Europa wstrzymała oddech. Włochy,
kraj założycielski eurostrefy i trzecia co do wielkości gospodarka euro,
od wczoraj - 9 listopada - są niewypłacalne. Upadek kolosa grozi rozpadem
europejskiego obszaru walutowego. Czy międzynarodowa pomoc finansowa zdoła
temu zapobiec?
Włochy, kolejny kraj eurostrefy na skraju
przepaści, zrobiły wielki krok naprzód. Wczoraj rentowność włoskich
obligacji dziesięcioletnich przekroczyła psychologiczną barierę 7
proc., uważaną za wskaźnik niewypłacalności. Po czym ostro ruszyła w
górę, osiągając 7,44 procent. Izba Rozrachunkowa w Londynie poprosiła
inwestorów prowadzących operacje na włoskich obligacjach o dodatkowe
zabezpieczenie, co wpływa na zmniejszenie płynności i kończy się
skokowym wzrostem rentowności. Europejski Bank Centralny od miesięcy
skupuje włoskie obligacje, aby podtrzymać zdolności płatnicze. Od
sierpnia wydał na nie ponad 70 mld euro, napełniając tym samym wspólny
portfel eurostrefy stertą bezwartościowych papierów. Ale i to nie
zapobiegło wzrostowi kosztów włoskiego długu.
Włochy, zadłużone na 1,9 bln euro, tj. 120
proc. PKB, z gospodarką pogrążoną w stagnacji, przy braku determinacji
co do wdrożenia cięć oszczędnościowych, nie będą w stanie unieść
ciężaru spłaty tak wysoko oprocentowanego długu i zmuszone będą
poprosić o pomoc eurostrefę i instytucje międzynarodowe. - Włochy na
zrolowanie swojego ogromnego długu będą potrzebować do końca roku 37
mld euro, a w przyszłym roku - 307 mld euro - wylicza dr Cezary Mech,
finansista, były wiceminister finansów.
Po pomoc
do Chin
Międzynarodowy Fundusz Walutowy i
Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej, żeby udźwignąć koszty
ratowania włoskiego bankruta, będą zmuszone błyskawicznie uzyskać
pomoc takich krajów, jak: Chiny, Rosja, Japonia, Brazylia. Nie obędzie
się bez politycznych i gospodarczych ustępstw. Przebywająca w Chinach
szefowa MFW Christine Lagarde ostrzegła, że sytuacja w strefie euro
zagraża stabilności światowych finansów. Podczas jej wizyty w Pekinie
omawiano warunki, na jakich Chiny, dysponujące 3,2 bln dolarów rezerw,
zgodzą się kupować długi Europy. Podniesienie udziału Chin w MFW z
3,65 do 6,07 proc. spowoduje, że staną się trzecim krajem MFW pod
względem siły głosu, po Unii (30 proc.) i Stanach Zjednoczonych (17
proc.).
Wczoraj do Włoch udała się misja Komisji Europejskiej, Europejskiego
Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby
przyjrzeć się na miejscu sytuacji finansowej kraju i rządowym planom
oszczędnościowym. Włochy kilka dni temu objęte zostały na prośbę
premiera Berlusconiego monitoringiem MFW. Wraz z popadaniem kraju w
spiralę zadłużenia we Włoszech, podobnie jak wcześniej w Grecji,
wybuchł kryzys rządowy. We wtorek wieczorem premier Silvio Berlusconi
zapowiedział, że poda się do dymisji. Wbrew wezwaniom opozycji, by
ustąpił natychmiast, ogłosił, że zrobi to dopiero po uchwaleniu przez
parlament pakietu stabilizującego włoskie finanse. W tej sytuacji
prezydent Włoch Giorgio Napolitano zaapelował do parlamentu, aby
przeprowadził głosowanie nad pakietem jak najszybciej. Dymisja
Berlusconiego, jak podkreślają włoskie media, nie oznacza
automatycznie rozpisania wyborów, chociaż sam premier wyraźnie do nich
dąży. Scenariusz będzie raczej podobny do greckiego - tj. podjęta
zostanie próba powołania rządu w oparciu o siły polityczne
reprezentowane w obecnym parlamencie. Berlusconi utracił poparcie izby
wskutek opuszczenia koalicji rządowej przez członków jego własnego
ugrupowania - Ludu Wolności.
- Rozlanie kryzysu na Grecję to wynik złej
polityki przywódców eurostrefy, którzy usiłują zatrzymać Grecję w
strefie euro wbrew zasadom ekonomii. Postępowanie wbrew naturze rynku
uruchomiło efekt domina - ocenia Jerzy Bielewicz, prezes
Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Wyjście z eurostrefy dwóch
peryferyjnych krajów naraz - Włoch i Grecji - jest jego zdaniem o
wiele bardziej prawdopodobne niż wyjście samej Grecji.
- Eurostrefa nie będzie w stanie zatrzymać
tych krajów, a przetrwanie samej strefy euro będzie zależeć od tego,
czy uniesie finansowe konsekwencje wyjścia Włoch i Grecji - przewiduje
finansista. Opuszczenie strefy euro przez te kraje wiązałoby się z
przeliczeniem ich aktywów oraz zobowiązań dłużnych na rodzimą walutę,
silnie zdewaluowaną wobec euro. Pozostałe kraje eurostrefy poniosłyby
w takim wypadku gigantyczne straty - zarówno ich finanse publiczne,
jak i Europejski Bank Centralny będący podstawą wspólnej waluty, banki
komercyjne, fundusze emerytalne i inwestycyjne oraz zwykli obywatele,
zmuszeni do ponoszenia kosztów finansowej katastrofy.