Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania Zdrowie Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Wiadomości Przedziwne

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Historia - Polska

 

Jerzy Jachowicz 

 

U progu wolności 

(Uważam, rze)

 

 

Nie ma wątpliwości, że wybór ks. Sylwestra Zycha na ostatnią ofiarę PRL nie był przypadkowy. Ten skromny i prosty duchowny należał do niezłomnych ludzi Kościoła.


Ks. Sylwester Zych przed Sądem Warszawskiego Okręgu Wojskowego, 1982 r.

 

To byla ostatnia zbrodnia epoki PRL, a zarazem pierwsza w całkowicie nowej sytuacji, zwiastującej bliskie nadejście wolnej i niezależnej Polski. Została popelniona pół roku po porozumieniach Okrągłego Stolu i miesiąc po zwycięskich dla Solidarności czerwcowych wyborach.

 

W nocy z 10 na 11 lipca 1989 r. na przystanku autobusowym w Krynicy Morskiej znaleziono ciało ks. Sylwestra Zycha. Lekarka pogotowia ratunkowego, która dokonała pierwszych badań, stwierdziła zgon przed kilkoma godzinami. Po 30 godzinach przeprowadzono sekcję zwłok. Według wyników tej sekcji ks. Zych zmarł z przepicia. Miał we krwi powyżej trzech promili alkoholu. Na ciele denata odkryto wiele śladów mówiących o użyciu wobec niego przemocy. Były to m.in. cztery złamane żebra, wyraźne zasinienia wokół żył, na rękach oraz nakłucia, a także widoczne urazy głowy. Prowadzący śledztwo prokurator Wojciech Mazurek z prokuratury elbląskiej pominął te wszystkie ślady, utrzymując wersję śmierci w wyniku nadużycia alkoholu.

 

12 lipca gen. Czesław Kiszczak, wysunięty przez świeżo wybranego prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego  jako  kandydat  na premiera, spotykał się z kierownictwem Stronnictwa Demokratycznego w siedzibie tej partii na zapleczu ul.Chmielnej w Warszawie. Zjawiłem się tam jako dziennikarz "Gazety Wyborczej", aby po spotkaniu zrobić  z Kiszczakiem   kr6tką  rozmowę.  Wtedy właśnie dotarł do nmie specjalnie wysłany z redakcji stażysta z sensacyjną  wiadomością o śmierci ks. Zycha. Zapytany przeze mnie gen.Kiszczak odparł, że wie juz o zgonie i powtórzył wersję prokuratury.Tej nocy ruszyłem do Krynicy na miejsce zbrodni. Kilka godzin wcześniej w Dzienniku Telewizyjnym" pokazano rozmowę z dwoma  głównymi  świadkami prokuratury. Byli lo dwaj barmani z dyskoteki w Krynicy Riwiera. Obydwaj twierdzili, że ks. Zych spędził w dyskotece około trzech godzin, siedząc przy jednym ze stolików wraz z nieznanym im mężczyzną. Każdy z nich - wedle wersji barmanów - wypil około litra wódki na głowę, serwowanej w drinkach z colą. Pobyt w Krynicy rozpocząłem od wizyty w Riwierze i rozmowy z barmanami. Od pierwszego kontaktu było widoczne, że ich gładka opowieść o pobycie ks. Zycha w nocnym lokalu to wyuczona na pamięć historyjka. Kilka miesięcy później udało mi się ustalić, że starszy z barmanów (wtedy około 35-letni) był tajnym współpracownikiem wojskowych służb specjalnych. Natomiast młodszy, wówczas dwudziestokilkuletni student prawa UW, był drobnym hochsztaplerem i oszustem, mającym kłopoty z prawem.


Dramatyczny zwrot

 

Sylwester Zych wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie w roku 1970 w wieku 20 lat. Ukończył je siedem lat później. Od początku jego działalnoscią kapłańską zaczęła się interesować Służba Bezpieczeństwa,bo jak rzadko który świeżo upieczony duchowny zdobył szybko uznanie i respekt wśród młodzieży. Przez pierwsze lata pracował na Mazowszu, m.in.w Czemiewicach, Tłuszczu i Grodzisku Maz.Pierwsza jawna operacja SB przeciwko ks. Zychowi w postaci rozmów ostrzegawczych miała miejsce pod koniec lat 70 po tym, jak zainicjował głośną akcję wieszania krzyży w szkołach i przedszkolach w tych miejscowościach, w których odprawiał nabożeńtstwa.

 

Dramatyczny zwrot w życiu duchownego nastąpił w niemal trzy miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego. 23 lutego na starszego sierżanta milicji Zdzisława Karosa w warszawskim tramwaju na Woli napadło dwóch kilkunastoletnich członków konspiracyjnej, powołanej samozwańczo organizacji Powstańcza Armia Krajowa. Planowali oni gromadzenie broni na wypadek powstania cywilnej ludności przeciwko reżimowi komunistycznemu. W czasie szamotaniny z milicjantem, któremu próbowali wyrwać z kabury broń, funkcjonariusz został postrzelony.Strzał okazał się śmiertelny, bo ranny po pięciu dniach zmarł w szpitalu. Pochodzącym z Grodziska Maz. chłopcom udało się zbiec. Jednym z nich tym, który szarpał się z funkcjonariuszem MO był 17-letni wówczas Robert Chechłacz, drugim o rok starszy Tomasz Łupanow.

 

Młodzi konspiratorzy, obawiając się zatrzymania i rewizji w domach, okazali ogromne zaufanie do ks. Zycha. Poprosili go o przechowanie broni. Po kilku tygodniach znaJeziono ją na strychu plebanii. Wśród niej pistolet, z którego śmiertelnie raniono sierż. Karosa. Propaganda stanu wojennego szalała. Oprócz ks. Zycha i dwóch wcześniej wymienionych chłopców na ławie oskarżonych znalazł się najstarszy z nich Stanisław Matejczuk, student KUL. Sprawozdania z głośnego, prowadzonego przy drzwiach zamkniętych procesu - wpuszczono jedynie kilku dziennikarzy prasy reżimowej - eksponowały dwie osoby: studenta KUL-u oraz ks. Zycha. Oskarżonych przedstawiono jako niezwykle groźną dla społeczeństwa i ustroju siatkę terrorystyczną, a kapłana jako jej przywódcę. W pokazowym procesie na początku września 1982 r.ks. Zycha skazano na sześć lat więzienia. Nie przyjęto jego wyjaśnień, że przechowywał tylko broń młodych konspiratorów i obiecał że zapewni im alibi. Natorniast nie był w żadnym stopniu ani inspiratorem,ani członkiem organizacji.

 

Po kilku latach tak uzasadniał swoje postępowanie w nagraniu magnetofonowym:

 

"Jako ksiądz czułem się zobowiązany udzielić pomocy i schronienia wszystkim, którzy takiej pomocy potrzebują, a więc i tym chłopcom. Po wtóre, chciałem udzielić pomocy i z tego względu, że traktowałem ich jako członków organizacji o poważnych zadaniach, którzy w moim odczuciu nie popełnili zbrodni kryminalnej, prostuję - nie mieli zamiaru jej popełnić, a jedynie okoliczności doprowadzilły do tego, że stali się sprawcami czynu, który ta może być traktowany. Po trzecie, chciałem im pomóc, gdyż z racji swoich powiązań i niejako opieki duchowej nad tymi chłopcami czułemsię za nich moralnie odpowiedziaJny. Z tych też pobudek, w rozmowie, jaką miałem z nimi tego wieczoru, złożyłem obietnicę, że zapewnię im alibi" - mówił.

 

Równie surowo w tym procesie Sąd potraktował sprawców postrzelenia - Roberta Chechłacza, który dostał 25 lat, i Tomasza Łupanowa - 13. PozostaJi członkowie Powstańczej Armii Krajowej dostali wyroki od dwóch do trzech lat.

 

Ks. Zych w okresie walki z władzami PRL o przywrócenie krzyży w szkołach

i przedszkolach

 

 

"Nieznani sprawcy" upominają

 

Ks. Zych został osadzony w Braniewie, w jednym z najcięższych więzień w Polsce.Zwolniono go przed końcem wyroku, doklłdnie po czterech latach i siedmiu miesiącach. Jednym z powodów wcześniejszego wyjścia na wolność było to, że w wyniku złych warunków znacznie pogorszył się stan jego zdrowia. Więzienie odbiło się też niekorzystnie na jego psychice. Nie złamano go wprawdzi ale nadwątlono jego odporność. Frustrację wywoływało to, że zakazano mu odprawiać Mszy Świętej w swojej celi. Za każdą próbę był surowo karany. Między innyrni przez dziewięć miesięcy przebywał w izolatce. Za wiedzą władz więziennych był nieustannie poniżany. Grożono mu też śmiercią.

 

Prześladowania nie skonczyły się po wyjściu z więzienia. Odwrotnie. Stały się intensywniejsze i bardziej agresywne. SB zakładala, że kapłan, który wyszedł wcześniej z więzienia, nie będzie podejmował działalności, jak wtedy mówiono antypaństwowej. Tymczasem aktywność polityczna ks.Zycha stała się bardziej ożywiona. W dodatku związał się z jednym z najbardziej radykalnych wówczas środowisk opozycyjnych - z Konfederacją Polski Niepodległej. Coraz częściej SB nękała ks. Zycha anonimowymi groźbami: Niedlugo zamkniemyci mordę klecho, Módi się módl, bo twoje dni są policzone. Te pogróżki wzmaniano wuJgarnymi wyzwiskami telefonicznyrni. SB śledziła niemal każdy krok duchownego i używała wobec niepokornego księdza brutalnej przemocy.

 

Pierwszy raz pobito go w podwarszawskiej Zielonce, niemal bezpośrednio po odprawieniu przez niego Mszy Św. za Ojczyznę.To jednak nie odstraszyło ks. Zycha i nadal z ambony walczył z - jak ją nazywał - zwariowaną ideologią. Prześladowania i ciągłe straszenie przez SB sprawiły, że zaczął realnie liczyć się ze swoją bliską śmiercią. Zanim do tego doszło, jeszcze w marcu 1988 r., a więc miesiąc po Okrągłym Stole, został napadnięty przez trzech mężczyzn. Dwójka trzymała go klęczącego za rarniona,a trzeci usiłował do gardła wlać mu wódkę. Przerwali swoją operację, kiedy zatrzymał się przy nich samochód. Prowadziła jakaś młoda kobieta, która widząc, że dzieje się coś dziwnego, stanęła, płosząc napastników.

 

Latem 1989 r. ks. Zych przyjehał do Braniewa, aby spędzić tu wakacje. Zatrzymał się w gościnie u innego duchownego - ks. Tadeusza Brandysa. Zaprzyjaźnili się, kiedy ks. Zych siedział w tamtejszym więzieniu, a miejscowy proboszcz odwiedzał go i był jego spowiednikiem. Ks. Zych wyprawiał się na plażę do Krynicy.Najwygodniejszą drogą był state odbywający rejs z Fromborka na drugą stronę Zalewu Wiślanego.

 

"Nieznani sprawcy" mordują

 

10 lipca, po śniadaniu spożytym w towarzystwie proboszcza, jego siostry i szwagra, zaprzyjaźniony z ks.Brandysem miejscowy nauczyciel Kazimierz Gursztyn swoim małym fiatem podwiózł grzecznościowo ks. Zycha na przystań we Fromborku. Jak twierdził, tam zostawił kapłana.

 

Ostatnie imieniny ks. Zycha na Białołęce Dworskiej

 

Po znalezieniu i zidentyfikowaniu zwłok próbowano w śledtwie odtworzyć ostatnie godziny życia ks. Zycha. Jedną z zagadek jest to, że nikt - ani bileter, ani załoga statku, ani pasażerowie nie widzieli ks.Zycha na pokładzie.

 

Tego dnia do Gdańska przyleciał ówczesny prezydent USA - George Bush. Ks. Zych wybierał się po południu do Gdańska na wiec pod pomnikiem Poległych Stoczniowców z udzialem Buscha. Jak dziś wiemy - nie dotarł tam.

 

Sprawą nagłośnienia w mediach tragedii zajął się były rzecznik rządu Jaruzelskiego Jerzy Urban, w lipcu 1989 r. pełniący funkcję prezesa telewizji. Prawdopodobnie z jego inspiracji gdański dziennikarz Witold Gołębiowski nakręcił reportaż ukazujący degrengoladę ks. Zycha, pokazujący jak kapłan zapija się na śmierć. Autorami fałszywych oświadczeń byli ci sami pracownicy dyskoteki Riwiera co w śledztwie.

 

Będąc w tamtych dniach na Wybrzeżu, spotykałem się z rodziną ks.Zycha i pracownikami plebanii w Braniewie. Wszyscy oni twierdzili, że wersja o alkoholowej libacji jest nieprawdopodobna. Ks. Zych praktycznie nie pił alkoholu. Z okazji świąt Wielkanocnych czy Bożego Narodzenia, które zwykle spędzał w rodzinnym gronie, nie wypijał nigdy więcej niż jeden, dwa kieliszki wina. W grę nie wchodziła też możliwość wypicia tak ogromnej ilości alkoholu o jakiej mówili rzekomi świadkowie z klubu Riwiera, ponieważ ksiądz cierpiał na astmę miał kłopoty z nerkami i sercem. Jednakże gen. Kiszczak i jego agendy, a za nimi prokuratura, forsowały alkohol jako przyczynę zgonu. Ks. Zych miał ze swoim towarzyszem wyjść z lokalu na chwiejących się nogach, a kilkaset metrów daJej umrzeć.

 

W drodze między nocnym klubem a przystankiem nikt ani samotnego, ani też dwójki mężczyzn nie zauważył, mimo iż droga prowadziła wzdłuż domków z ogródkami, a upalna noc sprzyjała przcbywaniu na zewnątrz.

 

Śledztwo prowadziła prokuratura w Elblągu. Później przeniesiono je do Warszawy i po czterech latach w 1993 r. umorzono, podtrzymując wersję upojenia alkoholowego.

 

Jedną z największych tajemnic tego śledztwa, zresztą nigdy niewyjaśnioną, była sprzeczność związana z ubiorem księdza. Świadkowie, którzy widzieli ks. Zycha rano w Braniewie, twierdzili, iał na sobie koszulkę polo z krótkim rękawem. Z kolie według zgodnej opinii zespołu reanimacyjnego z pogptowi ratunkowego znaleziony mężczyzna na przystanku autobusowym był ubrany w koszulę flanelową z długim rękawem. Ale denat w prosektorium - był nim z pewnością ks. Zych - miał koszulkę polo z krótkim rękawem. Kto i dlaczego dokonał inscenizacji z przebieraniem?

 

Nikłe nadzieje

 

Trzy lata temu IPN wznowił śledztwo w sprawi śmierci ks. Zycha, uznając wydarzenie za zbrodnię komunistyczną. Z moich wiadomości wynika też, że sprawą zajęło się też Archiwum X przy Komendzie Głównej Policji. Jestem przekonany, że mimo tych wysiłków nie uda się poznać powodów, które zdecydowały o zabiciu ks.Zycha. Nie dowiemy się też kim byli bezpośredni sprawcy zamachu na jego życie. Nie ma szans, aby zebrać dowody, które pozwolą postawić zarzuty funkcjonariuszom SB lub ich tajnym współpracownikom.

 

Dla mnie sukcesem będzie, jeśli prowadzącym obecne śledztwo uda się zgromadzić materiały, które niezbicie potwierdzą, że było to zabójstwo. Jeszcze jedna zbrodnia PRL. Ale i to nie będzie łatwe. Musimy pamiętać, że esbeckie szwadrony śmierci były głęboko zakonspirowane, a ich specjaliści rozlokowani po różnych wydziałach. Grupy do wykonania określonych zadań specjalnych powoływano doraźnie, a po wykonaniu zlecenia na powrót je rozpraszano.

 

Kilka dni temu rozmawiałem z siostrami ks. Zycha. Ciągle wierzą, że śledztwo doprowadzi do wykrycia przynajmniej sprawców. Swoje nadzieje opierają tym, iż funkcjonariusze z Archiwum X ustallili nowe, zaskakujące tropy.Wskazują one, że w bliskim otoczeniu ks. Zycha znajdowały się osoby współpracujqce ze służbami PRL, choć wcześniej nie były one podejrzewane o konszachty z policją polityczną. Czy odegrały istotną rolę w zabójstwie ks. Zycha, czy były tylko pionkam wykorzystanymi do zebrania nformacji niezbędnych do dokonania egzekucji kapłana, być może wyjaśni prowadzone śledztwo.

 

Jedno jest pewne. To jeden ze skrytobójczych mordów politycznych. Mimo nieodwołalnie nadchodzącego przełomu tajne służby PRL czuły się jeszcze dostatecznie silne, aby zdecydować się na kolejną zbrodnię. Miały też gwarancję roztoczenia nad nimi podobnie jak w poprzednich zbrodniach wobec innych księży - Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca - parasola ochronnego ze strony kierownictwa MSW.

 

Dziś nie ma też wątpliwości, że wybór ks. Zycha na ostatnią ofiarę PRL nie był przypadkowy. Ten skromny i prosty duchowny należał do niezłomnych ludzi Kościoła, którzy sami nie chcieli ulec komunizmowi i mimo zagrożeń zachęcali do tego wiemych. To właśnie duchowni jego pokroju stawali się kapelanami podziemia politycznego i Solidamościowego.

 

Wiele wskazuje na to, że śmierć ks. Sylwestra Zycha pozostanie na zawsze owianym mrokiem morderstwem, dokonanym przez tajne służby komunistyczne. Walczył o wolność i zginął u jej progu.
 


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessysy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis