|
83 założycieli Parlamentarnego
Zespołu na rzecz Ochrony Życia i Rodziny
Regulamin zespołu został w dniu 18 listopada złożony na ręce
marszałek Sejmu Ewy Kopacz. Deklarację Założycielską podpisało
83 posłów i senatorów z PiS, PO i PSL.
Parlamentarzyści wybrali już
prezydium zespołu. Jego przewodniczącym został Jan Dziedziczak
(PiS), wiceprzewodniczącymi Jacek Żalek (PO) i Mirosław Pawlak
(PSL). Funkcję sekretarza będzie pełnił poseł Artur Górski
(PiS).
-
Przystąpienie do zespołu wydawało mi się czymś naturalnym. Nigdy
nie byłem za śmiercią, ale za życiem. Nade wszystko trzeba
pamiętać o rodzinie i warunkach jej bytowania, zwłaszcza w
sytuacji, gdy demografia polskiego społeczeństwa idzie w dół -
mówi Mirosław Pawlak. Jak zapewnia poseł Dziedziczak, w
prezydium znajdzie się też miejsce dla posłów z klubu Solidarna
Polska.
- Jest nas
już osiemdziesięciu trzech. To bardzo ważne, gdyż jest nas
więcej niż Ruch Palikota i SLD razem wzięci. Nasza formacja
powinna dać nadzieję Polakom. Wybór skrajnie
antychrześcijańskich ugrupowań spowodował olbrzymi niepokój
wśród Polaków, dla których te wartości są istotne.
Ukonstytuowanie się naszego zespołu pokazuje, że w parlamencie
są osoby, które chcą działać na rzecz wiary, życia, rodziny -
mówi Jan Dziedziczak.
Zespół ma
kontynuować prace podobnego gremium, które działało pod koniec
minionej kadencji Sejmu. Chodzi oczywiście o Parlamentarny
Zespół na rzecz Ochrony Życia. Koncentrował się on w pierwszym
rzędzie na popieraniu obywatelskiego projektu ustawy, który
wprowadzał całkowity zakaz aborcji. Przy czym formuła nowego
zespołu ma być szersza. Zajmie się kwestią ochrony życia
człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, ale też będzie
wychodził z inicjatywami i popierał te, które będą wzmacniały
polskie rodziny.
- Chcemy
przyczynić się do wzmocnienia potencjału ekonomicznego polskich
rodzin poprzez korygowanie polityki podatkowej tak, by była ona
przychylna dla rodzin wielodzietnych. Będziemy też zajmować się
kwestią pełniejszej ochrony życia człowieka. W tej sprawie
chcemy blisko współpracować ze stowarzyszeniami pro-life. Zależy
nam na tym, aby dzięki naszym rozmaitym inicjatywom wokół
zespołu powstało środowisko ludzi o podobnych poglądach,
gotowych walczyć o ład moralny w życiu publicznym - mówi poseł
Artur Górski. - Ale też nie będziemy biernie się przyglądać
niekorzystnym inicjatywom, które niewątpliwie pojawią się w tym
parlamencie. Będziemy starali się wpłynąć na to, by zostały one
przez Sejm odrzucone - dodaje Jan Dziedziczak. Podkreśla
jednocześnie, że zespół będzie także proponował dyskusje ważne i
potrzebne dla życia i rodziny.
"Jako
parlamentarzyści, osoby, dla których kwestią fundamentalną jest
ochrona życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci,
zatroskani o duchową i materialną kondycję polskich rodzin,
będąc zobowiązani w swoich sumieniach do aktywnego działania na
rzecz ochrony życia ludzkiego, a także podejmowania inicjatyw
mających wspierać polskie rodziny, postanowiliśmy współdziałać
ponad podziałami partyjnymi w Parlamentarnym Zespole na rzecz
Życia i Rodziny, który powołujemy w dniu 18 listopada 2011 roku"
- brzmi Deklaracja Założycielska zespołu, pod którą podpisało
się ponad 80 parlamentarzystów. Z Platformy Obywatelskiej do
zespołu przystąpiło tylko dwóch posłów - wspomniany już Jacek
Żalek oraz John Godson. Jest też jeden polityk PSL. Zdecydowaną
większość stanowią posłowie Prawa i Sprawiedliwości, wśród nich:
Bolesław Piecha, Antoni Macierewicz, Maria Nowak i Jarosław
Zieliński. Założenia zespołu zostały sformułowane w regulaminie.
Jak czytamy w art. 2 tego dokumentu: "Członkowie Zespołu będą
podejmować działania, które mają zwiększyć prawną ochronę życia
ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, a także wyjdą z
inicjatywami, które mają przyczynić się do podniesienia
materialnej i duchowej kondycji polskich rodzin". W tym celu
zespół ma popierać i inicjować konkretne projekty legislacyjne,
organizować spotkania z ekspertami tak świeckimi, jak i
duchownymi, a także organizować konferencje, debaty, pokazy
filmów i wystawy związane z tą problematyką.
Anna Ambroziak (Nasz Dziennik;
tytuł własny PSF)
Gdy umierają, nie chcą
"kompromisu"
Posłowie,
odrzucając obywatelski projekt ustawy o ochronie życia człowieka
od poczęcia, zadecydowali, że chore, niepełnosprawne czy
upośledzone dzieci, ale również te całkiem zdrowe, można
bezkarnie zabijać. Jeżeli, jak mówił ks. prof. Tadeusz Styczeń,
nienarodzony jest miarą demokracji, to z czystym sumieniem
trzeba odrzucić zapewnienia Donalda Tuska, że demokracja ma się
u nas dobrze. Panie premierze, jest znacznie gorzej, za sprawą
pana partii osuwamy się w stronę współczesnego państwa
totalitarnego, gdzie silni arbitralnie decydują o losie słabych.
"Nie ma praworządności w państwie, które zezwala na zabijanie
niewinnych. Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez
przyszłości" - te słowa skierował do nas 15 lat temu bł. Jan
Paweł II. Profetyzm tej przestrogi nabiera coraz większej
aktualności.
Parlamentarzyści PO, przykładając rękę do depenalizacji
dzieciobójstwa, utracili wszelką wiarygodność. Mienią się
obrońcami "kompromisu", ale co to za kompromis, który legalizuje
zabijanie bezbronnych istot? Demokracja, owszem, wymaga
konsensusu, ale jego jedyną racją jest uszanowanie podstawowego
prawa, jakim jest prawo do życia - przysługujące każdemu, bez
żadnego wyjątku. Ci posłowie, którzy opowiedzieli się za
odrzuceniem obywatelskiego projektu, faktycznie wyrazili zgodę
na zabijanie dzieci poczętych. Wśród nich znaleźli się
parlamentarzyści obnoszący się ze swoim katolicyzmem -
członkowie mitycznej frakcji konserwatywnej w PO. Dwulicowi
hipokryci - dla PR rekolekcje w blasku fleszy, audiencje u
hierarchów, piękne słowa o miłości do Papieża Polaka, a gdy
przychodzi godzina świadectwa - głosują tak, jak nakazała
partia. Jawny sprzeciw wobec nauczania Kościoła ma swoje
konsekwencje, regulowane prawem kanonicznym. Pytajmy o to
polityków, zwłaszcza w kampanii wyborczej, zwracając szczególną
uwagę, czy sieją zgorszenie, przystępując do Komunii Świętej bez
publicznego odwołania i naprawienia swego błędu.
Spokojne nie mogą być również
sumienia polityków PiS. Absencja 10 posłów w tak fundamentalnym
głosowaniu (czy usprawiedliwiona?) to kolejny niepokojący sygnał
- po przegranej w 2007 r. na własne życzenie poprawki do
Konstytucji - że partia ta podąża drogą zachodnioeuropejskiej
chadecji: ku bezideowości, relatywizmowi moralnemu. Skutki są
znane - partie chrześcijańskie, pod hasłem: "żyjemy w
pluralistycznym społeczeństwie", legalizowały zbrodnicze ustawy.
Tymczasem katolicki elektorat, a taki stanowi przygniatającą
większość w Polsce, oczekuje od swoich reprezentantów skutecznej
obrony zasad i fundamentów cywilizacji chrześcijańskiej. Przez
świat idzie potężna fala sprzeciwu wobec barbarzyństwa aborcji,
kłamstw, manipulacji, budzą się sumienia, sojusz obrońców życia
przekracza podziały polityczne, religijne, rasowe, kulturowe. Ta
batalia toczy się na globalnej arenie, ale i w sumieniu każdego
człowieka. Dlatego potrzeba jeszcze więcej naszej modlitwy,
zaangażowania i odwagi, by zamknąć najbardziej haniebny rozdział
w historii ludzkości.
(Nasz Dziennik)
Kto za
życiem ?
31 sierpnia w Sejmie odbędzie
się drugie czytanie projektu ustawy zakazującej zabijania dzieci
chorych przed narodzeniem. Sejm odniesie się do stanowiska
połączonych komisji Zdrowia oraz Polityki Społecznej i Rodziny,
które zarekomendowały odrzucenie projektu.
"Tym samym Komisje opowiedziały się za
obowiązującą selekcją ludzi - dzieci chore są coraz częściej
zabijane przed narodzeniem. W państwowych szpitalach i za
pieniądze podatników. Posłowie, którzy wesprą ustawę, opowiedzą
się za szacunkiem dla każdej osoby ludzkiej, ci którzy opowiedzą
się za odrzuceniem projektu ustawy, poprą selekcję ludzi" -
przekonuje Mariusz Dzierżawski, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy
Ustawodawczej "Stop aborcji".
Według badań CBOS z czerwca 2011 roku 86
proc. Polaków uważa, że zawsze i niezależnie od okoliczności
życie ludzkie powinno być chronione od poczęcia do naturalnej
śmierci. Tylko 9 proc. ma zdanie przeciwne.
"Poparcie życia lub śmierci to sprawa
fundamentalna, która powinna mieć istotny wpływ na decyzje
podejmowane przy wyborach. Dobrze się stanie, jeśli wyborcy będą
poinformowani, jaki jest stosunek kandydatów do spraw życia i
śmierci" - podkreśla Dzierżawski. Ci, którzy opowiadają się
konsekwentnie za życiem, otrzymają certyfikat kandydata
przyjaznego życiu i rodzinie - dodaje.
By otrzymać taki certyfikat, kandydat
musi podpisać deklarację zawierającą dwa punkty: „deklaruję
podjęcie w przyszłej kadencji parlamentu zdecydowanych działań
na rzecz objęcia pełną ochroną życia ludzkiego” i „deklaruję
podjęcie w przyszłej kadencji parlamentu zdecydowanych działań
na rzecz wzmocnienia wartości rodziny opartej na małżeństwie
kobiety i mężczyzny w wymiarze kulturowym, społecznym i
materialnym”
Komitet od dziś rozpoczyna przyznawanie
takich certyfikatów i zapewnia, że będzie informować, kto taki
certyfikat uzyskał.
"Postaramy się, aby informacja o takich
kandydatach dotarła do wielu środowisk, w szczególności do
parafii" - podkreśla M. Dzierżawski.
"Wyborcy zostaną też poinformowani o
politykach, którzy popierają ustawodawstwo dopuszczające
zabijanie dzieci chorych, lub nawet chcą rozszerzyć wolność
zabijania" - mówi.
(Gość Niedzielny)
Ustawa antyaborcyjna odrzucona w
połączonych komisjach zdrowia i polityki społecznej
Taka była wola Tuska
Platforma
Obywatelska zdecydowała o odrzuceniu projektu ustawy całkowicie
chroniącej życie dzieci w prenatalnej fazie rozwoju. Społeczny
projekt został przegłosowany w sejmowych komisjach: Zdrowia oraz
Polityki Społecznej i Rodziny. Tym samym posłowie spełnili wolę
premiera Donalda Tuska, który pod koniec lipca nawoływał do
utrzymania obecnych przepisów prawnych.
Za odrzuceniem projektu ustawy głosowało 45 posłów, przeciw
22. Głosów wstrzymujących nie było. - Zachowanie posłów
Platformy mnie jednak zaskoczyło. Udowodnili, że sprawa obrony
życia nienarodzonych jest dla nich absolutnie obojętna, ale
muszą wiedzieć, że dla mnie, jak i dla milionów Polaków nie jest
- deklaruje poseł Bolesław Piecha (PiS), były wiceminister
zdrowa. Trzy tygodnie temu podczas posiedzenia rady krajowej
Platformy Donald Tusk zapowiedział, że partyjne skrzydła w jego
ugrupowaniu powinny zacisnąć zęby, by chronić obecny "pokój
aborcyjny". - Prawica i lewica w PO muszą zacisnąć zęby, gdy
centrum powie: ochrońmy pokój - mówił premier 28 lipca w Teatrze
Dramatycznym w Warszawie. I tak się stało. Choć jeszcze miesiąc
wcześniej spora grupa posłów Platformy opowiedziała się za
skierowaniem ustawy do dalszych prac w komisjach.
Specjalne
posiedzenie połączonych komisji zostało zwołane w trybie pilnym
na wniosek posłów PiS, którzy w lipcu złożyli specjalny wniosek
w tej sprawie. Piecha mówił wprost, że skoro Sejm zdecydował się
pracować nad ustawą, to nie należało zwlekać z konkretnymi
działaniami komisji. O ile jednak arytmetyka sejmowa dawała
pewne nadzieje na sukces obrońców życia, to już głosowanie w
komisjach je rozwiewa. Pełnomocnik komitetu inicjatywy
ustawodawczej Mariusz Dzierżawski wyjaśniał posłom z połączonych
komisji, do których Sejm skierował w czerwcu projekt, pod którym
podpisało się ponad 600 tys. osób, że pozwoli on urodzić się
każdemu dziecku w Polsce.
- Większość
przypadków aborcji w Polsce wykonywanych jest w oparciu o
podejrzenie choroby dziecka, co stawia Polskę obok hitlerowskich
Niemiec, które stosowały praktyki eugeniczne - mówił do
parlamentarzystów. W jego ocenie, obecna ustawa, która
depenalizuje dzieciobójstwo w trzech przypadkach (choroba
dziecka, zagrożenie życia matki, ciąża w wyniku czynu
zabronionego), jest niezgodna z Konstytucją. I nie ma żadnych
przesłanek, aby życie ludzkie w fazie prenatalnej było mniej
chronione. Nowela zakłada m.in. wyłącznie możliwości dokonania
aborcji na dzieciach chorych lub poczętych w wyniku czynu
przestępczego (gwałt, kazirodztwo). - Nie można zabijać
dzieci za grzechy ich ojców - tu nie potrzeba żadnej wiary,
żadnej ideologii - tłumaczył Czesław Hoc (PiS). Jak podkreślał,
zasady demokratycznego państwa prawa stanowią, że nie można
nikogo dyskryminować, również osób chorych. - Aborcja to jest
zawsze umyślne zabijanie żyjącego dziecka - zaznaczył. Wniosek o
dalsze procedowanie projektu złożył poseł PiS Tomasz Latos.
Lewica była oczywiście przeciw. Wniosek o odrzucenie nowelizacji
złożył m.in. Marek Balicki z SLD. Były minister mówił, że Sejm
nie powinien rozstrzygać kwestii światopoglądowych, a projekt
jest "skrajny" i "ideologiczny". Opowiedział się za
dopuszczalnością dotychczasowych przepisów. Dał również o sobie
znać proaborcyjny lobbing tzw. organizacji pozarządowych.
Amnesty International i Federacja na rzecz Kobiet i Planowania
Rodziny wystąpiły do szefów komisji z pismami, w których
naciskały na posłów, by nie podejmowali tematu całkowitego
zakazu zabijania dzieci ze względu na "prawa i wolność kobiet",
a także "międzynarodowe zobowiązania Polski". Co jednak
najsmutniejsze, o odrzucenie projektu wniosły też Naczelna Rada
Lekarska oraz Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. Jednak tak
naprawdę los ustawy leży w rękach posłów Platformy
Obywatelskiej. W pewnym momencie wniosek o odrzucenie projektu
złożyła także poseł Platformy Janina Okrągły. Nie zabrakło też
demagogii. Poseł Jarosław Katulski (PO) alarmował, że po wejściu
w życie zapisów projektu nie będzie można także prowadzić jakoby
edukacji seksualnej, wykonywać badań prenatalnych, a badanie USG
zostanie zabronione.
- To jakaś
bzdura, przecież badanie to służy do tego, by pomagać
diagnozować chorobę i pomagać ludziom, również nienarodzonym -
ripostował Bolesław Piecha. Zwolennicy aborcji podkreślali
m.in., że w Polsce dokonuje się dziś "jedyne" 538 aborcji, w
związku z tym problem "nie jest duży". - Argumenty przeciw,
jakie dziś padały, były kompletnie absurdalne, to tak, jakby
ustawowo określić, że można dokonywać rocznie około 10 tys.
kradzieży kieszonkowych - komentuje Piecha. Przewodniczący
posiedzeniu komisji Sławomir Piechota poinformował, że Sejm
zajmie się projektem prawdopodobnie na kolejnym posiedzeniu.
Maciej Walaszczyk (Nasz Dziennik)
|