agca ogłaszał
się mesjaszem, ręką Opatrzności i zmieniał bądź odwoływał
praktycznie wszystkie swoje zeznania. Także jego liczne wywiady oraz książka
gmatwały tropy i zaciemniały obraz. Agca zapowiadał, że ujawni prawdę,
gdy odzyskał wolność w ubiegłym roku, ale jak dotąd milczy. Do tego
doszła gigantyczna kampania dezinformacyjna, prowadzona w mediach zarówno
na Wschodzie, jak i na Zachodzie, która miała zdyskredytować wszystkie
próby dotarcia do prawdy. Kiedy jednak uważnie czyta się wyjaśnienia
Agcy, wyłania się z nich spójna, logiczna i komplementarna wersja
wydarzeń, którą on sam modyfikuje później w wielu szczegółach, np.
ukrywając początkowo tożsamość niektórych osób, ale nie zmieniając
zasadniczej chronologii wydarzeń oraz roli osób w niej występujących.
Nie twierdzę, że ta wersja jest w każdym detalu prawdziwa. Proces, który
rozpoczął się w 1985 r., zweryfikował wiele z jego stwierdzeń. Należy
pamiętać, że przed sądem nie stanęli nigdy najważniejsi pomocnicy
Agcy, zarówno Bułgarzy, jak i Turcy. Włoski sąd nie próbował także
weryfikować śladów wskazujących nie tylko na bułgarski, ale i na
sowiecki ślad w wyjaśnieniach Agcy, co można wytłumaczyć ówczesną
sytuacją międzynarodową. Agca zawsze wskazuje na ludzi, którzy
przebywali w określonym czasie i miejscu, których tożsamość została
później w różny sposób potwierdzona.
Opowiada
o okolicznościach, w których mieli z nim się spotkać. Nie ma tam żadnej
postaci wymyślonej, mimo że mówi o ponad 20 osobach. Kiedy zdecydował
się mówić, był już osądzony (w lipcu 1981 r.) i skazany na dożywocie.
Ponieważ nie przyszedł ratunek z zewnątrz, na który liczył, sam
postanowił się ratować. W świetle tych wyjaśnień należy odrzucić
szeroko lansowaną w niektórych mediach ocenę, że Agca w swoich wyjaśnieniach
był inspirowany przez włoskie służby specjalne. Jedyne udokumentowane
takie spotkanie miało miejsce 29 grudnia 1981 r. i ograniczyło się do złożenia
mu obietnicy złagodzenia wyroku za przerwanie milczenia. Wszystkie inne
twierdzenia są dezinformacją, rozsiewaną przez obrońców Bułgara i
Turków, aby podważyć wiarygodność zeznań Agcy. W swej relacji
ogranicza się on głównie do „technicznej” strony zamachu i nie odsłania
politycznych mocodawców zbrodni, którą miał popełnić. Nie podważa
to jednak jej wartości. W moim przekonaniu, wersja Agcy zaprezentowana w
czasie wyjaśnień przed włoskimi sędziami jest najbardziej szczegółową
i najbardziej zbliżoną do prawdy wersją wydarzeń, które miały
doprowadzić do zgładzenia Jana Pawła II.
Plac św. Piotra w Watykanie 13 maja 1981 r.
Audiencja generalna zaczęła się punktualnie o godz. 17. Był pogodny,
ciepły dzień. Papież uśmiechnięty odkrytym samochodem wyjechał od
strony Wieży Dzwonów. Obok niego w samochodzie siedział jego sekretarz
osobisty ks. Stanisław Dziwisz. Samochód z papieżem powoli zaczął
objeżdżać wypełniony wiernymi Plac św. Piotra. Nikt nie zwracał
uwagi na młodego człowieka w szarej marynarce, który stanął w
sektorze E. Jak pozostali, robił zdjęcia, a w każdym razie trzymał w ręku
aparat fotograficzny. To był Ali Agca, poszukiwany międzynarodowym
listem gończym turecki terrorysta i zamachowiec, oskarżony m. in. o
zabicie w lutym 1979 r. Abdiego Ipekciego, redaktora naczelnego „Milliyet”,
jednego z największych tureckich dzienników. W listopadzie 1979 r., w
przeddzień przyjazdu Jana Pawła II do Turcji, Agca przesłał właśnie
do tej gazety list, w którym groził, że zabije papieża. Później nie
umiał wyjaśnić powodów tego czynu. Był muzułmaninem, ale sprawy
religijne nigdy go nie interesowały. Z pewnością nie był religijnym
fanatykiem. Amerykański dziennikarz Paul B. Henze twierdzi, że list jest
dowodem na to, że już wtedy Agca, być może sam o tym nie wiedząc, był
obsadzony w roli papieskiego zabójcy.
We Włoszech był od kwietnia 1981 r. Wiele podróżując po kraju, m.in.
zapisał się na uniwersytet dla cudzoziemców w Perugii. Posługiwał się
paszportem na nazwisko Faruk Ozgun. Tego dnia, gdy Agca na niego czeka,
papież praktycznie jest chroniony jedynie przez żandarmów, którzy idą
wokół jego pojazdu. W pewnym momencie papieski pojazd znajduje się
naprzeciwko Agcy, ale Jan Paweł II jest obrócony do niego tyłem. Turek
nie strzela, choć ma bardzo dogodną pozycję, gdyż papieski pojazd
porusza się bardzo wolno, co chwilę przystając. Agca jednak wie, że
jego chwila jeszcze nie nadeszła, a papież za chwilę po raz drugi okrąży
plac. Czeka więc, aż będzie odwrócony do niego przodem, aby z odległości
ok. 3 metrów wpakować weń kule z Browninga kal. 9 mm. Jest zawodowcem,
świetnie strzela, słynie z opanowania i zimnej krwi, co udowodnił zarówno
w czasie wcześniejszych akcji, jak i brawurowej ucieczki z najlepiej
strzeżonego tureckiego więzienia wojskowego w Kartal Maltepe.
Na zdjęciach,
które obiegną później cały świat, utrwalony jest moment, gdy Agca
zaczyna strzelać. Jest godz. 17.19. Moment został wybrany idealnie, gdyż
przed chwilą papamobile zatrzymał się, aby papież mógł wziąć w
ramiona maleńką Sarę Bartoli, podaną mu przez rodziców z tłumu.
Kiedy papież oddaje dziecko rodzicom i błogosławi wiernych, Agca rzuca
na ziemię aparat i zza paska spodni wyciąga pistolet, przysłonięty
wcześniej marynarką. Browning jest już naładowany i odbezpieczony.
Agca wznosi broń nad głową i strzela. Ile strzałów pada? Dwa lub trzy,
powie później Agca przed sądem. Ekspertyza balistyczna, a przede
wszystkim ślady po kulach na papamobile wskazują, że strzałów było
więcej i że zostały oddane z różnych kierunków. A to oznacza, że
strzelców było więcej. Kto był z Agcą?
