Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español  

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch Obrony Życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Z życia Polonia Semper Fidelis

Solidarność

Sprawy polskie na Litwie Warto przeczytać Galerie Tragedia smoleńska
Porady Emigracyjne Polskie Drogi

Ogłoszenia

Drobne

Listy do Redakcji O nas Kontakt z nami
Wieści ze Lwowa Kluby Gazety Polskiej Książki warte przeczytania Zdrowie Dział sportowy
Polonii Semper Fidelis
Wiadomości Przedziwne

NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 

Zaprzyjaźnione strony:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 

 

 

 

Liczba odwiedzin:

 

 

Gospodarka i Ekonomia Polska

 

Tomasz Cukiernik

 

 

Czy Kraków zbankrutuje?

 

(Najwyższy Czas)

 

W wyniku nadmiernych wydatków w stosunku do możliwości finansowych władzom samorządowym Krakowa nie po raz pierwszy zabrakło pieniędzy na realizację swoich zadań i zobowiązań. Miasto traci płynność finansową w sytuacji, gdy ma do spłacenia 2,05 mld zł długu.


Sytuacja finansowa Krakowa od lat nie jest dobra. Co roku uchwalany jest budżet z deficytem (w tym roku około 42 mln zł), a zadłużenie miasta przekraczające poziom 50 proc. dochodów utrzymuje się od 2002 roku. Aktualny dług Krakowa wynosi około 2,05 mld zł, czyli 58,7 proc. rocznych dochodów, ocierając się o 60-procentowy limit. Zadłużenie to krakowscy podatnicy będą spłacać do roku 2032. Tylko w tym roku, aby spłacić kredyty i pożyczki Krakowa w wysokości ponad 454 mln zł, miasto zaciągnie 420 mln zł nowych kredytów. Dodatkowo na obsługę długu zostanie wydane z budżetu 135,6 mln złotych. Łącznie daje to prawie 15 proc. całkowitych wydatków. Należy podkreślić, że w 2002 roku, kiedy prezydent Jacek Majchrowski obejmował fotel prezydenta miasta, zadłużenie Krakowa wynosiło 843 mln zł, co oznacza, że w ciągu ostatnich 10 lat pod jego rządami zwiększyło się o ponad 143 procent. Zdaniem radnego Andrzeja Hawranka, przewodniczącego Komisji Budżetowej Rady Miasta, pod koniec tego roku w kasie Krakowa może zabraknąć 170 mln złotych.

 

Nie są to pierwsze problemy krakowskiego samorządu z płynnością finansową. Na początku sierpnia br. (podobnie jak w grudniu zeszłego roku) w kasie miasta zabrakło pieniędzy: 1,7 mln zł na wynagrodzenia dla pracowników ośrodków kultury oraz 12 mln zł na dotacje dla niepublicznych przedszkoli i szkół (osobnym tematem jest to, że podatnicy w ogóle nie powinni dopłacać do funkcjonowania prywatnych szkół i przedszkoli, ale jeśli władze się na to zdecydowały, to trzeba dotrzymywać wziętych na siebie zobowiązań). W lipcu br. zabrakło pieniędzy na uregulowanie składek ZUS za nauczycieli i miasto musiało płacić karne odsetki. W 2012 roku władze miejskie muszą wydać 1,7 mln zł na karne odsetki za nieterminowe płacenie w 2011 roku firmom, które pracowały na zlecenie miasta, między innymi w związku z opóźnieniami w spłatach należności za budowę stadionu „Wisły” i remonty dróg. Na początku kwietnia br. na kwotę niemal 200 mln zł opiewały rachunki czekające na zapłacenie. Z kolei pod koniec 2011 roku, oprócz tego, że zabrakło pieniędzy na becikowe, miasto nie regulowało płatności wobec różnych firm, z którymi wynegocjowało przedłużone terminy płatności, a także wobec spółki komunalnej zajmującej się transportem miejskim.

 

Skąd ten dług?

 

Skąd się wzięła tak trudna sytuacja finansowa Krakowa? Oczywiście przyczyn jest wiele. Zdaniem podwawelskich radnych, to wina ogólnego kryzysu w Polsce, nałożenia przez władze centralne na samorząd zadań, które nie są w zakresie jego obowiązków, niewypracowanie przez miasto mechanizmów i planów przygotowujących na trudniejsze czasy, wprowadzanie do budżetu zadań z „niedoszacowaną wartością realizacji” lub jej wzrostu w wyniku akceptowalnych przez miasto dopłat. Prezydent Majchrowski stwierdził, że rocznie musi dokładać 400 mln zł do oświaty, którą powinien finansować rząd centralny, a tylko w 2011 roku na realizację zadań rządowych z Warszawy przysłano o 14 mln zł za mało. Modernizacja stadionu „Wisły” kosztowała znacznie więcej, niż pierwotnie planowano – 540 mln zł (choć w Krakowie nie organizowano Euro 2012), a modernizacja stadionu „Cracovii” – 138 mln zł (czy rzeczywiście Krakowowi potrzebne są aż dwa stadiony?). Prezydent Majchrowski tłumaczy się też tym, że zła kondycja finansowa Krakowa to wina radnych, którzy przez kilka lat nie zgadzali się na proponowane przez niego podwyżki podatków. Prawdopodobnie w tym roku podwyżki na przyszły rok zostaną już uchwalone: wzrośnie podatek od nieruchomości, od środków transportu, opłata targowa czy opłaty za wywóz śmieci. Teraz podatki lokalne w Krakowie wynoszą 92 proc. ministerialnej stawki maksymalnej, ale w przyszłym roku ta kwota ma się zwiększyć do 96 proc., by w 2014 roku osiągnąć maksymalną dozwoloną wysokość. Jednak nie do końca Majchrowski ma rację, gdyż całkiem niedawno miały miejsce spore podwyżki opłat za usługi miejskie. W połowie 2011 roku krakowski samorząd zdecydował o wzroście cen biletów komunikacji miejskiej, opłat za parkowanie, maksymalnych stawek za odbiór śmieci i ścieków czy opłat za przedszkola. Cena jednorazowego biletu komunikacji miejskiej w Krakowie wzrosła z 2,5 do 2,8 złotego. Cenę drugiej godziny parkowania podniesiono z 3,1 do 3,5 zł, a trzeciej – z 3,2 do 4,1 złotego. Maksymalna stawka za wywóz śmieci oraz za odprowadzanie ścieków wzrosła od kilku do kilkudziesięciu złotych. Kilkadziesiąt złotych więcej płacą też rodzice, którzy zostawią dzieci w przedszkolu samorządowym.

 

Zadłużenie Krakowa w latach 2000-2012 w mln zł. Opracowanie własne autora na podstawie danych Biura Prasowego Krakowa.

 

W rzeczywistości cały problem sprowadza się nie do tego, że władze Krakowa mają za mało pieniędzy, bo 3,5- miliardowy budżet to mnóstwo grosza, ale do tego, że władze samorządowe nie zawsze wydają pieniądze zgodnie z racjonalnymi przesłankami. I wydają po prostu za dużo, a co gorsza, więcej niż mają. W 2011 roku na inwestycje wydano ponad 618 mln zł, a w 2012 zaplanowano inwestycje na poziomie ponad 522 mln złotych. Na realizację i zarządzanie Halą Widowiskowo-Sportową w Czyżynach w latach 2011-2015 zostanie przeznaczone 112 mln zł, a na nowe centrum kongresowe tylko w tym roku zostanie wydane ponad 13,6 mln złotych. Administracja publiczna w tym roku kosztuje Kraków ponad 208 mln złotych. Niepotrzebna straż miejska (zajmująca się głównie karaniem kierowców za złe parkowanie) to wydatek ponad 28,7 mln zł, z czego ponad 82 proc. (prawie 23,7 mln zł) idzie na wynagrodzenia dla strażników. Na pomoc społeczną Kraków w tym roku wyda ponad 348,4 mln zł; na kulturę – ponad 184,5 mln zł, w tym na Muzeum Sztuki Współczesnej prawie 6 mln zł; na kulturę fizyczną – prawie 166,5 mln zł, w tym na inwestycje i zakupy inwestycyjne dotyczące obiektów sportowych ponad 145,5 mln złotych. Ponadto spore pieniądze władze samorządowe Krakowa zarezerwowały w tym roku na tak „potrzebne” wydatki jak promocja jednostek samorządu terytorialnego – ponad 5,7 mln zł, przygotowanie budowy Centrum Obsługi Inwestora – 622 tys. zł (władze nie powinny wtrącać się do biznesu), działalność informacyjna i kulturalna prowadzona za granicą – 320 tys. zł czy zadania w zakresie upowszechniania turystyki – 69 tys. złotych.

 

Wydatki budżetowe Krakowa oraz wydatki skumulowane z rozchodami (spłata kredytów) w mln zł w latach 2004-2012. Opracowanie własne autorana podstawie uchwał budżetu miasta Krakowa.

 

Ale krakowscy samorządowcy jeszcze weselej bawią się pieniędzmi podatnika. Jak w 2011 roku informowała „Gazeta Krakowska”, krakowscy urzędnicy chcieli aż 46 mln zł wydać na nowoczesne „gadżety” w komunikacji miejskiej, takie jak elektroniczne tablice na przystankach, kamery strzegące buspasów czy komputery pokładowe w tramwajach. Co prawda część pieniędzy pochodziła z Unii Europejskiej, ale w tym samym czasie brakowało 30 mln zł na komunikację. Z kolei jeszcze ciekawszy wydatek opisała „Gazeta Wyborcza”. Mianowicie w styczniu br. Kraków opracował „Miejską strategię przeciwdziałania rasizmowi”, w ramach której Stowarzyszenie Promocji Wielokulturowości Interkulturalni PL zorganizowało warsztaty dla urzędników, policji, straży miejskiej, sądów, prokuratury, kuratorium i przedstawicieli klubów piłkarskich. Nie podano, ile na tej zabawie stracą krakowscy podatnicy.

 

Władze Krakowa zaznaczają, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca dług Krakowa wynosi „tylko” 2,7 tys. zł, podczas gdy w Poznaniu jest to prawie 3,7 tys. zł, we Wrocławiu – ponad 3,6 tys. zł, a w Warszawie – ponad 3,3 tys. zł (do tego oczywiście dochodzi dług ogólnopolski w wysokości ponad 20 tys. zł na osobę). Rzeczywiście nie lepiej jest w innych miastach, szczególnie gospodarzach Euro 2012. Jak podała „Rzeczpospolita”, w 2011 roku zadłużenie Poznania sięgnęło 72 proc. rocznych dochodów, Gdańska – wyniosło ponad 64 proc., a Wrocławia – prawie 63 procent. W zeszłym roku aż 135 polskich gmin przekroczyło ustawowy próg 60-procentowego zadłużenia w stosunku do dochodów, a rekordzistą jest gmina Przemków (woj. dolnośląskie) z prawie 130-procentowym zadłużeniem w stosunku do rocznych dochodów. Jak podało Ministerstwo Finansów, na koniec marca br. sektor samorządowy był zadłużony łącznie na kwotę 63,4 mld złotych. Tymczasem samorządowcy podkreślają, że zadłużają się, by wykorzystać unijne dotacje, i nie widzą umiaru w tym szaleństwie.

 

Ryszard Grobelny, prezydent Poznania, którego dług na koniec 2012 roku przekroczy 1,95 mld zł, przyznał, że budżet jego miasta stracił na Euro 2012 ponad 20 mln złotych. Mimo to samorządowcy z Poznania (a także Warszawy) kilkanaście milionów złotych wydają na takie programy jak przekazanie najbiedniejszym mieszkańcom (korzystającym z pomocy społecznej, samotnym rodzicom i osobom niepełnosprawnym) komputerów z dostępem do internetu opłaconym aż do 2018 roku. Z kolei w zadłużonym na ponad 2,2 mld zł Wrocławiu za 20 mln zł remontuje się ulicę po to tylko, by w najbliższym czasie ją zniszczyćw związku z inną inwestycją drogową! W Urzędzie Miejskim w Gdańsku, który między innymi dla swoich biurokratów zakupił służbowe rowery za 60 tys. zł, za pieniądze podatników powstał referat... estetyzacji miasta. Natomiast władze Warszawy, której zadłużenie na koniec zeszłego roku wynosiło około 5,9 mld zł, hojnie nagradzają swoich biurokratów, dotują lewackie przedstawienia „Krytyki Politycznej” czy współfinansują Muzeum Historii Żydów Polskich.

 

Zadłużenie największym polskich miast na koniec 2012 roku w mld zł. Opracowanie własne autora.

 

Nie ma się co dziwić, że przy tego typu „inwestycjach” i marnotrawnych wydatkach samorządowcy domagają się coraz wyższych i nowych podatków. Z wprowadzonego we Wrocławiu w 2012 roku podatku od deszczu i śniegu, który trzeba będzie płacić nawet za te miesiące, w których nie będzie żadnych opadów, dochody mają wynieść 11,8 mln zł rocznie. Z kolei Gdańsk wprowadził opłaty od... przydrożnych krzyży. Zamiast wstrzemięźliwości finansowej i redukcji armii urzędników, samorządowcy wolą dalsze rozpasanie na koszt podatnika. Jak poinformował „Dziennik Gazeta Prawna”, w związku z dramatycznym stanem swoich budżetów samorządy proponują zniesienie ulg podatkowych dla mieszkańców, takich jak zwolnienia w podatku od nieruchomości, uzależnienie stawek tego podatku od PKB na mieszkańca, powiększenie udziałów z podatku dochodowego od osób fizycznych i wprowadzenie udziałów w VAT. Co gorsza, rząd Donalda Tuska chce pozwolić samorządom na jeszcze większe okradanie podatników. Według nieoficjalnych informacji „Gazety Polskiej Codziennie”, w Ministerstwie Finansów rozważany jest pomysł, by wyposażyć samorządy w możliwość nakładania nowych podatków lokalnych. Nie ma się co czarować, że Kraków nie będzie jednym z pierwszych miast, które z tej nowej możliwości skorzystają.

 


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 





 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis