
Wersja polska
English version
Version en Español
|
Zapraszamy do odwiedzenia naszych działów:
Z życia Polonia Semper Fidelis
NASZA FILMOTEKA DOKUMENTU
Archiwum:
|
Pinokio Barack Obama (Najwyższy Czas) Administracja Baracka Obamy pobiła kolejny niechlubny rekord. Jedynie 27% osób uprawnionych do głosowania zdecydowanie popiera politykę obecnego prezydenta i jego rządu. 44% badanych jest skrajnie źle nastawione do gospodarza Białego Domu. Tak złych notowań nie miał jeszcze żaden amerykański prezydent w drugim roku swoich rządów. Od połowy lat siedemdziesiątych funkcjonował wśród amerykańskiej opinii publicznej prosty, choć często bardzo niesprawiedliwy pogląd dzielący amerykańską scenę polityczną na demokratycznych „gołębi” – obrońców praw imigrantów – oraz republikańskich „jastrzębi” – zdecydowanych wrogów wszelkiej otwartości na nowych przybyszów. W rzeczywistości było na odwrót. To administracja Ronalda Reagana uchwaliła amnestię imigracyjną w 1986 roku i swoją liberalną polityką gospodarczą zapewniła przybyszom miliony nowych miejsc pracy. Dzisiaj amerykańska lewica okazuje się pod tym względem szczególnie zakłamaną formacją polityczną. Uchwalenie amnestii dla nielegalnych imigrantów było jednym z fundamentalnych punktów programu wyborczego Ala Gore’a i Johna Kerry’ego. Także Obama, syn stypendysty z Kenii i potomek imigrantów z Wysp Brytyjskich, obiecywał w czasie kampanii wyborczej, że rozwiąże problem milionów uczciwych ludzi, którzy wpadli w pułapkę imigracyjną w USA. „Mimo tego całego hałasu i złości, która otacza problem imigracji, należy podkreślić, że Ameryka nie powinna się niczego obawiać ze strony dzisiejszych imigrantów” – mówił prezydent w listopadzie 2009 roku. Pinokio Obama W maju br. Michelle Obama odwiedziła wraz z meksykańską pierwszą damą szkołę podstawową w mieście Silver Spring w stanie Maryland. W czasie spotkania z uczniami do dyskusji zgłosiła się siedmioletnia dziewczynka, która zapytała Pierwszą Damę o to, czy jej mąż zamierza wyrzucić z Ameryki wszystkich, którzy przebywają w USA nielegalnie, w tym także rodziców jej rodziców. „To jest coś, nad czym musimy jeszcze pracować. Chcemy, by ludzie, którzy są tutaj, mieli odpowiednie dokumenty” – odpowiedziała zaskoczona Michelle Obama. Było to oczywiste kłamstwo, ponieważ od początku kadencji Obamy amerykańskie służby imigracyjne deportowały rekordową liczbę nielegalnych imigrantów. Środowiska imigranckie, które wierzyły w obiecywaną przez Obamę reformę systemu imigracyjnego, zostały oszukane i poniżone. Do końca obecnego roku budżetowego, kończącego się 30 września, Amerykanie zamierzają deportować 400 tys. ludzi. Jak mawiał Orwell, „polityka została wymyślona po to, aby kłamstwo brzmiało jak prawda”, a małżeństwo Obamów wykazuje w tej dziedzinie zdolności nadzwyczajne. Znamiennym faktem jest, że wśród osób wyłapanych i bezwzględnie usuniętych z Ameryki nie znalazła się ciotka pana prezydenta, obywatelka kenijska Zeituni Onyango, która od lat miała wydany nakaz opuszczenia USA ze względu na złamanie przepisów imigracyjnych. W lutym 2010 roku sędzia imigracyjny uznał jednak, że istnieją podstawy do przyznania pani Onyango prawa stałego pobytu, co wzbudziło od razu słuszne i gniewne oskarżenia organizacji antyimigranckich, że rodzina Obamy jest traktowana w specjalny sposób. Także organizacje proimigracyjne uznały, że żadnych podstaw do wydania takiego wyroku przez sędziego imigracyjnego nie ma. Ale tak się właśnie dzieje w państwie o ustroju orwellowskim, gdzie „wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych”. Deportować, ile się da! Każdy rząd amerykański pragnie udowodnić, że jest w stanie rozwiązać „problem” nielegalnej imigracji, chociaż istnieją setki prac naukowych dowodzących, że za wysoki wzrost amerykańskiego PKB w dużym stopniu odpowiada tania w kosztach nielegalna imigracja. Niemal wszyscy gospodarze Białego Domu wiedzieli doskonale, że deportacje oznaczają ogromne wydatki i zarzynanie kury, która znosi złote jajka. Pierwszym, który nie przyjął do wiadomości tego oczywistego faktu, był potomek imigrantów z Irlandii – John Fitzgerald Kennedy, który wraz z bratem wpadł na najgłupszy w historii USA pomysł ustanowienia systemu kwotowego w polityce imigracyjnej. Efektem tego pomysłu było gwałtowne ograniczenie napływu imigrantów z Europy na korzyść półanalfabetów z krajów Trzeciego Świata. Dzisiaj podobnie głupie decyzje dotyczące polityki imigracyjnej podejmuje administracja Obamy. Koszt deportacji jednego imigranta jest dużo wyższy niż wydania pozwolenia na pobyt stały. Zresztą kosztem wydania pozwolenia na pracę jest zawsze obciążony imigrant. Jego wejście na amerykański rynek pracy przynosi zyski państwu przy pierwszym rozliczeniu z podatku dochodowego. Zdumiewające jest, że w czasie największego kryzysu gospodarczego od 1929 roku ogromne kwoty budżetowe są przeznaczane na deportacje imigrantów, których praca jest bezpośrednio związana ze wzrostem gospodarczym USA. Każdego dnia z 40 największych lotnisk USA startują samoloty wypełnione nielegalnymi imigrantami. W 2009 roku drogą lotniczą opuściło USA 220 tys., a drogą lądową 130 tys. nielegalnych imigrantów. Oznacza to, że amerykańscy podatnicy zapłacili ponad ćwierć miliarda dolarów za usunięcie ludzi, którzy pracują na amerykańską prosperity. Striptiz na lotnisku Analizując politykę Obamy, nie sposób nie zgodzić się z Orwellem, który twierdził, że „lewicowość jest czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia”. Wszyscy pamiętają, jak Obama w ostrych słowach krytykował politykę bezpieczeństwa wewnętrznego George’a W. Busha w 2008 roku. Dwa lata później, 3 stycznia 2010 roku, Obama podpisał rozszerzenie listy osób stwarzających zagrożenie dla lotów na obszarze powietrznym USA na 675 milionów muzułmanów oraz wszystkich chrześcijan nigeryjskich i kubańskich. Każdy kraj ma prawo do obrony własnego terytorium. Ale czy uznanie ponad pół miliarda ludzi za zagrożenie terrorystyczne nie jest przesadą? Na pewno zaś przesadą jest wprowadzenie na amerykańskich lotniskach specjalnych skanerów ciała. Urządzenia te budzą wiele kontrowersji i uzasadnionych obaw obrońców praw obywatelskich. Skanery pokazują znacznie więcej niż tradycyjne bramki wykrywające metal i potrafi ą „rozebrać” pasażera do naga. Na ekranie komputera połączonego z takim urządzeniem widać dokładnie całą sylwetkę podróżnego. Można więc zobaczyć ukryte pod ubraniem materiały wybuchowe, które nie zawierają metalu, ale także zarys wszystkich części ciała. Od września takie skanery pojawią się na trzech największych lotniskach wokół metropolii nowojorskiej: La Guardii, JFK i w Newarku. Wielu pasażerów odmawia poddania się prześwietleniu za pomocą skanera, uważając – całkowicie słusznie – że jest to naruszenie ich intymności i praw obywatelskich. Ponadto w prześwietlających skanerach stosuje się promieniowanie rentgenowskie, które może być szkodliwe dla zdrowia. Co prawda jednorazowa wiązka promieni jest bardzo niewielka i nie powoduje żadnych skutków ubocznych, ale dla osób często korzystających z połączeń lotniczych istnieje potencjalne zagrożenie przekroczenia dawki bezpiecznej dla zdrowia. Osoby, które odmówią prześwietlenia w skanerze, zostaną skierowane na dokładną kontrolę osobistą przeprowadzaną przez pracownika lotniska.
Coraz więcej Amerykanów jest przekonanych, że prezydent Barack Obama nie jest obywatelem amerykańskim w myśl 14. poprawki do Konstytucji USA I znowu kłania się Orwell, który mawiał: „Jeżeli ktoś chce rządzić, rządzić nieprzerwanie, musi umieć burzyć w poddanych poczucie rzeczywistości”. Kim pan jest, panie Obama? Pocieszający jest fakt, że część społeczeństwa amerykańskiego przestała wierzyć Obamie w jakiejkolwiek kwestii. 18 sierpnia „The Rasmussen Reports” przedstawił badania opinii publicznej na temat działalności prezydenta. Wynika z nich, że jedynie 27% osób uprawnionych do głosowania zdecydowanie popiera politykę Baracka Obamy i jego rządu, a 44% badanych jest skrajnie źle nastawione do gospodarza Białego Domu. Wskazuje to na stały spadek popularności obecnej administracji demokratycznej. Ośrodki badania opinii publicznej w USA stosują tzw. Presidential Aproval Index (wskaźnik poparcia dla prezydentury), wprowadzony przez George’a Gallupa w latach trzydziestych XX wieku. W momencie kiedy Obama obejmował urząd, wskaźnik PAI wynosił +30. Dzisiaj osiągnął on wartość -17. Wraz ze wzrostem niechęci do Obamy powracają wśród Amerykanów pytania co do tożsamości prezydenta. Najnowszy sondaż ośrodka Pew Research Center wskazuje, że coraz więcej Amerykanów jest przekonanych, że prezydent Barack Obama nie jest obywatelem amerykańskim w myśl 14. poprawki do Konstytucji USA. Z sondażu opublikowanego w tym miesiącu przez CNN wynika, że 27 proc. Amerykanów uważa, iż Obama urodził się poza granicami USA, a tym samym nie ma prawa do prezydentury. To gwałtowny wzrost w stosunku do kwietniowego badania przeprowadzonego na zlecenie „New York Timesa” i CBS, kiedy odsetek ten sięgał 20 procent. 18% osób biorących udział w badaniu Pew Research Center uznało także, że prezydent jest muzułmaninem. To wzrost o niemal 6 punktów, bowiem w listopadzie 2008 roku tak sądziło 12%, a zaraz po inauguracji jedynie 11% ankietowanych. Te różnice pokazują, że Amerykanie przestają wierzyć Obamie. W odpowiedzi na sondaż w tej sprawie Biały Dom wydał oświadczenie, że „prezydent Obama modli się codziennie, czasami osobiście uczestnicząc w nabożeństwach, a czasami przez telefon, łącząc się z niewielką grupą chrześcijańskich pastorów”. Czy można niżej upaść, zniżając się do takiego poziomu debaty publicznej? Nawet w sprawie krzyża przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie nie zniżono się do takiego poziomu tłumaczenia się z wyznawanego światopoglądu. PAWEŁ ŁEPKOWSKI (Najwyższy Czas) Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy
|
Polecane strony:
Liczba odwiedzin:
|
© Copyright by Polonia Semper Fidelis