Przyjaciele z Malatyi
Poszerzmy teraz wąski kadr ze znanego zdjęcia, aby objąć wzrokiem
szerszą grupę ludzi zgromadzonych niedaleko miejsca, w którym stoi Agca.
Włoski sąd dysponuje takimi fotografiami. Włoscy prokuratorzy
zaznaczyli kółkami cztery postacie, które były później
zidentyfikowane jako prawdopodobni wspólnicy Agcy. Najważniejszym z nich
jest Oral Celik, przyjaciel Agcy, o którym on sam będzie mówił, że był
mu jak „brat”. To prawdopodobnie on wprowadził Agcę do grona „Szarych
Wilków” – skrajnie nacjonalistycznej organizacji terrorystycznej,
siejącej postrach w Turcji i poza jej granicami. Podobnie jak Agca
pochodził z Malatyi, miasta w Anatolii. Celik brał udział w zamachu na
Ipekciego, odegrał także ważną rolę w uwalnianiu Agcy z więzienia w
Kartal Maltepe. Blisko rok wspólnie przygotowywali plan zabicia papieża,
uzgadniając szczegóły i podział ról. Stanęli na placu w odległości
kilkunastu metrów od siebie, Celik bliżej fontanny. Cały czas byli w
kontakcie wzrokowym. Ustalili, że zaczyna strzelać ten, kto ma lepszą
pozycję. Los zrządził, że papież znalazł się obok Agcy, dlatego to
on skinął głową w stronę Celika i sięgnął po broń. Mierzył w tułów
papieża. Czy strzelał tylko on, czy także Celik? Tej sprawy ostatecznie
nie rozstrzygnięto. Agca początkowo starał się ukrywać tożsamość
Celika, gdy jednak zaczął mówić, nie ulegało wątpliwości, że jego
rola w przygotowaniu zamachu była kluczowa. Gdyby potwierdzono, że Celik
także strzelał, mogłoby się okazać, że to właśnie jego pocisk
trafił papieża w palec i lewe przedramię. Taką możliwość dopuszcza
jedna z rekonstrukcji techniczno-balistycznych, analizująca tor pocisków.
Miał rzucić granaty
Nieopodal stał dobry znajomy tej dwójki – Omer Ay. Znali się od dawna.
To Ay wiosną 1980 r. pomógł Agcy uzyskać fałszywy paszport na
nazwisko Faruk Ozgun, z którym przyjechał do Włoch. Później razem
mieszkali w Wiedniu, a w 1981 r. spotykali się RFN. W trakcie zamachu Ay
nie stał w tej samej linii co Agca i Celik, lecz nieco z tyłu, w pobliżu
kiosku Poczty Watykańskiej. Był uzbrojony, ale nie miał strzelać. Jego
zadaniem było rzucenie w tłum granatów hukowych, które miał w torbie,
aby wywołać panikę, co dawało całej grupie szanse ucieczki. Panika na
placu rzeczywiście wybuchła po strzałach.
Ranny był nie tylko papież, którego błyskawicznie wywieziono z placu.
Postrzelone zostały także dwie kobiety. Na zamachowców w umówionym
miejscu czekał pracownik bułgarskich linii lotniczych Sergiej Antonow.
Jego samochód, niebieski Alfa Romeo 2000, zgodnie z wcześniejszymi
ustaleniami czekał zaparkowany pod kanadyjską ambasadą przy Watykanie,
która znajduje się przy ulicy Conziliazione. Antonow miał zawieźć
zamachowców do bułgarskiej ambasady, skąd tego samego dnia, wieczorem,
opieczętowanym TIR-em, jako bagaż dyplomatyczny, mieli zostać
przerzuceni do Jugosławii bądź Bułgarii. Ay wcześniej kontaktował się
wielokrotnie z Agcą i uczestniczył w spotkaniach, na których omawiano
szczegóły zamachu oraz podział pieniędzy, jakie mieli za niego otrzymać.
Pytanie, dlaczego granaty nie zostały rzucone, pozostaje bez odpowiedzi.
Agca wyjaśniał to tym, że miały zostać użyte po piątym strzale, a
padły tylko trzy. Poza tym Ay widział, jak szybko Agca został
zatrzymany dzięki franciszkance, s. Letycji z Bergamo, która rzuciła się
na zamachowca. To skłoniło Aya do panicznej ucieczki z Placu św. Piotra.
Kim jest Akif?
Czwartym zamachowcem był Sedat Sirri Kadem, przyjaciel Agcy z dzieciństwa,
którego nazwisko zamachowiec długo chronił. W zeznaniach innych Turków
figurował pod pseudonimem Akif. Śledczy długo się głowili, zanim na
podstawie zeznań innego Turka, Yalçına Özbeya, ustalili wreszcie
jego prawdziwą tożsamość. Agca mylił tropy w sprawie Akifa, ponieważ
czuł się z nim blisko związany. Wspólnie chodzili do liceum Kamela
Mustafy w Malatyi, choć bliżej Agca poznał go dopiero później, za pośrednictwem
Celika. Kadem był członkiem lewicowej bojówki Dev-Sol, która utrzymywała
kontakt z palestyńskimi ugrupowaniami terrorystycznymi. W Rzymie używał
fałszywego paszportu na nazwisko Galip Ilmez. Na Placu św. Piotra był
uzbrojony. Stał w innym miejscu aniżeli Celik i Agca. Miał strzelać,
gdyby papież znalazł się właśnie w pobliżu niego. Posiadał opinię
świetnego strzelca. Agca twierdził, że Sedat Sirri Kadem razem z nim
przeszedł przeszkolenie w palestyńskim obozie w 1977 r. (to ważny wątek,
do którego jeszcze wrócę). Dlatego gdy rozważano wariant zastrzelenia
papieża w czasie wizytacji w jednej z rzymskich parafii, brano pod uwagę
użycie długiej broni, a strzelcem miał być właśnie on. Jednak plan
zamachu, którego cała czwórka miała dokonać w Watykanie, nie był ich
dziełem. Byli jedynie wykonawcami. W Rzymie pojawili się trzy dni wcześniej.
Nie znali miasta ani topografii Watykanu. Nigdy z bliska nie widzieli
papieża ani nie wiedzieli, jaki jest przebieg audiencji generalnych. Te
szczegóły były dobrze znane trójce Bułgarów, których Agca znał pod
nazwiskami: Sotir Kolev, Sotir Petrov i Bayramik. W istocie byli to Todor
Stojkow Ajvazov, Jelio Kolew Wasiliew oraz Sergiej Antonow. Rola tego
ostatniego w całym przedsięwzięciu była najmniej ważna, ale to właśnie
on, jako jedyny z Bułgarów, został aresztowany w listopadzie 1982 r.
Stanął przed włoskim sądem w 1985 r. Ten jednak nie znalazł
dostatecznych dowodów jego winy i zwolnił go w kwietniu 1986 roku z więzienia.
Trzy dni wcześniej. Plac św. Piotra 10.05.1981 r.
W niedzielne popołudnie wśród tłumu turystów i rzymian, przechadzających
się po pustym już Placu św. Piotra, niczyjej uwagi nie zwracało dwóch
mężczyzn spacerujących wzdłuż kolumnady Berniniego. Zatrzymywali się
przy kiosku Poczty Watykańskiej, żywo dyskutowali i uważnie obserwowali
wszystkie szczegóły. Gdyby ktoś próbował podsłuchiwać ich, toczoną
w języku angielskim, rozmowę, dowiedziałby się, że wyższy i starszy
nazywany jest Sotirem, a niższy hinduskim imieniem Yoginder. Sotir Kolev
to pseudonim oficera bułgarskiego wywiadu Todora Stojkowa Ajvazowa, który
pracował w Rzymie pod przykryciem kasjera bułgarskiej ambasady. Agca tak
go opisuje: „Z wyglądu miał około 25–28 lat i około 180 cm wzrostu,
czarne włosy, trochę długie opadające na ramiona, bez brody i wąsów,
o szczupłej, nieokrągłej twarzy i koloru oliwkowego; miał na sobie
kurtkę skórzaną typu kierowcy ciężarówki, koloru czarnego, rozpiętą
koszulę”. Jego prawdziwe nazwisko Agca poznał dopiero w więzieniu,
gdy w czasie jednego z przesłuchań pokazano mu album ze zdjęciami 56 osób,
z których wskazał 3 Bułgarów. Z zeznań Agcy wynika, że to Ajvazov był
w Rzymie mózgiem całego przedsięwzięcia. Agca poznał go rok wcześniej
w Sofii. Posługiwał się wówczas fałszywym paszportem na nazwisko
Yoginder Sing, tak właśnie później nazywał go Ajvazov. Używał także
imienia Metin, innego pseudonimu Agcy, którym tamten posługiwał się w
rozmowach telefonicznych. Tamtego popołudnia Agca po raz pierwszy zobaczył
papieża, jak wyjeżdżał z Watykanu. Zaplanowali, że gdyby nie powiódł
się zamach w najbliższą środę, 13 maja, spróbują ponownie 17 maja,
strzelając do niego z broni snajperskiej, gdy będzie pozdrawiał
wiernych w czasie modlitwy „Anioł Pański” albo gdy będzie jechał
na wizytację.
Wcześniej Ajvazov zaprowadził Agcę do hotelu Isa, gdzie miał spędzić
ostatnie trzy dni przed zamachem. Rano tego dnia wspólnie z Celikiem i
Ajvazovem spotkali się w barze Cafe Indipendenza koło dworca Termini, a
później poszli do hotelu Ymca, w którym Agca mieszkał. W hotelowym
pokoju Ajvazov zapoznał ich ze swoją dokumentacją na temat sposobu
poruszania się papieża po Placu św. Piotra – w niedzielę w czasie
modlitwy „Anioł Pański” oraz w środę podczas audiencji generalnej.
Przedstawił zdjęcia papieża w czasie audiencji, a także zdjęcia
sytuacyjne z samego placu, szczególnie koncentrujące się na różnych
wyjściach i wejściach na jego teren. Wtedy wybrano miejsce, z którego
Agca miał strzelać. Chodziło także o to, aby w decydującym momencie
nie został oślepiony przez słońce, a jednocześnie miał możliwość
stosunkowo łatwej ucieczki. Następnego dnia wizja na Placu św. Piotra
została powtórzona. Uczestniczyli w niej także pozostali Turcy, którzy
mieli brać udział w zamachu, a więc Oral Celik, Omer Ay oraz Sedat
Sirri Kadem. Wówczas też szczegółowo omówiono plany ewakuacji po
zamachu, przechodząc drogę od placu pod ambasadę, gdzie w samochodzie
miał na nich czekać Antonow. Już wcześniej ustalono, że gdyby strzały
Agcy nie były celne, do akcji miał wchodzić kolejny zamachowiec. Jan
Paweł II nie mógł żywy opuścić placu. Jak Agca powiedział w czasie
składania wyjaśnień: „Nasze uzgodnienia były takie, że w każdym
przypadku papież musiał zginąć”.
Plan zabicia Jana Pawła II powstawał w czasie wielu spotkań i rozmów z
udziałem Agcy oraz jego tureckich i bułgarskich wspólników.
Szczególne
znaczenie dla realizacji planu zamachu miały ustalenia poczynione w
czasie spotkań w niedzielę 10 maja 1981 r. To był pracowity dzień dla
Agcy i jego wspólników. Po południu odbyli wizję na Placu św. Piotra,
analizowali zdjęcia dostarczone przez Bułgarów, wybierali najlepsze
miejsce do oddania strzałów. Nie była wtedy jednak ustalona ostateczna
data zamachu. Kwestia ta została przesądzona wieczorem, podczas
spotkania w restauracji, nieopodal dworca Termini w Rzymie.
Trzy dni przed zamachem Okolice dworca Termini, 10.05.1981 r.
W spotkaniu brali udział Ali Agca, Oral Celik oraz Siergiej Antonow i
Jelio Kolew Wasiliew, którego Agca znał pod pseudonimem Sotir Petrov.
Ponieważ plan zamachu zakładał zastrzelenie papieża na otwartej
przestrzeni, brane pod uwagę były jedynie audiencje generalne oraz
spotkania z wiernymi na modlitwie „Anioł Pański”. W grę wchodziły
więc następujące terminy: 13, 17 oraz 20 maja. Informacja o takich
terminach była zapisana na kartce, którą znaleziono u Agcy po jego
aresztowaniu.
Petrov ponagla
W trakcie spotkania Wasiliew, attaché wojskowy Ambasady Bułgarii w
Rzymie, nalegał, aby zamach został dokonany w najbliższą środę,
czyli 13 maja 1981 r. Niezwykle istotna jest argumentacja, jakiej wówczas
użył. Agca w swych wyjaśnieniach na ten temat mówi: „Sotir Petrov
nalegał, aby zamach został przeprowadzony możliwie jak najszybciej z
uwagi na to, że francuskie i rumuńskie służby specjalne, czyli władze
polityczne tych krajów, już zdołały uzyskać informację o możliwości
dokonania zamachu na życie papieża, i że prawdopodobnie informacja ta
została im przekazana przez jakiegoś Bułgara, który prowadził podwójną
grę. O powyższym dowiedziały się władze w Sofii, które właśnie
zleciły wykonanie zamachu, a to dlatego, aby władze watykańskie, które
już przez francuskie służby specjalne zostały uprzedzone o możliwości
zamachu, nie podjęły środków zabezpieczających, których celem będzie
uniemożliwienie przeprowadzenie zamachu. Sotir Petrov dodał, że ponieważ
w tym okresie miało odbyć się we Włoszech pewne referendum, a zatem
opinia publiczna będzie zajęta problemami o charakterze wyborczym i
polityką wewnętrzną, to również i z tego względu przedmiotowy tydzień
wydawał się być dosyć odpowiedni na przeprowadzenie zamachu, który mógł
zostać dokonany bądź to w środę
13 maja, bądź później, w niedzielę 17 maja”. Ta informacja jest
dowodem na to, że Agca nie kłamie. Rzeczywiście bowiem francuskie służby
specjalne otrzymały informację o przygotowaniach do zamachu – co więcej
próbowały, niestety, bezskutecznie, uprzedzić o tym Watykan. Alexandre
de Marenches, dyrektor generalny Służby Dokumentacji Wywiadu i
Kontrwywiadu (SDECE) w latach 1970–1981, potwierdził ten fakt po wielu
latach, zeznając przed włoską komisją śledczą, tzw. Komisją
Mitrochina. W chwili, gdy Agca składał swe wyjaśnienia, sprawa nie była
znana i z żadnych innych źródeł, poza służbami bułgarskimi, które
wiedziały już o zdradzie jednego ze swoich, Turek nie mógł się o niej
dowiedzieć. To oznacza również, że centrala bułgarskich służb
specjalnych była w kontakcie ze swymi ludźmi w Rzymie, monitorując
przygotowania do zamachu. Prawdziwa jest także druga informacja
przekazana przez Petrova na temat referendum. Przez Włochy przetaczała
się wówczas bardzo burzliwa dyskusja w sprawie legalizacji aborcji. W
chwili, gdy Agca strzelał do papieża, nieopodal na Piazza del Popolo
odbywał się wielki wiec, zwołany przez komunistów na rzecz wsparcia
prawa do aborcji.
Cztery
dni przed zamachem Dworzec kolejowy w Mediolanie, 9 maja 1981 r.
Przygotowania do zamachu wchodziły już w decydującą fazę. Agca uznał,
że nadszedł moment, aby sprowadzić do Włoch broń, z której Jan Paweł
II miał zostać zabity. Właśnie przyleciał do Mediolanu z Palmy na
Majorce, gdzie przebywał od 25 kwietnia do 8 maja, zgodnie z sugestiami
Bułgarów, aby nie wzbudzać podejrzeń i nie kręcić się niepotrzebnie
po Włoszech. Wcześniej, z Majorki, wykonał ważny telefon do Frankfurtu,
do jednego z liderów tureckiej diaspory w RFN, Musy Serdara Celebiego, z
informacją: „Otrzymałem obiecane pieniądze. Teraz pojadę do Rzymu
skończyć robotę”. Celebi był jednym z czterech uczestników
spotkania w Zurychu w kwietniu 1981 r., gdzie ostatecznie zdecydowano o
tym, kto i kiedy dokona zamachu na papieża. Formalnie był przewodniczącym
Związków Idealistów Tureckich w Europie, w istocie jednym z liderów
„Szarych Wilków”, ugrupowania, którego członkowie aktywnie brali
udział w przygotowaniach do zamachu na papieża.
Także z Palmy na Majorce Agca dzwonił do swego znajomego ze Szwajcarii
Omera Bagci, którego odwiedził w marcu 1981 r. w Olten, gdzie tamten
przebywał, i u niego zostawił paczkę z bronią. Bagci, z zawodu murarz,
pracował w Szwajcarii jako rzeźnik. Jak większość Turków przewijających
się w tej sprawie, był członkiem „Szarych Wilków”. Prawdopodobnie
kierował ich komórką w Szwajcarii. Formalnie był tylko sekretarzem i
kasjerem klubu środowiskowego tzw. ogniska dla tureckich emigrantów w
Szwajcarii. Agca gościł w jego domu wcześniej, podobnie jak kilka
innych osób, które będą się przewijać w tej sprawie. Agca znał go
pod nazwiskiem Omer Guler, dopiero w późniejszej fazie swych wyjaśnień
zidentyfikował go pod właściwym nazwiskiem. Przez telefon Agca przekazał
mu, że 9 maja 1981 r. wieczorem będzie na niego czekał w pobliżu
dworca kolejowego w Mediolanie, gdzie ma się stawić z bronią, którą
na początku kwietnia 1981 r. zostawił u niego na przechowanie. Bagci pod
dworzec przybył punktualnie. W torbie miał pistolet, z którego za
cztery dni Agca wymierzy w papieża.
Droga broni
Do zabicia Jana Pawła II miał posłużyć browning kal. 9 mm, idealna
broń dla zawodowych morderców: niezawodny, celnie bijący, niedający dużego
odrzutu. W ręku pewnego strzelca, jakim był Agca, było to śmiercionośne
narzędzie. Pistolet wyprodukowała fabryka broni w Herstal w Belgii.
Najpierw trafił do handlarza w Liège, a stamtąd do Zurychu, gdzie
kupił go Horst Grillmayer, wiedeński handlarz bronią, którego pośrednikiem
był Otto Tinttner. Od Tinttnera za 15 tys. szylingów broń i amunicję
kupił Agca wraz z Celikiem w Wiedniu jesienią 1980 r. Grillmayer
wykorzystywał koncesję na prowadzenie sklepu z bronią do zaopatrywania
różnych mafii i gangów. Nic nie wskazuje na to, aby były nazista
wiedział, w jakim celu dwóch młodych Turków kupiło u jego pośrednika
4 pistolety typu Browning i kilka paczek amunicji.
Z pewnością
natomiast jego „brunatne” sympatie bardzo pasowały do roztaczanej później
przez komunistyczną propagandę wersji o prawicowych ekstremistach, którzy
planowali zamach na papieża. Agcę i Celika skontaktował z Grillmayerem
Abdullah Catli, jeden z przywódców tureckiej mafii na Zachodzie, który
przez pewien czas mieszkał wraz z Agcą i Celikiem w Wiedniu. To jemu
Agca przekazywał wiosną 1980 r. zdjęcia do swych fałszywych paszportów
na nazwisko Yoginder Singh oraz Faruk Ozgun, którymi się posługiwał.
Prawdopodobnie on koordynował wszystkie poczynania „Szarych Wilków”,
pomagających Agcy w przygotowaniu zamachu. Catli był ścigany w Turcji
za kilka zabójstw, w końcu wpadł w Szwajcarii za handel narkotykami. Z
więzienia szybko uciekł. Zginął w listopadzie 1996 r. w wypadku
samochodowym pod Ankarą. Razem z nim jechali wówczas szef tureckiej
policji, była Miss Turcji oraz ważny poseł rządzącej partii.
W Mediolanie Agca nie był sam. Wraz z nim na Bagciego czekali Oral Celik,
Omer Ay oraz Sedat Sirri Kadem. Spotkał się z nimi także Włoch Sergio
Paparelli, który był zainteresowany przemytem broni do Włoch. Wieczorem
Turcy pojechali samochodem do Rzymu. Warto dodać, że są także
przypuszczenia, że Bagci udał się wraz z czwórką zamachowców do
Rzymu i kręcił się później w pobliżu Placu św. Piotra. Być może
miał zapewnić im odwrót po akcji fordem taunusem, gdyby okazało się,
że plan ewakuacyjny, przygotowany przez Bułgarów, zawiódł. Bagci w
1985 r. stanął przed włoskim sądem. Nie zaprzeczał, że przechowywał
„paczkę” dla Agcy, ale twierdził, że nie wiedział, jaka jest jej
zawartość. Podobnej treści wyjaśnienia składał także Agca, chroniąc,
póki się dało, kolegów. Sąd nie dał wiary tym tłumaczeniom. Bagci
za przemyt pistoletu przez granicę szwajcarsko-włoską skazany został
na 3 lata i 2 miesiące pozbawienia wolności. Agca za ten sam czyn,
dodatkowo do orzeczonej już w pierwszym procesie kary dożywotniego więzienia,
otrzymał jeszcze rok.
6 tygodni przed zamachem Hotel Sheraton w Zurychu, 3 kwietnia 1981 r.
Nocny bar luksusowego hotelu Sheraton w centrum Zurychu pełen był gości
z całego świata. Ostra dyskotekowa muzyka zagłuszała rozmowę czterech
Turków, siedzących w kącie i żywo o czymś dyskutujących. Trzech z
nich już znamy: obok Agcy siedzą Celik i Celebi. Pora przedstawić
czwartego uczestnika spotkania: to Bekir Celenk, znany w całej Europie
biznesmen, a jednocześnie główny łącznik między turecką mafią a bułgarskimi
służbami specjalnymi. Postać kluczowa dla zrozumienia logiki całego
przedsięwzięcia, jakim był plan zabicia Jana Pawła II. To jemu Bułgarzy
polecili zorganizowanie spotkania z Agcą latem 1980 r. w Sofii. Teraz
przybył do Zurychu, aby zaakceptować techniczne szczegóły zamachu oraz
poczynić ustalenia co do podziału pieniędzy. Agca mówi o kwocie 3
milionów marek, jakie mieli otrzymać bezpośredni i pośredni wykonawcy
całej operacji. Pieniądze miały być wypłacone z sowieckiej ambasady w
Sofii na konto Celenka. On miał, przez bank w Monachium, przekazać je
Celebiemu. Gdy nadszedł sygnał, że pieniądze zostały wypłacone, można
było przystąpić do „wyeliminowania papieża”, jak całą operację
nazywał Agca.
Plan
zabicia papieża zakładał, że organizatorzy akcji mieli otrzymać
olbrzymie wynagrodzenie, zagwarantowano im także azyl polityczny w
krajach komunistycznych.
Przygotowanie
zamachu było skomplikowanym przedsięwzięciem logistycznym, dobrze
przemyślanym i prawie perfekcyjnie wykonanym, w taki sposób, aby cień
podejrzenia nie padł na sowieckich mocodawców. Papież nie został
zabity, ale inspiratorzy zbrodni, a także ci, którzy pomagali w jej
przygotowaniu, nigdy nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności.
Nawet jeśli niektórzy z nich stanęli przed sądem, zabrakło dowodów,
aby ich skazać, zwłaszcza że Agca odwołał wszystkie swoje wcześniejsze
wyjaśnienia w tej sprawie. Pozostaje więc jedynie próba rekonstrukcji
wydarzeń, które swój finał miały 13 maja 1981 r. na Placu św. Piotra.
6 tygodni przed zamachem Hotel Sheraton w Zurychu, 3 kwietnia 1981 r.
Musimy powrócić do rozmowy, która odbyła się w nocnym barze
luksusowego, położonego w centrum Zurychu, hotelu, aby podjąć
niezwykle ważny motyw zapłaty za zamach. Nie ulega bowiem wątpliwości,
że pieniądze odgrywały w przygotowaniach do zamachu ważną rolę.
Lansowany w niektórych mediach do dzisiaj obraz Agcy jako niezłomnego
fanatyka religijnego, który bezinteresownie strzelał do papieża, w żaden
sposób nie przystaje do rzeczywistości. Do Agcy najlepiej pasuje określenie:
wynajęty, płatny zabójca, który zaakceptował, że wypłacone mu środki
za zabicie Jana Pawła II będą podzielone nie tylko na pozostałych jego
wspólników, a przede wszystkim Orala Celika, ale także zasilą kasę
„Szarych Wilków”, bez których pomocy nie byłby w stanie przez wiele
miesięcy poruszać się po całej Europie.
Kainowa zapłata
Motywy finansowe były najważniejszą inspiracją dla środowisk
tureckich mafiosów i powiązanych z nimi członków
prawicowo-terrorystycznej organizacji „Szare Wilki”. Agca, opowiadając
włoskim śledczym o kulisach finansowania spisku na życie papieża,
powiedział m.in.: „Na spotkaniu ustaliliśmy (chodzi o spotkanie w
Sheratonie), że Bekir Celenk dokonuje płatności trzech milionów marek
niemieckich, najpierw wyciągając z Union Bank of Bawaria w Londynie taką
samą sumę, i przekazując ją na konto w jego imieniu w Bayerische
Veriensbank w Düsseldorfie. Celem dokonania tego przelewu było
zapewnienie mi pomocy ekonomicznej w przypadku aresztowania po dokonaniu
zamachu”. Pierwszym kasjerem grupy miał być Bekir Celenk, jak pisałem
przed tygodniem, postać kluczowa dla zrozumienia układu, jaki istniał
między Turkami i Bułgarami. Nie bez znaczenia był także fakt, że
Celenk był biznesmenem posiadającym wiele firm w całej Europie, a więc
także rozliczne konta bankowe. Był idealnym partnerem do dokonywania
nielegalnych operacji finansowych.
Później
pieniądze miały trafić do RFN, gdyż tam działało silne ogniwo „Szarych
Wilków”, z Musą Serdarem Celebim na czele, ważny punkt odniesienia
dla Agcy. „Szare Wilki” miały dostać na cele organizacyjne jedną
trzecią z obiecanych 3 milionów marek. Jak to określił Agca, Celebi
spotkał się z nim w Zurychu już po ustaleniach podjętych w hotelu
Sheraton i w całości je zaakceptował, „oczywiście nie dlatego, że
on miał coś przeciwko papieżowi, ale z powodu pieniędzy, które dzięki
temu uzyskałaby organizacja (chodzi o »Szare Wilki«), której on był
kierownikiem”. Według Agcy, Celenk miał wpłacić pieniądze na konto
Orala Celika, który korzystał wtedy z fałszywego paszportu na nazwisko
Harun Celik, ale także dwóch innych. Trudno więc ustalić, na jakie w
końcu nazwisko było założone konto w Düsseldorfie, na które Celenk
wpłacił pieniądze. Jedno dla Agcy nie ulegało wątpliwości, cała
kwota, bądź jej część, w końcu kwietnia 1981 r. znajdowała się na
koncie Celika, co potwierdził mu telefonicznie Musa Serdar Celebi.
O jego pewności świadczy m.in. następujący fragment wyjaśnień Agcy,
odpowiadającego na pytanie włoskiego śledczego: – Czy jest pan w stu
procentach pewien, że pieniądze zostały przekazane z banku londyńskiego,
gdzie Celenk posiadał rachunek bankowy, do Düsseldorfu, gdzie posiadał
rachunek bankowy pan Celik – pytał sędzia. – Ja nie byłem osobiście
świadkiem przekazania tych pieniędzy – powiedział Agca – ale tak
zostało uzgodnione i osoby, o których mowa, potwierdziły mi ten fakt.
Dlatego nie wiem, dlaczego powinienem uważać, że ta transakcja nie
została dokonana między bankami”. Agca był przekonany, że głównym
płatnikiem jednak nie są Bułgarzy, ale Sowieci. Wspominał o tym kilka
razy, mówiąc, że wpłaty na konto Celenka miała dokonać sowiecka
ambasada w Sofii.
Prawdopodobnie także ten przelew został dokonany przez jakichś pośredników,
w każdym razie nie ma, poza przekonaniem Agcy, żadnych dowodów na to,
że pieniądze, nagroda za zabicie papieża, rzeczywiście z tego źródła
wypłynęły. W czasie procesu nie udało się wyjaśnić, co stało się
z tymi pieniędzmi. Wiadomo, że Celik, gdy tuż przed zamachem dotarł do
Rzymu, dysponował sporymi kwotami. Agca nie chciał o tym szerzej mówić,
być może licząc na to, że pieniądze zostały gdzieś dla niego lub
jego rodziny zabezpieczone. Kluczową osobą dla tego wątku jest Celik.
Ale on również na temat pieniędzy, które miał otrzymać od Celenka,
milczał. Być może powiedział coś o tym francuskim służbom
specjalnym, które miały go w swych rękach od 1986 r. i udawały przed włoskim
wymiarem sprawiedliwości, domagającym się ekstradycji Celika, że nie
wiedzą, kto kryje się pod nazwiskiem Ates Bedri.
Skąd
wzięli się Turcy?
Dla zrozumienia logiki przygotowań zamachu na papieża trzeba odpowiedzieć
na pytanie, skąd w tym planie wzięli się Turcy. Przypomnę, w przywołanym
na wstępie spotkaniu w Sheratonie w Zurychu, gdzie ustalono najważniejsze
szczegóły dotyczące zamachu, brali udział wyłącznie Turcy: Agca,
Celik, Celenk, Celebi. Wiele służb specjalnych wykorzystuje w „mokrej
robocie” kryminalistów, mafiosów, ludzi bez skrupułów i sumienia.
Ten, kto miał przygotować plan zabicia papieża, szukał rozwiązań
pasujących do założenia, że wykonawcy powinni wywodzić się ze środowiska
odległego od mocodawców.
Turecką mafię oraz powiązane z nią grupy prawicowych terrorystów
wybrano z kilku powodów. Nie było to środowisko kojarzone ze służbami
komunistycznymi, posiadało szerokie możliwości działania w całej
Europie, było infiltrowane przez bułgarskie służby specjalne.
Przedmiotem wspólnych interesów – tureckich mafiosów i bułgarskich służb
– był przemyt papierosów, narkotyków oraz broni. Na tym obszarze
splatały się interesy Bekira Celenka i Abuzera Ugurlu, jednej z najważniejszych
postaci w pierwszym okresie przygotowywania zamachu na życie papieża. Z
tureckich źródeł wiadomo, że w 1980 r. Ugurlu, podobnie jak Celenk, od
dawna pracował dla bułgarskich służb specjalnych, m.in. utrzymywał
stałe kontakty z przedstawicielami wywiadu bułgarskiego, działającymi
z terenu konsulatu Bułgarii w Istambule.
Ugurlu znany był z tego, że dostarczał broń wszelkim orientacjom
politycznym nie tylko w Turcji, ale także w Iranie. W zamian za wyświadczone
przysługi Bułgarzy przymykali oko na jego kontrabandę tytoniową z
Warny. Tam wielką fabryką papierosów marki Marlboro kierował jego człowiek,
niejaki Mustafaeff, Bułgar pochodzenia tureckiego. Mustafaeff był także
członkiem zarządu spółki Kintex – Bulgar Tabac, posiadającej
monopol na produkcję wyrobów tytoniowych firmy Marlboro. Powiązany był
zarówno z bułgarskimi służbami specjalnymi, jak i z mafią Ugurlu. W
porozumieniu z Bekirem Celenkiem i Oralem Celikiem, Ugurlu organizował
przyjazd Agcy do Sofii.
Wyprzedzając bieg wydarzeń, trzeba napisać, że inny człowiek Ugurlu,
Omer Mersan, zarezerwuje Agcy pokój nr 911 w hotelu Witosza w Sofii,
gdzie po raz pierwszy usłyszy, czego od niego chce to dziwne towarzystwo
mafiosów i agentów służb specjalnych z pogranicza bułgarsko-tureckiego.
Znajomym Ugurlu był także wspomniany przed tygodniem Abdullah Catli,
ojciec chrzestny tureckiej mafii, a zarazem jeden z najważniejszych przywódców
„Szarych Wilków”, pomagający Agcy zdobyć fałszywy paszport, a później
wspierający go swymi kontaktami na Zachodzie.
Jak
znaleziono Agcę?
Bułgarskie służby specjalne poprosiły Bekira Celenka o wytypowanie człowieka,
który miał zabić Jana Pawła II. Prośba była skierowana pod właściwy
adres. Poprzez Abuzera Ugurlu Celenk miał wejścia w środowisko „Szarych
Wilków”, w którym od 1978 r. obracał się Ali Agca, wprowadzony tam
przez swego przyjaciela i wspólnika Orala Celika. Organizacja powstała w
1968 r. jako młodzieżowa przybudówka nacjonalistycznej Partii Ruchu
Narodowego. Jej nazwa nawiązywała do symbolu dawnych Turków.
Pod koniec lat 70. w pogrążającej się w chaosie politycznym i
gospodarczym Turcji krwawe zamachy były na porządku dnia, a „Szare
Wilki” były wymieniane w kontekście wielu zbrodni politycznych. Ugurlu
poznał Agcę przez mafiosa o nazwisku Dogan, który siedział z Agcą w
więzieniu. W mieszkaniu Ugurlu w Stambule Agca ukrywał się przez pewien
czas po ucieczce z więzienia Kartal Maltepe. Ugurlu wiedział, że Agca w
1977 r. był szkolony w obozie dla terrorystów przez instruktorów z Bułgarii
i NRD.
Miał opinię świetnego strzelca, który bez chwili wahania wykona każde
zadanie, co udowodnił 1 lutego 1979 r., biorąc udział w zabójstwie
Abdiego Ipekciego, redaktora naczelnego liberalnego dziennika „Milliyet”.
Sprawdził się także po aresztowaniu w czerwcu 1979 r., kiedy został
wydany przez nieznanego informatora policji. W czasie przesłuchań nikogo
nie wydał. W więzieniu cierpliwie czekał na swoją szansę. Gdy jego
kompanom, m.in. Celikowi, udało się w listopadzie 1979 r. przekupić
jednego ze strażników, żołnierza o nazwisku Bunyamin Yilmaz, który
zostawił mu w celi swój mundur, wykazał się opanowaniem i zimną krwią,
opuszczając więzienie, legitymowany na kilku posterunkach. Agca miał świadomość,
że zamach na papieża jest przedsięwzięciem ryzykownym. Wierzył jednak,
że w razie niepowodzenia „Szare Wilki” oraz ich przyjaciele i tym
razem nie zostawią go w potrzebie.
Teslim Tore
Jeden z
liderów tureckich lewicowych bojówek, które terroryzowały cały kraj
pod koniec lat 70. ub. wieku. Jak ustaliła turecka prokuratura, od
dawna pozostawał w kontakcie z sowieckimi i bułgarskimi służbami
specjalnymi, które wykorzystywały bojówki do destabilizacji sytuacji
politycznej w Turcji. Podobnie jak Agca, Celik czy Kadem, Tore
pochodził z Malatyi. W 1977 r. wraz z Agcą i Kademem wziął udział w
przeszkoleniu w obozie terrorystycznym w Syrii. Później nakłonił
Agcę do wyruszenia do Iranu i towarzyszył mu w czasie spotkań w
Teheranie. Prawdopodobnie w czasie teherańskich spotkań i rozmów z
udziałem Tore i Agcy narodziła się idea wyprawy do Sofii i spotkania
z Bekirem Celenkiem.
Omer Mersan
Przedstawiciel międzynarodowej firmy Vardar z Monachium, stanowiącej
przykrycie dla nielegalnych interesów Bekira Celenka oraz Abuzera
Ugurlu. Z Agcą poznał się w Sofii w lipcu 1980 r. Dał mu wtedy
pieniądze oraz zarezerwował dla niego miejsce w hotelu „Witosza”.
Osobiście jednak nie uczestniczył w spotkaniach w hotelu. W okresie
późniejszym Agca kilka razy utrzymywał kontakt z firmą Vardar.
Dzwonił do niej, m.in. z Rzymu tuż przed zamachem na Placu św.
Piotra w Watykanie.
Agca, składając
włoskim sędziom śledczym swe wyjaśnienia, które posłużyły do
postawienia zarzutów 3 Bułgarom oraz 4 Turkom, niewiele mówił o
politycznych mocodawcach zamachu. W kilku miejscach interesująco
wspominał o kontaktach z przedstawicielami sowieckiej dyplomacji i
KGB, ale szybko się z tego wycofał. Sędziowie także nie chcieli
drążyć tej tematyki. Żaden obywatel Związku Sowieckiego nigdy w
sprawie zamachu nie był oskarżony. Nie próbowano ich nawet
przesłuchać jako świadków. Aresztowanie Antonowa w listopadzie 1982
r. było już wystarczającym międzynarodowym skandalem i spowodowało
tak wielki wzrost napięcia, że później zrobiono wiele, aby ślad
bułgarski pozacierać, co w konsekwencji się udało. Sąd zwolnił
Antonowa i Turków w kwietniu 1986 r. nie dlatego, że byli niewinni,
ale z braku dowodów winy. Nie było innego wyjścia, skoro Agca na
sali sądowej odwołał bądź świadomie ośmieszył większość składanych
przez siebie w śledztwie zeznań. Nie udało się także, poza
Antonowem, który był pionkiem, posadzić na ławie oskarżonych dwóch
głównych organizatorów zamachu: Bekira Celenka oraz Todora Ajvazova,
gdyż schronili się w Bułgarii.
Wiele faktów
potwierdzono
Chociaż akt oskarżenia opierał się głównie
na wyjaśnieniach Agcy, włoskim śledczym udało się potwierdzić
prawdziwość wielu zawartych w nich wątków. Po sprawdzeniu
dokumentacji paszportowej potwierdzono, że w lipcu 1980 r.
przebywali w Sofii zarówno Bekir Celenk, jak i Todor Ajvazov i Oral
Celik, a więc wszyscy uczestnicy spotkania w hotelu „Witosza”, o
których mówił Agca. Omer Mersan potwierdził, że spotkał się wtedy w
Sofii z Agcą i przekazał mu pieniądze od Abuzera Ugurlu. Okazało się
także, że 90 minut po zamachu na polecenie Ajvazova z ambasady
Bułgarii odjechał zaplombowany TIR, który na prośbę strony
bułgarskiej nie przeszedł odprawy celnej. Czy była w nim trójka
utrwalonych na zdjęciach wspólników Agcy, która zbiegła z Placu św.
Piotra, tego prawdopodobnie już się nie dowiemy. Włoskie służby
wywiadowcze odnotowały jednak tego dnia nadzwyczajną aktywność
radiową bułgarskiej ambasady. Po 1989 r. sami Bułgarzy potwierdzili,
że Antonow był funkcjonariuszem wywiadu, działającym pod przykryciem
szefa przedstawicielstwa bułgarskich linii lotniczych, choć zarazem
twierdzili, że z zamachem nie miał nic wspólnego. Potwierdzone
zostały także kontakty Agcy z innymi Turkami, których wymieniał jako
współorganizatorów zamachu.
Sąd jednak był
bezradny, gdy Agca w czasie procesu zaczął wszystkiemu zaprzeczać,
przedstawiając kolejne, coraz bardziej absurdalne wersje wydarzeń. W
takiej sytuacji Sedat Sirri Kadem mógł na sali sądowej, spoglądając
na swoje zdjęcie zrobione w czasie zamachu, powiedzieć z uśmiechem
na twarzy, że nie rozpoznaje osobnika z fotografii i nie ma pojęcia,
kto to jest. Podobne zeznania złożył Omer Ay. A Agca konsekwentnie
wypierał się kontaktów z nimi i twierdził, że obciążył ich wcześniej
bezpodstawnie. Agca rzeczywiście kłamał i kręcił ustawicznie, ale
czy nigdy nie powiedział prawdy? Od wielu miesięcy czytam jego
wyjaśnienia, także wiele z tych nigdy niepublikowanych, i mam
wrażenie, że Agca w pewnym momencie zastosował się do reguł gry,
którą mu wyznaczono. Po prostu zrozumiał, że nikt od niego prawdy
nie oczekuje.
Wskazuje na to
sposób, w jaki starano się zdyskredytować ślad bułgarski. Agca
przekazał w swych wyjaśnieniach tyle szczegółów na temat Bułgarów,
że nie można tego było po prostu pominąć, jak zrobiono z wątkiem
sowieckim. W trakcie procesu została wymyślona historia, że Agcę do
mówienia o Bułgarach zainspirowali funkcjonariusze włoskiego wywiadu
wojskowego SISMI, którymi kierował Francesco Pazienza. Rzeczywiście
Agca w pewnym momencie zaczął o nim opowiadać, choć nie ma żadnych
dowodów na to, aby kiedykolwiek się spotkali. W czasie procesu
Pazienza siedział w amerykańskim więzieniu, oskarżony o różne
machinacje i związki z masońską lożą P 2. Faktem jednak jest, że
jeśli ktoś Agcy podpowiadał, aby skompromitował swoje poprzednie
zeznania, to nie byli to ludzie komunistycznych służb, ale z
zachodnich instytucji.
Ci pierwsi mogli
co najwyżej Agcę postraszyć, że jeśli nadal będzie obciążał
Bułgarów, zginą on i jego rodzina. Natomiast intryga ze wskazaniem
na włoskie służby jako inspiratorów bułgarskiego śladu mogła być
wymyślona tylko z udziałem ludzi z aparatu włoskiego państwa.
Dlaczego mogło im zależeć na zatarciu bułgarskiego śladu? Z
przezorności. Gdyby został potwierdzony, nieuchronnie musiałoby paść
pytanie, kto stał za Bułgarami. Było bowiem rzeczą oczywistą, że im
śmierć papieża nie była do niczego potrzebna, podobnie jak Turkom.
Agca nigdy nie wspomniał o jakichkolwiek ideowych motywach swego
działania. Mówił jedynie, że on i jego towarzysze podjęli się
zabicia papieża dla pieniędzy. Jeśli więc było płatne zlecenie,
musiał być także zleceniodawca, który miał istotny powód, aby
ryzykować podjęcie takiej akcji. Lepiej zrozumie się dylematy
Włochów, jeśli się pamięta, że do lutego 1984 r. na czele Związku
Sowieckiego stał Jurij Andropow, który w okresie, gdy zamach był
przygotowywany, kierował KGB. Udowodnienie bułgarskiego śladu
oznaczało rzucenie wyzwania przywódcy sowieckiego supermocarstwa.
Nikomu na tym nie zależało. Dlatego ślad bułgarski w czasie procesu
1985/1986 konsekwentnie kompromitowały także zachodnie media oraz
przedstawiciele zachodnich służb specjalnych.
W czyim interesie?
Nie ma twardych dowodów wskazujących, że
Andropow zlecił zamordowanie Jana Pawła II. Nikt jednak nie badał
archiwów sowieckiego wywiadu, a dokumenty bułgarskiej bezpieki
zostały dokładnie wyczyszczone jesienią 1989 r. Zachowało się jednak
sporo dokumentów gremiów politycznych, świadczących o tym, że
pontyfikat Papieża Polaka traktowany był jako wielkie zagrożenie dla
sowieckiego systemu. Papież Słowianin, wzywający do poszanowania
wolności religii oraz prawa wszystkich narodów do suwerennego bytu,
stanowił ogromne niebezpieczeństwo dla imperium, dla którego walka z
religią była jedną z ważniejszych racji istnienia komunistycznego
państwa. Przebieg pierwszej papieskiej pielgrzymki do Polski był dla
Kremla dzwonkiem alarmowym.
Świadczą o tym
dyskusje sowieckiego Biura Politycznego. Jesienią 1979 r. i wiosną
1980 r. w sowieckiej prasie pojawia się seria artykułów atakujących
papieża jako sojusznika zachodnich imperialistów. 13 listopada 1979
r. sekretariat KC KPZR, a więc kierownicze gremium sowieckiej partii
komunistycznej, akceptuje, składające się z sześciu punktów,
„Wytyczne do działań przeciwko polityce Watykanu w stosunku do
krajów socjalistycznych”, opracowane przez szefa KGB Jurija
Andropowa i jego zastępcę Wiktora Czebrikowa. Była to dyrektywa
nakazująca instytucjom sowieckiego państwa zwalczanie Jana Pawła II.
Rolę, jaką w tym miało odgrywać KGB, określała tajna depesza
kierownictwa sowieckiego wywiadu do zagranicznych rezydentur.
Funkcjonariuszom KGB zalecono podjęcie różnorakich działań
operacyjnych przeciwko papieżowi, w tym także za pomocą „środków
aktywnych”. Treść tajnej instrukcji ujawnił w latach 90. ub. wieku
szyfrant Wiktor Szejmow, który przeszedł na stronę Zachodu.
Amerykański dziennikarz John O. Koheler interpretuje ten dokument
jako rozkaz zabicia papieża.
Nie podzielam tej
oceny. W języku sowieckich służb „aktywne działania” nie oznaczały
zabójstw, lecz szeroką akcję dezinformacyjną, wykraczającą poza
zwykłe zdobywanie informacji. Koehler twierdzi, że w tym dokumencie
jest również zdanie „w razie konieczności sięgnąć po środki
wykraczające poza dezinformację i dyskredytację”. Jednak znający ten
dokument Jurij Mitrochin, archiwista KGB, który w latach 90. zbiegł
na Zachód, tego nie potwierdza. Niewątpliwie jednak cytowane
dokumenty nakazywały podjęcie na szeroką skalę wrogich działań
przeciwko Janowi Pawłowi II. Wypada także zauważyć, że kierownictwo
żadnego innego państwa na świecie takich dokumentów nie wytworzyło.
Tezy o inspiratorach zamachu, wywodzących się rzekomo z kręgu
fanatyków islamskich, masonerii, wrogich papieżowi kręgów w
Kościele, CIA i innych służb, są świadomie od lat prowadzoną
dezinformacją. Nie znajdują żadnego potwierdzenia w faktach ani w
dokumentach. Wątek sowiecki jest więc najbardziej logicznym
dopełnieniem wyjaśnień Ali Agcy, który nigdy nie powiedział całej
prawdy o przygotowaniach do zamachu, ale także nie zawsze kłamał.