Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español  

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania USOPAŁ Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Kącik kulturalny

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Gospodarka i Ekonomia Polska

 

Janusz Wojciechowski

 

Rynek zbożowy wolny czy dziki?

 

(Nasz Dziennik)

 

 

Dramatyczne żniwa – ceny zbóż poniżej kosztów produkcji, wielu rolnikom bankructwo zagląda w oczy.

Na słynnych sprzed roku „taśmach Serafina” utrwalony został problem, czy prezes kontrolowanej przez rząd i przez PSL handlującej zbożem państwowej spółki Elewarr powinien zarabiać 50 tysięcy miesięcznie, czy też wystarczyłoby mu miesięcznie 30 tysięcy złotych.

Wcześniej Najwyższa Izba Kontroli nie zostawiła suchej nitki na działalności Elewarru. Oskarżyła spółkę o niegospodarność i łamanie ustawy kominowej poprzez wypłacanie prezesom wysokich honorariów.

Jakiś czas potem politycy PSL triumfalnie i radośnie obwieścili, powołując się na wyrok sądu, że Elewarr jednak nie jest spółką podlegającą ustawie kominowej, wobec czego jej prezesi mogą zarabiać, ile chcą. Nie muszą jeść łyżką, lecz mogą chochlą nagarniać…

Zdaje się, że znowu „nagarniają”

Dziś, w gorące żniwa, mamy na wsi wielki, coraz większy kryzys. Dramatyczna jest sytuacja na rynku rzepaku i zbóż. Ceny spadły poniżej realnych kosztów produkcji, nawet uwzględniając dopłaty rolnicze.

Nie ma obiektywnych przyczyn takiej sytuacji. Zbiory nie są znacząco większe, ceny na rynkach światowych też znacząco nie spadły i wiele wskazuje na brutalną, zaplanowaną i z rozmysłem prowadzoną zmowę cenową firm skupujących zboże.

Rząd dysponuje narzędziami przeciwdziałania tej sytuacji, takimi jak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ma też kontrolę nad wspomnianą państwową spółką Elewarr.

Minister rolnictwa Stanisław Kalemba oświadczył na konferencji prasowej, że Elewarr zakupił od rolników 50 tysięcy ton zboża z tegorocznych zbiorów, a jak dobrze pójdzie, to łącznie zakupi 150 tysięcy ton. Oznacza to, że Elewarr zakupił od rolników zaledwie 2 promile całości zbiorów, wynoszących ok. 25 milionów ton, a jak się spręży, to zakupi w sumie 6 promili.

Elewarr dysponuje magazynami na 643 tysiące ton zboża. Żniwa są już na półmetku albo dalej. Ceny zbóż drastycznie spadły, pszenica w ubiegłym roku kosztowała tysiąc złotych za tonę, a dziś zaledwie 600. Żyto staniało z 700 złotych do 350. Minister Kalemba mówi o nadpodaży, ale to nieprawda, zbiory są niemal identyczne jak w ubiegłym roku, a mogą być nawet o pół miliona ton niższe. Jest niewielki spadek cen na rynkach światowych, ale nie uzasadnia on tak wielkiego spadku polskich cen. Gdyby pszenica staniała z tysiąca do 800 złotych, można by to tłumaczyć wpływem rynków światowych; spadku ceny do 600 złotych wytłumaczyć tym nie sposób.

A już tym bardziej żyta, które staniało o połowę, choć w Polsce jest go w tym roku mniej niż w ubiegłym, a na rynkach światowych handel żytem nie jest znaczący. Rolnicy płaczą, bo muszą sprzedawać zboże poniżej kosztów produkcji. Kupowali nasiona, nawozy, środki ochrony, paliwo, niejeden musiał wziąć na to kredyt, teraz bank, a nierzadko i komornik siedzi im na plecach, a tu dochodów brak, nawet nie zwracają się koszty.

Dlaczego Elewarr kupuje tak mało?

Powstaje pytanie: dlaczego w tej dramatycznej dla rolników sytuacji kontrolowany przez rząd i PSL Elewarr nie zapełnia swoich magazynów skupowanym od rolników zbożem? Dlaczego kupił zaledwie 50 tysięcy ton, choć w magazynach może zmieścić dwanaście razy więcej?

Przecież gdyby od początku żniw spółka zaczęła skupować od rolników zboże po uczciwych cenach, gdyby skupiła i zdjęła z rynku te 640 tysięcy ton, mogłoby to uratować rynek, zapewnić jego stabilizację, a dla rolników uczciwe ceny. Pewnie niższe od ubiegłorocznych, ale uczciwe, rekompensujące chociaż koszty.

Dlaczego kontrolowana przez rząd i przez PSL państwowa spółka tego nie robi?

Minister Kalemba mówi, że Elewarr ma przyjmować od rolników zboże na przechowanie, przyjmie około 300-350 tysięcy ton, w cenie 6-8 złotych miesięcznie za tonę.

Ładnie brzmi – od rolników na przechowanie… Obawiam się, że nie od rolników, tylko od „kolegów Skarbu Państwa”. Kolegów, którzy zwietrzyli kolejny zbożowy interes. Jak mówił powieściowy bohater Nikodem Dyzma, kryzys nie będzie trwał wiecznie. Przyjdzie koniunktura, przechowa się zboże, a potem się je sprzeda.

Zwyczajny handel, niby nic złego. Tylko że tu chodzi o nieuczciwe zyski, kosztem strat i krzywdy rolników.

Gdy rolnicy, spaleni w słońcu, koszą zboże, „koledzy Skarbu Państwa” już kombinują, jak na tym zbożu, nie trudząc się, skosić kasę. Trzeba mieć do tego magazyny, a te ma Elewarr. I dlatego to się tak ładnie nazywa – przyjmowanie zboża od rolników na przechowanie…

Niech skontroluje NIK

To, co dzieje się w kontrolowanym politycznie przez PSL Elewarze, ma kluczowe znaczenie dla rolniczego dramatu, który zaczął się w obecne żniwa. PiS zwraca się w związku z tym o kolejną kontrolę NIK w Elewarze – niech przynajmniej ta kontrola pokaże, komu konkretnie rolnicy zawdzięczają obecny kryzys i kto tuczy się dziś na ich krzywdzie. Więcej jako opozycja dziś zrobić nie możemy, poza krytykowaniem rządu i popędzaniem go do roboty.

Pan premier Tusk ostatnio śmiał się i dowcipkował do kamer, że on dużo może, ale nie ustala cen rzepaku. Owszem, cen nie ustala, ale jego rząd i on sam jako premier odpowiada przecież za to, czy rynek jest uczciwy i cywilizowany, czy złodziejski i dziki. Minister Kalemba opowiada, że rząd monitoruje, analizuje, obserwuje rozwój wydarzeń.

Obserwujemy, monitorujemy… tak mógłby mówić prezes jakiegoś instytutu, a nie minister odpowiedzialny za rolnictwo jednego z największych państw w Europie!

Nie tak to jest w Europie

Owszem, są też wahania cen, zboże raz jest droższe, raz tańsze, inne produkty też, są kryzysy, rolnicy niemieccy, francuscy czy belgijscy też się denerwują, traktorami przyjeżdżają protestować do Brukseli, nawet Parlament Europejski niedawno mlekiem oblewali. Tam jednak nie dzieje się tak, żeby ktoś grał i manipulował cenami do tego stopnia, żeby nagle, bez żadnej istotnej przyczyny ceny spadały, jak w przypadku polskiego żyta, o połowę. I dziś takich spadków tam nie ma, jeśli są, to nie przekraczają 20 procent.

Owszem, w zachodniej Europie rolnicy są od stu lat albo i dłużej zorganizowani, tam sprawnie działają spółdzielnie, grupy producenckie, izby i organizacje rolnicze. Mają w nich udziały, a tym samym sprawują kontrolę nad firmami skupującymi i przetwarzającymi produkty rolne. U nas z różnych przyczyn, w większości niezależnych od rolników, taka organizacja nie funkcjonuje.

Główny jednak problem tkwi w tym, że niemieccy, francuscy czy brytyjscy rolnicy zawsze mogą liczyć na swoje państwo, że stanie w ich obronie. Nie słyszałem nigdzie w Europie, żeby były takie jak w Polsce afery, że ktoś kupuje od rolników zboże, rzepak, ziemniaki czy też świniaki, a potem za to nie płaci. W Polsce tysiące rolników zostało w ten sposób brutalnie oszukanych i pozostawionych samym sobie. Trzeba było wielkiego zachodu, żeby prokuratura coś wreszcie zaczęła robić wobec prowadzonej przez działaczy PSL spółki z województwa kujawsko-pomorskiego, która setkom rolników nie zapłaciła za zboże kwot idących w dziesiątki milionów złotych. O tym, żeby pomogła rolnikom w uzyskaniu odszkodowań, nawet nie ma co marzyć.

A niechby ktoś próbował we Francji oszukiwać francuskich rolników, niechby próbował im nie płacić, niechby ktoś próbował zmowy cenowej na rynku! Miałby natychmiast na głowie całe państwo francuskie, z jego urzędami podatkowymi, z jego policją, prokuraturą i sądami. Niech więc pan premier Tusk i pan minister Kalemba nie wzruszają ramionami na dramat polskich rolników. To jest ich odpowiedzialność, żeby rynek zbóż był wolny, ale nie dziki. Bo dziś jest niestety dziki, gdzie chciwość spekulantów wygrywa z uczciwością rolników.

 

 

 

 


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis