Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español  

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania Zdrowie Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Wiadomości Przedziwne

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Gospodarka i Ekonomia Świat

 

Dr Endre László Varga 

Węgry w klinczu

(Nasz Dziennik)

 

Od początku powstania w maju 2010 r. centroprawicowego rządu Viktora Orbána toczy się przeciwko Węgrom brutalna, bezwzględna walka. Z zewnątrz jesteśmy atakowani przez międzynarodowy kapitał oraz byłych, ale wpływowych na Zachodzie liderów nieistniejącej już partii liberalnej (Związek Wolnych Demokratów), którzy mają krewnych w mediach amerykańskich i europejskich; w kraju szkalują nas socjaliści i liberałowie.


Jaka jest przyczyna tych bezpodstawnych ataków? Odpowiedź jest prostsza, niż ktokolwiek by myślał. Rząd Orbána po 8 latach pustoszenia kraju przez socjalistów i liberałów, rozkradania majątku narodowego, wszechobecnej korupcji, twardo obstaje za interesem narodowym, a nie banków i zagranicznych monopoli.

Brutalna ingerencja


Od 1 stycznia 2012 r. na Węgrzech obowiązuje nowa konstytucja, w preambule odwołująca się do korzeni chrześcijańskich narodu węgierskiego. W Polsce i na świecie raczej nie jest znany fakt, że poprzednia konstytucja z 1949 r., uchwalona na wzór sowieckiej, obowiązywała aż 23 lata od upadku komunizmu w 1989 roku. Rekord światowy, a zarazem skandal i wstyd!


Nowa konstytucja określa, że Węgry są republiką. To stwierdzenie występuje po zdaniu precyzującym nazwę państwa, która brzmi: Węgry. Czyli ustrój państwa nie uległ zmianie, jak oszczerczo głoszą "Washington Times", "Wall Street Journal" i "Financial Times", utyskując, że nastąpił koniec republiki, a Orbán wprowadza dyktaturę. Za tą manipulacją i oszczerczą kampanią antywęgierską stoją liberałowie i lewica - Węgierska Partia Socjalistyczna, która jest dziedzicem Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Ogłaszając koniec demokracji na Węgrzech, oskarżają nas (zamiennie) o rasizm, faszyzm, antysemityzm i nacjonalizm.


Były ambasador USA w Budapeszcie w latach 80. XX wieku Mark Palmer zarzucił Węgrom, że nie szanują "podstawowych wartości europejskich", za co należy je wyrzucić z UE. Wezwał też, aby "wszystkimi środkami", w tym konstytucyjnymi, dążyć do zmiany obecnego rządu węgierskiego. Za kogo uważa się pan Palmer? Za gubernatora Węgier czy szefa kolonii, która nosi nazwę "Węgry"? Kto go mianował? Dlaczego wtrąca się w wewnętrzne sprawy niepodległego państwa i demokratycznie wybranego rządu.


Po tym oświadczeniu Palmera, które niewątpliwie godzi w godność narodową Węgrów, ambasada USA w Budapeszcie wydała oświadczenie, że Stany Zjednoczone nie dążą do obalenia Orbána. Piękny gest. Wiadomo, że chcą go obalić. Ponieważ Palmer poszedł za daleko w swojej nienawiści do Węgier, musieli trochę stonować jego wypowiedź. Warto wiedzieć, że Palmer utrzymywał zażyłe kontakty z Wolnymi Demokratami i postkomunistami, a nie z partią, która wygrała pierwsze wolne wybory po 1939 roku, Węgierskim Forum Demokratycznym (dziś również już nieistniejącym).

Bunt banków


Jest prawdą, że premier Orbán występuje przeciwko interesom kapitału międzynarodowego. Broni, zgodnie ze swoim konstytucyjnym obowiązkiem, tragicznie zadłużonej ojczyzny - w tej chwili zadłużenie kraju wynosi 83 proc. PKB, a w 2002 r., gdy Orbán oddawał władzę po przegranych wyborach, siegało 52 procent. O co więc chodzi Unii Europejskiej, Stanom Zjednoczonym i opozycji? Żeby premier złamał przysięgę i stał się rzecznikiem interesu obcego mocarstwa i Unii wbrew własnej ojczyźnie? - Interes obywateli węgierskich jest najważniejszy - podsumował Orbán ataki na swoją politykę. Kilka dni temu w wywiadzie radiowym oświadczył, że nikt, ani za oceanem, ani w Europie, nie może dyktować, jakie ustawy ma przyjąć parlament węgierski. - Po prostu to do nich nie należy - powiedział Orbán. Twardą obroną podmiotowości Węgier premier zdobył zaufanie i szacunek większości narodu.


W kampanii antywęgierskiej wykorzystywane są wszystkie chwyty. Ostatnio za pretekst posłużyła ustawa uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe, zakazująca budowy obiektów handlowych o powierzchni powyżej 300 m kwadratowych. Protestują też banki zagraniczne, które w ostatniej dekadzie wywiozły z Węgier 3200 miliardów forintów zysku. Teraz rząd próbuje ograniczyć ten drenaż kraju, łagodząc warunki spłaty kredytu zaciągniętego przez rodziny węgierskie we frankach swajcarskich. Banki mogą na tej operacji stracić 200 miliardów forintów.


Po dojściu do władzy rząd Orbána w 2010 r. wydał rozporządzenie o obłożeniu 98-procentowym podatkiem nienależnych wysokich odpraw i dodatkowych wynagrodzeń ministrów i wysokich urzędników państwowych socjalistycznego rządu oraz zwrocie do kasy państwowej tych sum. Budżet miał zyskać na tej operacji 10-15 milionów forintów. Jednak Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę za niekonstytucyjną. Zachód i lewica cieszyli się z porażki Orbána.


Prezes Narodowego Banku Węgierskiego András Simor otrzymywał miesięcznie na rękę ponad 2 miliony forintów, czyli zarabiał dwa razy więcej niż prezes Europejskiego Banku Centralnego czy prezes Federalnej Rezerwy USA. Według nowej ustawy żaden z urzędników państwowych nie może zarabiać więcej niż 2 miliony forintów miesięcznie. Prawo nie przewiduje wyjątków, nawet dla prezesa Narodowego Banku Węgierskiego. Węgrzy nie widzą żadnego związku pomiędzy zmniejszeniem jego wynagrodzenia a naruszaniem niezależności banku; pamiętają za to dobrze, że Simor przez lata łączył prezesurę z kierowaniem własną firmą na Malcie. Dziś publicznie krytykuje politykę Orbána i reprezentuje interesy Banku Światowego wobec własnego rządu, a nie odwrotnie.


Premier Orbán przecina też patologiczne praktyki w policji. Funkcjonariusze mogą przechodzić na emeryturę w wieku 30-40 lat, uzyskując świadczenie w wysokości 150-200 tysięcy forintów. Wielu z nich jest winnych brutalnemu traktowaniu demonstrantów w 2006 roku, ponieważ spowodowali ich trwałe kalectwo, za które obecny rząd płaci wiele milionów odszkodowań przyznanych przez sądy. Rząd chce tych zdrowych, silnych policjantów ponownie kierować do pracy. Jeżeli nie wyrażą na to zgody, to zachowując emeryturę, będą płacić 16-procentowy podatek. I to ma być dowód skrajnie prawicowej dyktatury na Węgrzech!

Węgrzy za rządem


Z chwilą gdy postkomuniści i liberałowie utracili na Węgrzech władzę, przestała istnieć - w ich pojęciu - demokracja. Zachodnioeuropejska i amerykańska prasa podziela ten pogląd. Ma wspólny interes z węgierskimi liberałami i postkomunistami, więc nie widać końca walki z rządem Orbána. Z tego powodu pod znakiem zapytania stoją możliwości i warunki uzyskania pożyczki od MFW. Jeżeli nie będą one korzystne dla Węgier, państwo nie przyjmie pomocy. Wtedy finansowe rezerwy państwowe wystarczą na pół roku, o ile nie zostanie przypuszczony przez międzynarodową finansjerę jeszcze bardziej gwałtowny i bezwględny atak gospodarczo-bankowy. Obecnie wiadomo, że Bank Światowy jest gotowy udzielić Węgrom pożyczki pod warunkiem: nowelizacji konstytucji (nie ma potrzeby ani konieczności), gwaracji niemieszania się rządu w niezależność Węgierskiego Banku Narodowego (konstytucja mówi, że rząd gwarantuje niezależność banku) oraz gwarancji wolności prasy (jest ona wolna), nienakładania na banki podatków.


O co w tym wszystkim chodzi? O zmuszenie rządu do zmiany polityki i rezygnację Orbána z fotela premiera. Środkiem w tej walce jest osłabianie forinta, różne machinacje finansowe i naciski. Na przykład w pierwszym tygodniu stycznia 2012 r. benzyna drożała aż trzy razy.


Jak tę trudną sytuację znoszą sami Węgrzy? Większość społeczeństwa żyje w bardzo ciężkich warunkach. Dwa tysiące lekarzy wypowiedziało warunki pracy (podobnie jak ich koledzy na Słowacji), lecz na okres trzech miesięcy zawiesili tę formę protestu. Nie przyjmują nadliczbówek (pracują ok. 50 godzin tygodniowo). Tysiąc lekarzy już opuściło kraj. Nie należy się dziwić. Lekarz po studiach zarabia 100 tys. forintów. Nieco więcej niż zamiatacz ulicy.
Nie każdy może wyemigrować. Wie to rząd, wie każdy przeciętny, kochający ojczyznę obywatel. Ale pracy nie ma. Jednak mimo pogarszających się warunków życia, strachu przed kryzysem finansowym państwa inteligencja, część młodzieży, studentów, warstwa średnia i część emerytów stoją po stronie rządu. Na razie jest to większość społeczeństwa. Ale jak długo wytrzymają? Kiedy wyjdą na ulicę? Prasa i media manipulują ludźmi. Pod presją mediów straszących wizją bankructwa państwa Węgrzy masowo lokują swoje oszczędności w Austrii. Ulegając panice, nie wiedzą, że koszty bankowe są tam znacznie wyższe, więc stracą, a nie zyskają na tej operacji. No, ale panika... Trudno im wytłumaczyć, aby nie działali na własną szkodę.

Globalny szantaż


Stany Zjednoczone, UE, banki prowadzą wojnę nerwów przeciwko Węgrom, jak Hitler i Göbbels we wrześniu 1939 r. przeciwko Polsce. Niemcy w końcu przegrali, bo w ich podłych celach i metodach działań tkwiło źródło porażki. Jak będzie teraz? Trudno powiedzieć.
Za nagonką na Węgrów stoi nietolerancja UE, Stanów Zjednoczonych, światowego systemu bankowego wobec wartości moralnych, tradycji chrześcijańskich i narodowych zawartych w węgierskiej konstytucji. Według znacznej części Węgrów, zupełnie nie chodzi im o demokrację na Węgrzech, bo nie zostały naruszone jej zasady. Globalistyczne kręgi nie znoszą innych wartości niż swoje, tzn. socjalistyczno-liberalne. Dlatego rok temu przeciw konstytucji protestowały Human Rights i Amnesty International, twierdząc, że ustawa zasadnicza nie gwarantuje wolności, bo dyskryminuje homoseksualistów. Konstytucja bowiem mówi o obronie życia poczętego, rodziny i małżeństwa kobiety i mężczyzny.


Takie media jak "The Economist", "Le Figaro", "Die Presse", "Wall Street Journal" regularnie szkalują Węgry. "The Economist" nazwał Orbána bezprzykładnie podłym, bo broni i reprezentuje interesy swego kraju, a nie jest zdrajcą własnego narodu. "The Washington Post" porównał w tym tygodniu premiera do dyktatora, a jego rządy do systemu władzy w Rosji i na Białorusi.


Hillary Clinton, José Manuel Barroso i prezydent Francji Nicolas Sarkozy w swoich listach ostro krytykują Węgry, grożąc, że jeżeli nie zmienią tekstów wielu ustaw i konstytucji, jeżeli nie zaprzestaną opodatkowania zysków zagranicznych banków działających na Węgrzech, nie dostaną pożyczki od Banku Światowego. Wiadomo, że BŚ w zamian za pomoc finansową żąda od Węgrów dalszego przekształcenia systemu emerytalnego, zwolnienia pracowników administracji państwowej, lekarzy, nauczycieli, ograniczenia wypłat w ogóle, a w szczególności rent i emerytur (już były takie restrykcje). Społeczeństwa nie można jednak dalej obciążać. Jeśli rząd utrzyma się i nie ulegnie żądaniom, to nie dostanie pożyczki, i w ciągu pół roku, jak twierdzą koła rządowe, nastąpi całkowity krach. Jeśli zgodzi się na dyktat Banku Światowego, to ostre cięcia mogą doprowadzić do wybuchu społecznego.


Gwałtowna walka polityczna toczy się też wewnątrz kraju. Zaślepiona w niechęci do prawicowego rządu opozycja składa donosy na gabinet Orbána na forum międzynarodowym. 9 stycznia w telewizji ATV jeden z dziennikarzy powiedział, że jeżeli Orbán nie podda się UE albo dobrowolnie nie ustąpi, to Unii wystarczą dwa tygodnie, by usunąć go z funkcji premiera.


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis