Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

 

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania Zdrowie Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Wiadomości Przedziwne

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

 

Historia - Polska

 

Tadeusz M. Płużański 

 

Ofiary „Łączki”,

czyli Pytanie o Michnika 

 

(Najwyższy Czas)

 

 

Najpierw ich mordowano, a potem przez cały PRL mordowano pamięć o nich..


 

Ale po 1989 roku niewiele się zmieniło. Przez 23 lata wolnej wydawałoby się Polski państwo nie zrobiło nic, aby przeprowadzić ekshumacje na „Łączce” – kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Bo tu komunistyczni oprawcy od połowy 1948 roku grzebali ciała zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie polskich patriotów.

 

Jaki jest tego powód? Tkwi w naszych dzisiejszych okrągłostołowych „elitach”, które bardzo często mają komunistyczny rodowód – również po stronie Solidarności. Bo wtedy, po wojnie, zainstalowała się w Polsce prosowiecka władza, która rządzi Polską do dziś. Komunistyczne „elity”, które z elitami II Rzeczypospolitej nie mają kompletnie nic wspólnego. I te „elity” robią wszystko, aby prawdziwi bohaterowie nie wrócili do świadomości Polaków. Bohaterem ma być nie polski generał – patriota August Emil Fieldorf, ale generał sowiecki – Wojciech Jaruzelski, przez niemal całe swoje życie Polskę i polskość zwalczający. Ale to on jest przedstawiany jako architekt okrągłego stołu i współtwórca dzisiejszej Polski. I Jaruzelski spocznie zapewne na Powązkach Wojskowych, obok Bieruta i innych morderców. I grób będzie miał okazały. Jego potomkowie będą mu zapalali lampki. A potomkowie bohaterów? Oni nie mają takiego „przywileju”, bo grobów ich ojców czy dziadków cały czas nie ma.

 

Z tych samych powodów – aby nie pamiętać o bohaterach, a z drugiej strony nie karać ich morderców – od lat nasze okrągłostołowe „elity” chcą zlikwidować Instytut Pamięci Narodowej. W każdej kadencji budżet placówki jest ograniczany. Teraz spółka Ruch sprzedaje budynek centrali przy ul. Towarowej w Warszawie. To już konkretny, wielki krok w kierunku unicestwienia IPN.

 

W mundurach Wehrmachtu

 

Ale na „Łączce” sytuacja się zmieni. IPN zakończył właśnie pierwszy etap prac. 116 szczątków zamordowanych złożono w trumnach i przetransportowano na Cmentarz Północny. Teraz będzie trwała drobiazgowa analiza porównawcza z DNA rodzin. Wtedy okaże się, który z nich to rotmistrz Witold Pilecki, gen. August Emil Fieldorf „Nil”, Hieronim Dekutowski „Zapora”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” i wielu innych polskich patriotów. Szacuje się, że w pobliżu „Łączki” pogrzebanych zostało około 300 osób. Dlatego ekshumacje będą trwały dalej.

 

Do głębokich dołów byli zrzucani potajemnie, pod osłoną nocy. Nago, czasem w więziennych butach i ze związanymi rękami. Niektórzy w mundurach Wehrmachtu – to prawdopodobnie „Zapora” i jego żołnierze. Na swój proces przed komunistycznym trybunałem śmierci też zostali tak ubrani, co miało ich dodatkowo pohańbić.

 

Ale z „Łączką” „elity” III RP cały czas będą miały kłopot. Bo po odkopaniu wszystkich  szczątków, ich identyfikacji i pochowaniu w grobach prędzej czy później pojawi się pytanie: kim są ich mordercy. A to kierownictwo partii i państwa, bezpieki i Informacji Wojskowej, „oficerowie” śledczy, prokuratorzy, którzy oskarżali, sędziowie, którzy wydawali wyroki. Za każdą ofiarą kryje się cała masa nazwisk, wśród nich: Jakub Berman, Roman Romkowski, Helena Wolińska, Anatol Fejgin, Roman Kryże, Stefan Michnik. Wielu z nich ma groby na Powązkach Wojskowych, tuż obok. Inni żyją do dziś w Polsce, Wielkiej Brytanii, Szwecji...


Metodą katyńską


Aby polscy patrioci nigdy nie zostali odnalezieni, doły śmierci zasypywano grubą warstwą ziemi. Ich ciała przywoził tu więzienny grabarz – Władysław Turczyński. Na małym drewnianym wózku ciągniętym przez konia. Wcześniej ginęli w murach mokotowskiego więzienia. Jedni w piwnicach X Pawilonu. Inni – jak Pilecki – w oddzielnym budynku kotłowni. Protokół wykonania kary śmierci mówi o plutonie egzekucyjnym. Jego dowódcą był w latach 1945-1950 starszy sierżant Piotr Śmietański. Sądząc z podpisów – ledwo piśmienny. W praktyce żadnego plutonu nie było. Zabijał tylko on. Miał jedną, wypróbowaną metodę – zabijał strzałem w tył głowy, metodą sowiecką. W ten sam sposób zostali zamordowani polscy oficerowie w Katyniu. Śmietański zabijał żołnierzy AK, NSZ, WiN, działaczy niepodległościowych – wszystkich, którzy nie podobali się „ludowej” władzy. Za najważniejszych „bandytów” dostawał premie.

 

Śmietański zaczynał w bezpiece (Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie) na początku 1945 roku jako wywiadowca. Funkcja kata kryje się pod terminami: „do dyspozycji szefa” i „oficer do zleceń”. Był też „agentem zaopatrzenia” – chyba po to, aby bardziej urozmaicić sobie monotonną pracę.

 

Ze skąpych relacji wiemy jedynie, że więźniowie Mokotowa nazywali go „Lodziarz” lub „Poniatowski”, ze względu na długie bokobrody. Potem pojawiła się informacja, że wyjechał do Izraela. W związku z brakiem jakichkolwiek danych o mordercy śledztwo przeciwko niemu zostało w 2004 roku umorzone. Ostatecznie okazało się, że Piotr Śmietański... zmarł jeszcze w 1950 roku na gruźlicę.

 

Po Śmietańskim strzałem w tył głowy na Mokotowie zabijał inny starszy sierżant – Aleksander Drej. Podobno był wyjątkowo zachłanny, wykłócał się o każdą nagrodę za egzekucję. W końcu doczekał się – zarządzeniem nr 19 MBP za ofiarną pracę w zwalczaniu wrogiego podziemia otrzymał premię w wysokości 30 tys. złotych.

 

Medalik z Matką Boską

 

W wojewódzkim UBP w Warszawie pojawił się prawie równo ze Śmietańskim – w lutym 1945 roku, też w roli młodszego wywiadowcy (skończył w 1954 r. jako młodszy referent, czyli służbowej kariery nie zrobił). Tak jak Śmietański był „do dyspozycji szefa” i „do zleceń”. Lubił chwalić się, że bohatersko walczył w czasie wojny w szeregach Armii Ludowej, że został dwukrotnie ranny. Jego akta nic o tym jednak nie mówią.

 

Drej zamordował wielu, którzy naprawdę poświęcali życie dla wolnej Polski, m.in. Zygmunta Szendzielarza, dowódcę V Brygady Wileńskiej. Był 8 luty 1951 roku. Z celi major „Łupaszko” został wyprowadzony wczesnym wieczorem. Prokurator odczytał wyrok śmierci „w imieniu Rzeczpospolitej”. Potem oprawcy zmusili Szendzielarza, aby pochylił się do przodu. Chcieli, aby zobaczył leżące na schodach martwe ciała trzech swoich kolegów, zabitych przed chwilą. Kula dosięgła „Łupaszkę” o godz. 20.15. Tak przynajmniej wynika z protokołu egzekucji. Drej jest podpisany jako dowódca plutonu egzekucyjnego. Jednak strzelał w tył głowy tylko on sam. Mimo upływu lat zwyczaje na Rakowieckiej nie zmieniły się.

 

Niecały miesiąc później, 1 marca 1951 roku, w piwnicach domku gospodarczego na Mokotowie Drej wykonał wyrok na siedmiu członkach IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zabijał w dziesięciominutowych odstępach, co oznacza, że egzekucja trwała 70 minut. Gdyby miał pomocników, gdyby naprawdę istniał zapisany w ubeckich papierach pluton egzekucyjny, mogła ona pójść znacznie sprawniej...

 

Komendant, ppłk Łukasz Ciepliński, wiedział, że nie będzie miał pogrzebu, tylko zostanie wrzucony pod osłoną nocy do jakiegoś bezimiennego dołu. Dlatego tuż przed śmiercią połknął medalik z Matką Boską. Dziś to ważna wskazówka dla ekipy pracującej na „Łączce”.

 

Po odejściu z bezpieki Aleksander Drej przez rok pracował w milicji. Został jednak zwolniony wobec braku „przygotowania do służby w MO”, gdyż „przez okres służby w BP st. sierż. Drej wykonywał zlecenia specjalne”. Krwawy kat zmarł kilka lat temu w Warszawie. Do końca pobierał resortową emeryturę dla szczególnie zasłużonych.


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis