Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch obrony życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska

Porady Emigracyjne

Polskie Drogi Ogłoszenia Drobne Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

 

Polityka - Świat

 

 

Rozmowa Mariusza Kamienieckiego z dr Krzysztofem Kaszubą, rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie

 

Zachód nie będzie "umierał za Ukrainę"

(Nasz Dziennik)

 

Jak ocenia Pan pakiet pomocy finansowej przygotowywany przez UE dla pogrążonej w kryzysie Ukrainy?

– Mówimy o kwocie 11 miliardów euro i jest to pakiet obliczony na kilka lat. Nie jest to jakaś nadzwyczajna pomoc w sensie finansowym. Są to pieniądze na bieżącą obsługę zadłużenia, jakie ma Ukraina, a te zobowiązania są relatywnie bardzo duże. Trzeba też pamiętać, że nie jest to darowizna, a kredyt, który Ukraina będzie musiała spłacić.

Istnieje zagrożenie, że unijne pieniądze Ukraina – mówiąc kolokwialnie – przeje?

– Nie są to pieniądze przeznaczone dla społeczeństwa, ale środki na zapłacenie rachunków. Pieniądze te w momencie, kiedy trafią na konto ukraińskiego rządu, w bardzo krótkim czasie powinny być przeznaczone na spłatę zobowiązań. Taki jest cel tej unijnej pomocy.

Komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski oświadczył, że oprócz zaproponowanej pomocy Unii Europejskiej Ukraina może też liczyć na kredyt z Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz wsparcie poszczególnych państw. Polskę stać na tzw. zrzutkę na pomoc Ukrainie?

– Polska jako członek Międzynarodowego Funduszu Walutowego wpłaca na jego konta odpowiedni kapitał. W związku z tym w pieniądzach, które Fundusz ewentualnie pożyczy Ukrainie, będzie też cząstka polskiego wkładu. Nie widzę potrzeby, żeby organizować dodatkową „zrzutkę” na wsparcie finansowe dla Ukrainy. Inną sprawą jest natomiast ewentualna propozycja co do tzw. zrzutki wśród krajów UE, a więc przedsięwzięcie, w którym Polska miałaby też uczestniczyć. Nie wydaje mi się, żeby dzisiaj było nas na to stać. Nasz kraj ma potężne zobowiązania finansowe. Weźmy chociażby blisko 50 miliardów złotych, których potrzebujemy rocznie na obsługę obligacji przez nas emitowanych. Zatem jeżeli mowa o jakiejś dodatkowej pomocy, to w bardzo ograniczonym zakresie. Wracając jeszcze do kredytu z MFW, to warto zaznaczyć, że będą to pieniądze pożyczone i to na całkiem przyzwoity procent. Nie będzie to prezent, ale wymierne wsparcie, które trzeba będzie zwrócić, i to z nawiązką. Za tymi pieniędzmi pójdą jeszcze bardzo konkretne zobowiązania ze strony ukraińskiej jak reforma finansów czy chociażby urealnienie kosztów energii na terenie Ukrainy.

W związku z zagrożeniem interesów np. Niemiec, Wielkiej Brytanii nałożenie przez UE sankcji ekonomicznych na Rosję jest w ogóle możliwe?

– Z sankcjami jest mniej więcej tak jak z fatamorganą – zjawiskiem, o którym się mówi, ale o którym wiadomo, że jest złudzeniem. Pamiętajmy, że na Rosji takie kraje jak Niemcy, Francja czy Stany Zjednoczone świetnie zarabiają. Dotyczy to zarówno rynku żywności, odzieży, jak i towarów luksusowych, jak chociażby wysokiej klasy samochodów, których największym odbiorcą są właśnie Rosjanie. Z kolei dóbr, które sprzedaje Rosja na rynek zachodnioeuropejski, jest stosunkowo mało. Największymi eksporterami rosyjskimi na Zachód są nieliczne przedsiębiorstwa, w których jest relatywnie duży udział kapitału państwowego. Mam tu na myśli np. Gazprom. Z drugiej strony na Zachodzie mamy tysiące producentów, którzy na 140-milionowym ludnościowo rynku chcą sprzedać swoje dobra. Interes może zatem przeważyć, a sankcje ekonomiczne to bardziej medialny szum i żargon polityczny. Każdy kraj – nawet jeżeli jest członkiem UE – patrzy przez pryzmat własnych interesów. Taka jest brutalna prawda. Owszem, możemy mówić o sankcjach, ale dyplomatycznych.

Europa i Stany Zjednoczone zastanawiają się nad sankcjami wobec Rosji, tymczasem Putin nie namyślając się zbytnio, z właściwą sobie butą, skwitował te groźby stwierdzeniem, że sankcje dotkną wszystkich…

– Sankcje to broń obosieczna. Koncerny, zwłaszcza amerykańskie, ale także europejskie czy światowe, są bardzo wrażliwe np. na notowania giełdowe czy to w Nowym Jorku, czy w Londynie. Po drugiej stronie takiej wrażliwości nie ma. Owszem, indeks giełdowy w Moskwie może spaść nawet o połowę, ale nie ma to aż tak dużego znaczenia. Dotyczy to bowiem bardzo wąskiej grupy oligarchów, którzy są bardzo bogaci i z chwilowych strat nie robią wielkich tragedii. Natomiast na Zachodzie mamy dziesiątki milionów inwestorów, fundusze inwestycyjne, fundusze emerytalne, które są znacznie bardziej wrażliwe na tego typu zmiany. Prezydent Putin doskonale zdaje sobie z tego sprawę i stąd bierze się ta jego pewność siebie.

A zatem Zachód pręży muskuły, a tak naprawdę to Putin rozdaje karty?  

– Można tak powiedzieć. Putin jest mniej wrażliwy na tego typu sytuacje na rynku, a Rosjanie są bardziej wytrzymali, tym bardziej że w przypadku Rosji nie ma rynku akcjonariuszy. Tam są nieliczni oligarchowie, mówiąc wprost – złodzieje, którzy kiedyś na złodziejskich zasadach przejęli lub dorobili się majątków i to tak naprawdę oni są właścicielami czy też współwłaścicielami największych rosyjskich przedsiębiorstw.

Prezydent Putin próbuje zrobić z Polski inspiratora wydarzeń w Kijowie. Czy to już pierwsze oznaki konsekwencji naszego zaangażowania się na Ukrainie?

– Nie ma się co dziwić, że rosyjskie władze działają w taki, a nie inny sposób. Dla nich próba wciągania w konflikt czy stygmatyzowania jest czymś zupełnie naturalnym. Niemniej jednak jest to nadinterpretacja rzeczywistości, bo Polska nie szkoliła żadnych bojówek, które pojawiły się na Majdanie w Kijowie. Pamiętajmy jednak, że na Majdanie obok Ukraińców, którzy marzą o wolności, sprawiedliwości, równości, pojawiały się także siły, których w żadnych okolicznościach nie powinniśmy popierać. Mam tu na myśli środowiska nacjonalistyczne pod sztandarem UPA, dla których bohaterami są Stepan Bandera i Roman Szuchewycz. Myślę, że wielkim błędem polskich polityków, którzy nie bardzo wiem, po co jeździli do Kijowa, było to, że wyraźnie nie oddzielili poparcia dla słusznych ukraińskich demokratycznych marzeń od nacjonalistycznych haseł i związanych z tym zapędów. Niestety, najbardziej zyskały na tym siły banderowskie, antypolskie.

Słowa Putina mogą być zapowiedzią ekonomicznego rewanżu i co może on oznaczać?

– W mojej ocenie, mamy do czynienia z pewnym paradoksem, bo nasz import z Rosji jest znacznie większy niż eksport do tego kraju. Import wynika z tego, że kupujemy głównie ropę i gaz. Natomiast do Rosji staramy się sprzedawać jak najwięcej, żeby zrównoważyć saldo obrotów. Biorąc to wszystko pod uwagę, owszem, jesteśmy w gorszej sytuacji od Rosjan, bo surowce energetyczne są nam niezbędne, ale nie należy za bardzo demonizować. Od wielu lat w relacjach handlowych między Polską a Rosją od czasu do czasu pojawiają się zgrzyty i obecnych sankcji związanych z afrykańskim pomorem świń, zwłaszcza w krótkiej perspektywie, nie należy lekceważyć. Już obserwujemy, jak embargo na wieprzowinę wpływa na funkcjonowanie wielu polskich hodowców i przedsiębiorców. W tej sytuacji polski rząd powinien przystąpić do działania i uruchomić interwencyjny skup wieprzowiny. Są ku temu możliwości, tylko trzeba je chcieć wykorzystać. Chodzi o to, żeby dać oddech polskim hodowcom i producentom trzody chlewnej, żeby pokryć koszty bieżącej produkcji. Hodowcy muszą mieć przecież pieniądze na kolejny cykl produkcyjny.

Mamy zatem do czynienia z sytuacją, kiedy polski rząd angażuje się w pomoc Ukrainie, natomiast w wystarczającym stopniu nie zabezpiecza rodzimych przedsiębiorców…

– Niestety, wszystko wskazuje na to, że wiele polskich przedsiębiorców eksportujących do Rosji straci na konflikcie ukraińskim. Należy jednak wyciągnąć wnioski z tej lekcji, a mianowicie nie rezygnując z dostaw do Rosji, szukać także innych rynków zbytu. Chodzi o to, żeby eksport do Rosji nie był dominujący. Obecny konflikt na pewno odbije się na polskiej gospodarce. Wobec tych zagrożeń postawa polskich władz niestety pozostawia wiele do życzenia. Ministerstwo Spraw Zagranicznych mogłoby zrobić znacznie więcej dla polskich firm i przedsiębiorców, niż robi do tej pory. Minister Radosław Sikorski z podległymi sobie służbami dyplomatycznymi znakomicie potrafi promować za granicą antypolskie przedsięwzięcia, jak np. film „Pokłosie” czy chociażby książki, które opluwają Polskę i Polaków. W tym minister Sikorski i jego służby są bardzo skuteczne, natomiast ich skuteczność, jeżeli chodzi o wspieranie polskich przedsiębiorców na rynkach światowych, jest bardzo mizerna i pozostawia wiele do życzenia. Może zatem mniej antypolskiej propagandy, a więcej wspierania polskiej przedsiębiorczości. W końcu do tego powołany jest rząd, w tym również polska dyplomacja.

Dziękuję za rozmowę.

 


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis