Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español  

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania Zdrowie Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Wiadomości Przedziwne

 

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Gospodarka i Ekonomia Polska

 

Mariusz Bober

 

Rośnie bieda w państwie Tuska

 

(Nasz Dziennik)

 

Coraz mniej Polaków stać na wakacyjne wyjazdy. W ubiegłym roku wzrosła liczba osób zagrożonych i dotkniętych ubóstwem.


Wakacje to czas odpoczynku, ale niestety nie dla wszystkich Polaków. Dla wielu, nie wyłączając starszych dzieci, jest to czas wzmożonej pracy, aby zarobić na wyprawkę szkolną, ubranie, obuwie czy opał na zimę. Według GUS, bieda w Polsce doskwiera szczególnie rodzinom wielodzietnym. Pani Maria z Wielkopolski na podręczniki dla sześciorga dzieci będzie musiała zaciągnąć kredyt.

 

To kolejny przykład ubożenia polskiego społeczeństwa, ubożenia, które w Polsce pod rządami Donalda Tuska coraz bardziej się nasila.

Z ostatnich danych ośrodków badania opinii społecznej wynika, że w tym roku na urlopowe wyjazdy wybiera się jedynie 25 proc. respondentów. W minionym roku z wypoczynku poza miejscem swojego zamieszkania skorzystało 31 proc. ankietowanych. Aż połowa z tych, którzy zadeklarowali, że nigdzie nie wyjechali na wypoczynek, przyznała, że powodem był brak pieniędzy.

 

Czytając ostatni raport Głównego Urzędu Statystycznego, trudno nie wyciągnąć wniosków, że wielu Polakom pieniędzy brakuje nie tylko na wakacje, ale wręcz na artykuły pierwszej potrzeby. Z danych GUS wynika, że w ostatnich latach wzrosła liczba osób zagrożonych ubóstwem lub żyjących wręcz poniżej granicy ubóstwa.

Na "zielonej wyspie" kwitnie bieda

 

"Po okresie spadku w latach 2006-2008, a następnie paroletniej stabilizacji, w 2011 r. odnotowano wzrost poziomu zagrożenia ubóstwem skrajnym w Polsce" - stwierdza GUS w przedstawionym w czerwcu raporcie pt. "Ubóstwo w Polsce w 2011 r.".

 

Z dokumentu wynika, że poniżej tzw. ustawowej granicy ubóstwa (351 zł na osobę w rodzinie i 477 zł na osobę samotną) w ubiegłym roku żyło 6,5 proc. osób w gospodarstwach domowych. GUS przyznaje jednak, że granica ustawowa ubóstwa nie oddaje rzeczywistej skali problemu biedy w Polsce. Dlaczego? "Inną sytuację odnotowalibyśmy, przyjmując jako granicę ubóstwa ustawowego poziom progów interwencji urealniony wskaźnikiem wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych od czasu ich wprowadzenia, czyli od IV kwartału 2006 roku; tak obliczona stopa ubóstwa ustawowego w 2011 r. wyniosłaby nie 6,5 proc., a 11,4 proc." - piszą wprost autorzy raportu.

 

Tak więc utrzymując niskie "progi ubóstwa" przy rosnących cenach towarów i usług i zamrożonych płacach, rząd o połowę "zredukował" biedę w Polsce. Ale tylko na papierze. W rzeczywistości coraz bardziej drąży ona polskie społeczeństwo. Wymownym tego przykładem w statystykach GUS są np. dane o gospodarstwach domowych, których wydatki były poniżej relatywnej granicy ubóstwa, a więc poniżej połowy średnich wydatków wszystkich gospodarstw w naszym kraju. W minionym roku aż 47 proc. rodzin z czworgiem lub większą liczbą dzieci miało wydatki na takim poziomie. To pokazuje, że biedą dotknięte są przede wszystkim rodziny wielodzietne.

Profil biedy?

Przyznają to również autorzy raportu GUS. "Grupę najbardziej zagrożoną ubóstwem stanowią rodziny wielodzietne. Już przy trojgu dzieciach odsetek ubogich przekracza przeciętną. Wśród małżeństw z co najmniej czworgiem dzieci na utrzymaniu - ok. 29,5 proc. osób żyło w 2011 r. w sferze ubóstwa ustawowego i ok. 24 proc. w sferze ubóstwa skrajnego. Dla porównania - osoby z rodzin niepełnych były we względnie lepszej sytuacji niż osoby z rodzin wielodzietnych" - zaznaczono w raporcie.

 

Dokument wymienia też pozostałe cechy opisujące problem ubóstwa w naszym kraju. Główna to zdaniem jego autorów - podobnie jak w latach poprzednich - wiejskie pochodzenie ludzi o najniższych dochodach. "Mieszkańcy wsi stanowili ponad 60 proc. osób żyjących poniżej granicy ubóstwa skrajnego i ustawowego" - stwierdzono w raporcie.

 

Zauważono jednocześnie, że problemem biedy częściej dotknięci są mieszkańcy małych miasteczek, o wielkości do 20 tys. mieszkańców. Wśród pozostałych cech skazujących wręcz na ubóstwo, zdaniem autorów, należy wymienić: niskie wykształcenie, bezrobocie lub konieczność utrzymania osoby niepełnosprawnej albo po prostu chorobę któregoś z członków rodziny.

 

Jest to właśnie dodatkowy problem męża pani Marii z woj. wielkopolskiego. Ale jego przykład pokazuje, że choroba, choć utrudnia aktywność, to jednak nie musi jej uniemożliwiać. Mężczyzna, mimo że przeszedł trepanację czaszki i często musi korzystać z pomocy lekarza, nie poddaje się. Prowadzi drobną działalność gospodarczą, by zarobić na utrzymanie rodziny. Pomagają w tym zarobki żony, nauczycielki kontraktowej.

 

- Zaraz po ukończeniu studiów na kierunku wychowania fizycznego oraz zdanym egzaminie państwowym z języka angielskiego rozpoczęłam pracę w szkole. Mimo to do dziś mam status jedynie nauczyciela kontraktowego, ponieważ często przechodziłam na urlop macierzyński i wychowawczy. Cieszę się jednak, że utrzymałam pracę - zaznacza pani Maria. Dodaje, że mimo to ich dochody rozłożone na dziewięć osób ledwie przekraczają poziom ubóstwa ustawowego, czyli 351 zł na osobę.

 

Nieco większe są dochody pana Tadeusza i pani Grażyny z województwa warmińsko-mazurskiego. To jedno z województw, w których - jak wynika z raportu GUS - mieszka najwięcej osób o wydatkach poniżej granicy ubóstwa. Pozostałe to - jak w poprzednich latach - podlaskie, lubelskie i świętokrzyskie. Pan Tadeusz również "pasuje" do modelu GUS z innego powodu. On także ma problemy ze zdrowiem z powodu wypadku, który miał jeszcze przed ślubem. Dlatego nie może wykonywać wyuczonego zawodu.

Pracowite wakacje

 

Ale to tylko statystyka. Ludzie dotknięci lub zagrożeni ubóstwem żyją we wszystkich województwach. Dla większości z nich czas wakacji... będzie zapewne szczególnie pracowity.

 

- Ostatni raz na wakacje całą rodziną wyjechaliśmy w 2008 r., a to tylko dzięki pomocy diecezjalnej Caritas, miejscowego księdza proboszcza oraz naszej wspólnoty - mówi pani Maria z województwa wielkopolskiego. Wraz z mężem wychowuje siedmioro dzieci. Cieszy się, że w tym roku przynajmniej dwaj jej synowie pojadą na krótki wypoczynek dzięki pomocy miejscowego kapłana. - Jeden syn pojedzie z ministrantami jako opiekun, a drugi - jako uczestnik wypoczynku nad wodą - wyjaśnia.

 

Dla najstarszej, studiującej w Finlandii córki pani Marii za wypoczynek posłużyły płatne zagraniczne praktyki. Także pozostałe dzieci czas wakacji spędzą pracowicie.

 

- Nasze starsze dzieci szukają jakiejś dorywczej pracy - pomoc w ogrodzie itp., aby mieć pieniądze na ubranie, obuwie czy po prostu na lody - relacjonuje matka. Ponadto dzieci pomagają w pracach w ogródku działkowym, gdzie rodzina uprawia owoce i warzywa, z których wykonuje przetwory na zimę.


Wakacje takim rodzinom kojarzą się raczej z pracą, tym bardziej że zaraz po nich zaczyna się rok szkolny, a to oznacza konieczność zakupu wyprawek dla dzieci: książek, zeszytów, kredek itd.

Wyprawka na kredyt

 

- Darmowa edukacja nie jest darmowa, bo wyprawka dziecka do szkoły z pakietem podstawowym to koszt ok. 500 złotych. Przedszkola, żłobki też nie są darmowe, opieka zdrowotna również jest dzisiaj tematem kontrowersyjnym - wyliczają z kolei państwo Tadeusz i Grażyna z woj. warmińsko-mazurskiego. Wychowują troje dzieci w wieku 1, 3 i 5 lat.

 

Znacznie większy ból głowy z powodu szkolnych wyprawek ma jednak pani Maria z mężem. Choć najstarsza, 20-letnia córka sama sobie radzi z zakupem podręczników, to pozostałych sześcioro dzieci będą musieli już zapewne wyposażyć rodzice... Pani Maria ma poważne obawy, jak podołają temu wyzwaniu.

 

- Będziemy musieli zaciągać kredyt, by kupić dzieciom podręczniki do szkoły - mówi smutno. Zaznacza, że na jej pytania w urzędzie gminy o możliwość dofinansowania zakupu podręczników odpowiedziano, by rodzice kupili je sami i wzięli na nie faktury. Ale decyzje o ich ewentualnej refundacji przez gminę zapadną dopiero we wrześniu. Podręczniki potrzebne są jednak już od pierwszego dzwonka, więc na wakacje dojdzie pani Marii kolejne zmartwienie. Zresztą, niestety, nie po raz pierwszy.

 

Polityka edukacyjna dotychczasowych rządców resortu edukacji wywołuje cierpkie komentarze rodziców, których kosztem politycy testują swoje oryginalne pomysły oświatowe. - Polskim reformom oświatowym nadaje się złe kierunki, ponieważ co roku zmieniane są podręczniki, więc nie możemy wykorzystywać powtórnie książek, z których uczyły się starsze dzieci. To jest tylko nakręcanie dochodów wydawnictwom - wskazuje oburzona pani Maria.

Bo to nie ich wyborcy?

 

Wykorzystywanie albo co najmniej lekceważenie ludzi biednych jest niestety szerszym zjawiskiem w naszym kraju i charakteryzuje wiele osób, zwłaszcza na szczytach władzy.

 

- Ubóstwo obecnego rządu kompletnie nie interesuje, o czym przekonuję się każdego dnia w Sejmie RP. Takiego poziomu cynizmu, ignorancji, arogancji i nieodpowiedzialności rządzących nigdy dotąd nie widziałam - mówi oburzona prof. Józefa Hrynkiewicz, kierownik Zakładu Profilaktycznych Funkcji Polityki Społecznej w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie poseł PiS. Profesor Hrynkiewicz właśnie taką postawą tłumaczy zjawisko wzrostu poziomu ubóstwa w okresie rządów PO, choć jego przyczyny są od lat podobne, tyle że nie zawsze ujmowane w statystykach.

 

Nie oddają one m.in. sytuacji wielu Polaków, którzy w ostatnich latach wyemigrowali za granicę, choć nie wszyscy w momencie wyjazdu mieli wyższe wykształcenie czy też odpowiednie kwalifikacje. A jednak wielu z nich zdobyło awans zawodowy na obczyźnie, a zapewnione im warunki, również w ramach wsparcia rodziny, sprawiają, że nie chcą dziś wracać na "zieloną wyspę" Donalda Tuska.

 

Jego rząd, poza kilkoma propagandowymi pomysłami, jak choćby zwiększenie limitu odliczeń na trzecie dziecko i kolejne, niewiele zrobił, by nie tylko zachęcić emigrantów do powrotu, ale przynajmniej nie dopuścić do dalszego ubożenia społeczeństwa.

- Właśnie publikujemy na naszym portalu artykuł Tomasza Cukiernika, ekonomisty, który wylicza, że aby w pełni skorzystać z zaproponowanych przez rząd nowych ulg, w przypadku rodziny z czworgiem dzieci każde z małżonków musiałoby zarabiać po ponad 3 tys. zł lub jedno z nich - ponad 5 tys. zł netto, zaś w przypadku rodziny z sześciorgiem dzieci, czyli takiej jak moja, małżonkowie musieliby zarabiać po blisko 4,5 tys. zł lub jedno z małżonków ok. 8 tys. zł netto. Kto ma takie zarobki? - pyta retorycznie pani Elżbieta Lachman, założycielka portalu Katolickarodzina.pl.

 

Eksperci, ale także same rodziny, wskazują, że aby zmniejszać poziom biedy w Polsce, trzeba podejmować działania wręcz odwrotne do pomysłów obecnego rządu - stymulować powstawanie nowych firm, ale też nie likwidować tych działających dotychczas, obniżyć 23-procentowy podatek VAT na artykuły dziecięce, odmrozić próg minimum uprawniający do pomocy socjalnej itd. Możliwości jest wiele, a dostarczają je choćby pomysły realnie dbających o rodziny władz wielu europejskich krajów. W dzisiejszej Polsce brakuje jak zwykle "woli politycznej". Bo wyborcom PO żyje się lepiej?



Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis