Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español  

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania Zdrowie Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Wiadomości Przedziwne

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Gospodarka i Ekonomia Świat

 

Larry Elliott

Schyłek amerykańskiego imperium

 

(The Guardian)

 

Stany Zjednoczone mają dziś poważne problemy: bezrobocie, rosnące zadłużenie, nadmierne zaangażowanie militarne. I chociaż Amerykanie wydają się wierzyć, że to przejściowe kłopoty, mogą one zwiastować upadek potęgi USA.

 

Na początku czerwca Ameryka pobiła rekord: ostatni spadek cen nieruchomości oznacza, że zmalały one o 33 proc. w stosunku do punktu szczytowego. To o dwa punkty procentowe więcej niż w czasach, gdy John Steinbeck pisał „Grona gniewu”.

Bezrobocie nie wróciło wprawdzie do poziomu z okresu wielkiego kryzysu lat 30., ale wynik 9,1 proc. siły roboczej to wystarczająco dużo, by budzić niepokój w Białym Domu. Ostatnim prezydentem, który został ponownie wybrany na to stanowisko przy bezrobociu przekraczającym 7,2 proc. był Franklin Delano Roosevelt.

Stany Zjednoczone mają poważne problemy. Co szósty obywatel musi korzystać z rządowej pomocy żywieniowej. Budżet, który jeszcze niespełna dekadę temu miał nadwyżkę, dziś notuje deficyt, który proporcjonalnie można porównać z tym, co się dzieje w Grecji. Tymczasem politykę Waszyngtonu ogarnął paraliż.

Przyjmuje się, że problemy te są łatwe do rozwiązania, ponieważ Stany Zjednoczone to największa gospodarka świata, jedyny kraj o globalnym zasięgu militarnym, szczęśliwy posiadacz światowej waluty rezerwowej i naród posiadający zdolność odbudowywania się mniej więcej co pokolenie.

To wszystko prawda. Prawdą jest też, że amerykańskie uniwersytety są znakomite i przyciągają najtęższe umysły z całego świata. Ameryka wyznacza nowe granice technologiczne. Możliwe też, że z tego długotrwałego koszmaru wyjdzie mocniejsza niż wcześniej, a silna pozycja finansowa amerykańskich firm uwolni falę nowych inwestycji w nadchodzących latach.

Pozwolę sobie jednak przedstawić alternatywną hipotezę: Stany Zjednoczone roku 2011 to Rzym Anno Domini 200 albo Wielka Brytania w przeddzień wybuchu pierwszej wojny światowej: imperium, które jest u szczytu potęgi, ale gdzieniegdzie widać już pęknięcia.

Losy Rzymu i Wielkiej Brytanii uczą nas, że kiedy rozkład się już zacznie, trudno jest go zahamować. Istnieje kilka sygnałów ostrzegających o bliskich kłopotach: nadmierne zaangażowanie militarne, rosnąca przepaść między bogatymi a biednymi, wydrążona gospodarka, zadłużeni obywatele żyjący ponad stan oraz nieskuteczność strategii, które wcześniej zdawały egzamin. Do tego dochodzi wysoka przestępczość, epidemia otyłości, uzależnienie od pornografii i zbyt duże wykorzystanie energii – wszystko to świadczy o tym, że Ameryka jest w stanie kulturowego rozkładu.

Imperia upadają z różnych powodów, ale pewne czynniki są wspólne. Początkowo występuje niechęć do tego, by przyznać, że jest się czego obawiać. W ustalony porządek światowy wkracza nowy gracz (albo kilku graczy). Dla Hiszpanii takim rywalem była Wielka Brytania, a dla niej Stany Zjednoczone. W przypadku Ameryki zagrożeniem są Chiny.

Pod dwoma względami dzisiejsze Stany różnią się od Zjednoczonego Królestwa sprzed wieku. Po pierwsze są znacznie większe, co oznacza, że zyskują na skali o zasięgu całego kontynentu. Poza tym są obecne w tych gałęziach przemysłu, które będą odgrywały istotną rolę strategiczną w pierwszej połowie XXI wieku. Wielka Brytania 1914 roku była za bardzo uzależniona od górnictwa i przemysłu stoczniowego – gałęzi, które między wojnami przeżywały trudności. Brytyjczycy nie zdołali ponadto w porę dostrzec znaczenia nowych technologii.

Mimo to można zaobserwować pewne podobieństwa, takie jak długoterminowa zmiana nacisku z wytwórstwa w kierunku finansów, przy rosnącej konkurencji ze strony producentów z innych części świata.

Zwróćmy teraz uwagę na uderzający kontrast między obecnym wychodzeniem z kryzysu a wcześniejszymi cyklami. Tradycyjnie poprawie stanu amerykańskiej gospodarki towarzyszy efektowny spadek bezrobocia, ponieważ niższe stopy procentowe zachęcają konsumentów do wydawania pieniędzy, a branżę budowniczą do budowania nowych domów. Tym razem sytuacja jest inna. W latach nadmuchiwania bańki miała miejsce gorączka budowlana, która spowodowała olbrzymi nadmiar podaży jeszcze zanim ceny poleciały w dół, a wzrost bezrobocia doprowadził do lawiny przejęć majątków. Ameryka nie wie, co robić z domami, które wybudowano, a taki stan rzeczy będzie trwał przez wiele lat.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy napływały do nas niedobre informacje, które nadwątlały nadzieję na stopniową poprawę sytuacji. W miejsce optymizmu pojawiła się obawa, że Stany Zjednoczone idą w stronę przerażającej recesji w kształcie litery W.

Na rynku nieruchomości, będącym symptomem głębokiej niemocy amerykańskiej gospodarki, drugie załamanie już nastąpiło. Ulgi podatkowe dla właścicieli domów były jedynie chwilowym oddechem dla upadającego rynku. Miliony Amerykanów mieszkają w domach wartych mniej, niż za nie zapłacili. Nic dziwnego, że teraz liczą każdego centa. Rosnące ceny towarów dodatkowo pogarszają sytuację, napędzając inflację i zmniejszając siłę nabywczą zarabianych pieniędzy.

Mimo podejmowanych prób polityka makroekonomiczna okazała się mniej skuteczna niż zwykle. Jak zwykle, działania rządzących ukierunkowane są na wzrost, ponieważ zarówno bank centralny, jak też sekretarze skarbu i kolejni gospodarze Białego Domu panicznie boją się powrotu do lat 30. ubiegłego wieku. Ówczesną niemoc gospodarczą można w znacznym stopniu przypisywać działaniom deflacyjnym, które pogłębiły recesję wywołaną pęknięciem bańki giełdowej lat 20.

Nikła reakcja gospodarki na dzisiejsze lekarstwa może świadczyć o tym, że Stany Zjednoczone są znacznie słabsze niż w latach 30. XX wieku. Uporanie się z tymi słabościami będzie wymagało wyrwania się gospodarki z uścisku finansów oraz podjęcia działań zmierzających do podniesienia siły nabywczej zwykłych rodzin i ograniczenia ich zależności od długów. Do tego z kolei będzie potrzebna amnestia na rynku nieruchomości. Przede wszystkim jednak Ameryka musi odkryć na nowo te wartości, które uczyniły ją wielką. A to nie będzie łatwe.

 


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis