Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

 

Historia - Polska

 

 

Robert Kisiel

 

"Rzeszowski Katyń" 

 

 

 

Chociaż zginęły ich tu setki (liczbę ofiar szacuje się na ok. 1500), to poza Podkarpaciem o tym miejscu mało kto słyszał.  Trzej żołnierze Narodowej Organizacji Wojskowej z Ropczyc są jedynymi zidentyfikowanymi ofiarami kaźni w Turzy. Postępy w śledztwie nie są bowiem możliwe bez dostępu do sowieckich dokumentów.


Ropczyce: Tablica pamiątkowa na frontonie kościoła farnego (fot. Roman Kisiel)

 

 

To maszeruje „wyzwolenie”

 

Pod koniec lipca 1944 r. Armia Czerwona wkroczyła na tereny Rzeszowszczyny. 4 sierpnia 1944 r. "wyzwoliła" Ropczyce. Wraz z czerwonoarmistami posuwały się oddziały NKWD "Smiersz", które zorganizowały obozy w Rudniku nad Sanem i Jastkowicach k. Stalowej Woli, k. Głogowa Małopolskiego, w Świlczy oraz Trzebusce k. Sokołowa Małopolskiego. Obóz w Trzebusce Sowieci zlokalizowali na gromadzkim pastwisku, gdzie znajdował się budynek Domu Spółdzielczego. 50 - arowy teren ogrodzono drutem kolczastym, wykonując dla więźniów pięć ziemianek, wyścielonych słomą. Komendant został zakwaterowany w domu Chorzępów, których wysiedlono a spółdzielczy budynek zajęli NKWD-ziści. Łagier ten istniał od połowy sierpnia do początków listopada 1944 r.  Przypuszcza się, że przez Trzebuskę przeszło ok. 2500 więźniów. Po przesłuchaniach odbywały się "rozprawy", wyroki odczytywano przy ziemiankach w południe. Skazani na śmierć trafiali do ziemianki nr 1, tuż obok wartowni. Pozostali oczekiwali na transport do GUŁAG - u. Skazańców jeszcze tego samego dnia wywożono do kompleksu leśnego w oddalonej o ponad trzy kilometry Turzy. Nie wszystkie ofiary Sowieci uśmiercali tzw. metodą katyńską. O „nowatorskiej metodzie” towarzyszy z NKWD zarówno ekspertyzy części odnalezionych szczątków ofiar, jak i zeznania okolicznych mieszkańców. Pijany NKWD-zista zwierzał się Janowi Chorzępie, że wie, że to nie po ludzku ale on musi, bo Stalin tak karze. Nabój kosztuje kopiejkę, wiec muszą "riezać" i ręce ma całe we krwi.

 

 

Ekshumacja jednaego z grobów (fot. archiwum)

 

– W Turzy oprawcy nie powtórzyli już tzw. „błędu katyńskiego”. Skazani mordowani byli nago. Oprawcy bardzo starali się, aby przy ofiarach nie odnaleziono kiedyś przedmiotów, które pomogłyby w ich identyfikacji. Sam sposób dokonania zbrodni był okrutniejszy niż ten, który znamy choćby z Katynia. W Turzy, co prawda większość ofiar także zginęła od strzału wykonanego metodą katyńską, ale podczas egzekucji w niejednym przypadku dochodziło do wielokrotnych postrzałów. Pewna część skazanych, zmarła nie od kul, ale na skutek podcięcia żył na karku. Wiele wskazuje na to, że ofiary dogorywały jeszcze w dołach śmierci – potwierdza Piotr Ożóg, historyk od lat zajmujący się sprawą „Rzeszowskiego Katynia”.

 

 

Skazanych mordowano nago (fot. archiwum)

 

 

Pierwsi „Wyklęci”

 

Trzej żołnierze Armii Krajowej z Ropczyc do dziś pozostają jedynymi rozpoznanymi ofiarami zbrodni dokonanych w turzańskim lesie. Śmiało można nadać im miano „pierwszych Żołnierzy Wyklętych” na Ziemi Ropczyckiej.

 

 

      

Turza: Poszukiwanie grobów (fot. Piotr Ożóg)

 

Podporucznik Zdzisław Brunowski ("Cygan") urodził się 19 października 1912 r. w Ropczycach. Pochodził z wielodzietnej rodziny, ojciec przed wojną był pracownikiem ropczyckiego Urzędu Skarbowego. Młody Brunowski w latach nauki szkolnej działał w ZHP; maturę zdał w Rozwadowie (obecnie dzielnica Stalowej Woli) a  następnie uczył się w krakowskiej Wyższej Szkole Administracji. Podczas okupacji,  w lutym 1940 został zaprzysiężony jako żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej.  Prowadził m.in. nasłuch radiowy w zakonspirowanym pomieszczeniu, znajdującym się pod stodołą p. Pośków na ropczyckim Stawisku. Informacje z nasłuchu, jak i zebrane we własnym zakresie, znajdowały  miejsce w podziemnym biuletynie, kolportowanym wśród okolicznej ludności. Brunowski także brał  udział w akcjach zdobywania broni dla placówki, m.in. kontakt ze stacjonującymi w Ropczycach żołnierzami węgierskimi; przygotowywał również raporty dla wywiadu AK. Był inicjatorem produkcji sztyletów, wykonanych z pił tartacznych, zdobytych w sędziszowskich Zakładach Drzewnych. Tajna wytwórnia produkowała także butelki zapalające, potrzebne w czasie walk podczas Akcji "Burza". W maju 1944 r. wraz z kolegami z Ropczyc i Checheł wziął udział w akcji osłony zrzutu broni w okolicach Małej, a latem tego samego roku w walkach Akcji "Burza".

 

 

Ppor. Zdzisław Brunowski ps. "Cygan" (fot. archiwum)

 

Podchorąży Eugeniusz Zymróz („Macedończyk”) urodził się 19 kwietnia 1919 r. na ropczyckim Stawisku. Jego ojciec pracował przed wojną w starostwie powiatowym w Ropczycach, matka - Stefania z Hendzlów prowadziła dom i gospodarstwo rolne. Eugeniusz zdał maturę w 1938 r. Dalsze edukacyjne plany młodego mieszkańca Ropczyc przerwał wybuch wojny. W czerwcu 1940 r. wstąpił do NOW.  W grudniu 1943 r.  znalazł się  wśród ponad siedemdziesięciu żołnierzy NOW, tworzących Placówkę II Armii Krajowej, która zachowała kryptonim "Ropa".

 

Z tej samej formacji wywodził się trzeci z zamordowanych w Turzy ropczyczan – kapral Zdzisławie Łaskawcu („Monter”).

 

 

Turza: Prace ekshumacyjne (fot. Piotr Ożóg)

 

Tajemnice Cypla Nienadowskiego

 

We wrześniu 1944 r. wszyscy trzej zostali aresztowani przez NKWD. Początkowo trafili do ziemianki, "zbudowanej" przez Sowietów na Chechłach (dziś jedno z ropczyckich osiedli). Po krótkim czasie, całą trójkę widziano prowadzoną przez „wyzwolicieli” od Ropczyc w kierunku Ostrowa.

 

- Gienek mógł w ostatniej chwili uciec i uniknąć aresztowania. Niestety, nie zauważył gestów, jakie dawała mu siedząca w oknie siostra. W ostatnim dniu, w którym ich widziano, enkawudziści prowadzili ich w kierunku Ostrowa. Wszyscy myśleli, że na teren byłego niemieckiego obozu w Pustkowie. Dopiero po latach okazało się, że zostali zgładzeni w Turzy – opowiada Józef Hendzel, kuzyn Eugeniusza Zymroza. 

 

Od tego czasu ślad po ropczyckiej trójce zaginął, poszukiwania prowadzone przez rodziny i znajomych nie przyniosły żadnych rezultatów. Swoich dawnych żołnierzy przez długie lata poszukiwał także ich dowódca, komendant "Ropy" , po wojnie więzień sowieckich łagrów i działacz Zrzeszenia "Wolność i Niepodległość", dziś nieżyjący już od kilku lat Karol Pośko.  O ich losie dowiedzieliśmy się dopiero w 1990 r., kiedy tożsamość całej trójki potwierdziły ekspertyzy szczątków ekshumowanych w Turzy. Niestety, śledztwo zostało zawieszone z powodu braku dostępu do dokumentów, spoczywających w archiwach dawnego Związku Sowieckiego.

 

Dziś miejsce kaźni upamiętnia pomnik, wzniesiony pośród leśnej głuszy. Pamięć o ludobójstwie w Turzy, przetrwała dzięki publikacjom i działaniom rzeszowskiej „Solidarności”, podejmowanym w latach 1980-81, a później w latach 1982–89 rzeszowskich struktur opozycyjnych, szczególnie  „Solidarności Walczącej”,  Rzeszowskiego Komitetu Oporu Rolników i Niezależnego Ruchu Ludowego „Solidarność”.

 

 

Trzebuska: Tablica pamiątkowa na miejscu obozu NKWD (fot. Piotr Ożóg)

 

Takich obozów na terenie tzw. „Polski Lubelskiej” były setki. Wiele przemawia za tym, że w Turzy oprócz żołnierzy polskiego podziemia, mordowani byli także Ukraińcy, Białorusini, Węgrzy, Litwini a także „niesubordynowani” żołnierze Armii Czerwonej. Przez całe dziesięciolecia istniała hipoteza, że to prawdopodobnie właśnie tutaj NKWD wymordowało dowództwo Okręgu Lwowskiego AK, to jednak się nie potwierdziło. Dowódca Obszaru Południowo – Wschodniego AK, gen. Władysław Filipkowski wraz ze swym sztabem przetrzymywani byli w Trzebusce przez zapewne kilkanaście dni; później jednak zostali wywiezieni do łagrów na terenie ZSRR – podkreśla Piotr Ożóg.

 

Mimo, że liczbę ofiar egzekucji w Turzy ocenia się na co najmniej kilkaset, to do dziś udało się zlokalizować niewielką liczbę grobów. Prawdopodobnie powodem jest nie tylko zawodna ludzka pamięć i wykruszające się grono pośrednich świadków, ale przede wszystkim potajemne ekshumacje zwłok ofiar, do jakich miało dojść na początku lat pięćdziesiątych pod osłoną ćwiczeń Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przypuszczamy też, że nie wszystkich więźniów obozu w Trzebusce mordowano w Turzy. Według relacji żyjącego do dziś, Franciszka Bełza z Nienadówki, część z nich wywożono do tamtejszego lasu w tzw. Cyplu Nienadowskim – wyjaśnia P. Ożóg. 

 

 

Archiwa zamknięte nie tylko na wschodzie

 

Instytucje rosyjskie, białoruskie czy ukraińskie nie są jednak jedynymi, które utrudniają dostęp do niezbędnych w śledztwach archiwalnych dokumentów. Nad ranem 27 czerwca 1940 r. w kompleksie leśnym Lubziny, między Ropczycami a Dębicą, Niemcy dokonali masowej egzekucji setki więźniów, przywiezionych tu z Rzeszowa. Ofiary zbrodni to ludzie związani z rzeszowską konspiracją ZWZ oraz podziemiem narodowym i ludowym, także kobiety i nieletni.  Wśród zamordowanych był prawdopodobnie. mjr. Władysław Bartosik („Broda”), inspektor rzeszowskiego Związku Walki Zbrojnej. W 1958 r. szczątki pomordowanych przeniesiono na Cmentarz Wojskowy w Dębicy. Niestety, z całą pewnością udało się ustalić tożsamość jedynie czterdziestu trzech z nich.  Jesienią 2007 r. lokalne Stowarzyszenie Regionalne Ziemi Ropczycko – Sędziszowskiej, złożyło w Okręgowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu w Rzeszowie, wniosek o podjęcie śledztwa przeciw funkcjonariuszom policji niemieckiej, podejrzanych o dokonanie zbrodni w Lubzinie. Ta, wniosek o ustalenie danych osobowych i miejsca pobytu funkcjonariuszy jednostki biorącej udział w mordzie, jeszcze w listopadzie 2006 r. wystosowała do niemieckiego Centrum Ścigania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu, a nieomal dwa lata temu, do prokuratury przy Sądzie Krajowym w Monachium.  Żadna z tych instytucji nie odpowiedziała do dziś…

 

Robert Kisiel

 

 



Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis