Wersja polska   Polska   English version   Wielka Brytania   Version en Español    

Strona Główna

Organizacja

Księga Gości

Akademia Polska

Wiadomości

Poczta

Czat

Ruch obrony życia

Dokumenty i Materiały PSF

Humor i Satyra

Komunikaty PSF

Blog

Zapraszamy do odwiedzenia naszych działów:

 

Z życia Polonia Semper Fidelis

 

Solidarność

 

Sprawy polskie na Litwie

 

 Warto przeczytać

 

Tragedia smoleńska

 

Porady Emigracyjne

 

Polskie Drogi

 

Ogłoszenia Drobne

 

Listy do Redakcji

 

O nas

 

Kontakt z nami 

 


NASZA

FILMOTEKA

DOKUMENTU

 

 


 

Archiwum:

 

Wybory 2010

 

Polityczny mord PO - napaść na biuro Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi - jedna osoba zabita, druga ciężko ranna

We wtorek 19 października uzbrojony w broń palną i nóż osobnik wtragnął do łódzkiego biura Prawa i Sprawiedliwości. Napastnik zastrzelił Marka Rosiaka - asystenta europosła PiS Wojciechowskiego oraz ciężko ranił nożem 39-letniego Pawła Kowalskiego, asystenta posła Jagiełły. Napastnikiem okazał się 62-letni Ryszard C., który dokonał tej zbrodni z motywów politycznych. Pokłosie zezwierzęconej kampanii nienawiści PO zaczyna zbierać śmiertelne żniwo. Moralna i polityczna odpowiedzialność za przelaną krew spada na władze Platformy Obywatelskiej, włączając w to premiera Tuska czy Prezydenta Komorowskiego. (Informacja własna)

 

Owoce kampanii nienawiści Platformy Obywatelskiej

 

Zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa przedstawiła we wtorek wieczorem łódzka prokuratura 62-letniemu Ryszardowi C., który przed południem w łódzkiej siedzibie PiS zastrzelił jedną osobę, a drugą ciężko ranił nożem. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

Ludzie zgromadzeni przed wejściem do siedziby łódzkiego biura PiS / fot. R. Goły /PAP

Mężczyzna wieczorem został przewieziony do prokuratury, gdzie został przesłuchany. - Przedstawiono mu zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa z użyciem broni palnej. W obu przypadkach zastosowanie przez niego przemocy było związane z przynależnością partyjną obu mężczyzn - powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.

Dodał, że mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Nadal jest zatrzymany do dyspozycji łódzkiej prokuratury. Prawdopodobnie konieczne będzie przeprowadzenie badań psychiatrycznych mężczyzny.

Według nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do sprawy, Ryszard C. podczas rozmowy z policjantami miał twierdzić, że nienawidzi PiS i rządów polityków tej partii sprzed lat. Broń kupił jeszcze w czasach PRL; był to gazowy pistolet przerobiony na broń ostrą.

Do tragedii doszło przed południem w siedzibie PiS znajdującej się w samym centrum miasta w pasażu Schillera. Napastnik wszedł na pierwsze piętro kamienicy, gdzie mieszczą się biura europosła Janusza Wojciechowskiego i posła Jarosława Jagiełły; zaatakował znajdujące się tam osoby. Zastrzelił Marka Rosiaka, męża b. wiceprezydent Łodzi, asystenta europosła Wojciechowskiego i ciężko ranił nożem 39-letniego asystenta posła Jagiełły - Pawła Kowalskiego.

Ranny asystent trafił do szpitala im. WAM, gdzie przeszedł operację. Jego stan określany jest jako stabilny.

Sprawca został obezwładniony przez patrol straży miejskiej. Świadkowie tragedii twierdzą, że napastnik krzyczał, że chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego i "powystrzelać pisowców".

Podejrzany to były taksówkarz, mieszkaniec Częstochowy, wcześniej nie był notowany. W lipcu wymeldował się z częstochowskiego miejsca zamieszkania. Według nieoficjalnych informacji, od czterech dni mieszkał w jednym z łódzkich hoteli. Nie miał pozwolenia na broń palną. W czasie ataku był trzeźwy.

Marek Rosiak został trafiony czterema kulami - wynika z relacji wiecprzewodniczącego Rady Miejskiej w Łodzi Czesława Telatyckiego.

Telatycki powiedział dziennikarzom, że według jego wiedzy do biura PiS wszedł mężczyzna, który od razu zaatakował Rosiaka, wyciągnął broń i zaczął strzelać. Wystrzelił wszystkie naboje. Rosiak miał zostać trafiony czterema kulami.

Następnie napastnik rzucił się na drugiego mężczyznę, który przebywał w biurze i ugodził go nożem, bo w pistolecie nie miał już pocisków. Ofiarą okazał się Paweł Kowalski, asystent posła Jarosława Jagiełły.

Według Telatyckiego, rannemu Kowalskiemu próbowała pomóc jedna z kobiet przebywająca w pomieszczeniu, która była lekarką.

Jak dodał, gdy zatrzymano i obezwładniono napastnika, ten miał krzyczeć, iż żałuje, że nie ma już broni, bo "by powystrzelał wszystkich pisowców".

Do tragedii doszło w biurze poselskim Jarosława Jagiełły. Posłowi nic się nie stało - jest w Sejmie.

Biuro PiS znajduje się przy ulicy Sienkiewicza. Teren w pobliżu biura jest zabezpieczony, do biura nie można się dostać.

Sześć do ośmiu strzałów

Naoczny świadek ataku w łódzkim biurze PiS w rozmowie z PAP relacjonował, że sprawcą był starszy mężczyzna, który oddał "sześć do ośmiu strzałów".

- Siedziałem w pokoju, nagle do sekretariatu ktoś wszedł. Oddał sześć do ośmiu strzałów. Zrobiło się od razu wielkie zamieszanie - powiedział obecny w biurze pracownik PiS.

Jego zdaniem napastnik miał "około 70 lat". Świadek dodał, że wcześniej osoba ta - według relacji zgromadzonych przed biurem łodzian - nerwowo chodziła po pobliskim parku, a w biurze wznosiła antypisowskie okrzyki.

Za Kaczyńskiego

"Nie ma Kaczyńskiego, to wy poniesiecie odpowiedzialność" - tak według informacji "Rzeczpospolitej" miał krzyczeć mężczyzna.

Eurposeł Janusz Wojciechowski (PiS) powiedział, że według jego informacji tłem ataku na współpracownika jego biura poselskiego w Łodzi była "polityczna nienawiść do PiS". - Ten człowiek wykrzykiwał, że nienawidzi PiS-u i chce zabić Kaczyńskiego - dodał.

- Ta straszliwa wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba. W dalszym ciągu nie znam szczegółów ani bliższych okoliczności. Wiem, że zginął jeden z moich najbliższych współpracowników, mojego biura poselskiego w Łodzi - powiedział Wojciechowski dziennikarzom.

- Nienawiść została posiana i zbiera krwawe żniwo - dodał.

- Jestem wstrząśnięty i zbulwersowany, i po ludzku to przeżywam, bo zginął człowiek, który był moim znakomitym współpracownikiem. Niech się opamiętają wszyscy, którzy sieją nienawiść w polskiej polityce i życiu publicznym. To straszne, co się stało.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński uważa, że dzisiejszy atak na biuro PiS w Łodzi nie był wydarzeniem przypadkowym. Jak zaznaczył, morderca wpadł do biura PiS z okrzykami odnoszącymi się do niego. 

Kampania nienawiści

- To wydarzenie nie miało charakteru przypadkowego. To jest wynik wielkiej kampanii nienawiści. "Moherowe berety" Donalda Tuska, to był jej początek. Potem było "dożynanie watahy" i "bydło" - powiedział na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński.

- Stało się coś strasznego - tak marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna odniósł się do ataku w łódzkim biurze PiS. Jak dodał, trzeba się zastanowić, dlaczego do tego doszło i jak przeciwdziałać takim zdarzeniom.

Na wniosek przewodniczącego Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów Michała Kamińskiego posłowie do PE potępili atak z bronią w ręku na łódzkich pracowników PiS.

Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak zapowiedział, że PiS złoży wniosek o zwołanie jeszcze dzisiaj nadzwyczajnego posiedzenia sejmowych komisji: sprawiedliwości i praw człowieka oraz ds. służb specjalnych - w sprawie ataku na biuro partii w Łodzi.

O 18. minuta ciszy w biurach PiS

Szef Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński poinformował, że o godz. 18 we wszystkich biurach PiS ich pracownicy i posłowie minutą ciszy i modlitwą uczczą pamięć ofiary ataku w Łodzi.

- Poprosiłem, aby wszyscy nasi pracownicy i członkowie partii uczcili chwilą ciszy ofiary ataku (...), chcemy zamanifestować sprzeciw wobec nienawiści obecnej w życiu publicznym - powiedział Brudziński. Według niego, prezes PiS weźmie udział w pogrzebie ofiary ataku w łódzkim biurze PiS.

(PAP)

Jarosław Kaczyński: Jest oczywistością, że to PO ponosi odpowiedzialność za tę śmierć. "Mówiłem o moralnej i politycznej odpowiedzialności za Smoleńsk, teraz znów mamy to..."

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zarzucił PO odpowiedzialność za atak na łódzkie biuro PiS. W wywiadzie dla Radia Maryja ocenił, że odpowiedzialność moralna i polityczna polityków PO i premiera Donalda Tuska jest zupełnie jasna. "Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z czymś, co w żadnym wypadku nie jest przypadkiem (...). Jest oczywistością, że to PO ponosi odpowiedzialność za tę śmierć" - powiedział Kaczyński.

W ocenie prezesa PiS trudno nie upolityczniać całego zdarzenia. 

"Ten morderca krzyczał: "mam za krótką broń, żeby zamordować Kaczyńskiego i jak tu nie ma Kaczyńskiego, to wy jesteście winni". Jak ta zbrodnia wobec tego nie jest polityczna?".

"To jest kolejna potworna kompromitacja tej formacji. Mam nadzieję, że społeczeństwo jednak w końcu zacznie z tego wszystkiego wyciągać wnioski. To jest śmierć z powodów politycznych. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości i tutaj odpowiedzialność polityków PO z Donaldem Tuskiem na czele jest zupełnie jasna, chociaż oczywiście jest to odpowiedzialność o charakterze moralnym i politycznym. Można powiedzieć - kolejna odpowiedzialność" - podkreślił Jarosław Kaczyński.

Ocenę, że atak nie miał charakteru politycznego (taką opinię przedstawiła posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska), Kaczyński uznał za "absurdalną". 

"To jest absurd, który próbuje się wmówić ludziom po to, żeby nie ponieść za to odpowiedzialności po raz kolejny, bo przecież mówiłem już o moralnej i politycznej odpowiedzialności za Smoleńsk, a teraz znów mamy to".

"Mamy rząd, który ma większość i oczywiście na pewno nie uzna, że nie ma już dalej legitymacji do rządzenia. W warunkach normalnej demokracji nie miałby żadnych szans, aby się utrzymać - mówił. Oczekuję całkowitego zakończenia tej kampanii nienawiści i powiedzmy sobie, ekspiacji, przyznania się do winy. Ja oczywiście wiem, że to oczekiwanie nie zostanie spełnione. Zresztą sądzę, że za chwilę będziemy zaatakowani. Nie zdziwię się, jeżeli się okaże, że to my jesteśmy winni. Słyszeliśmy przecież, że jesteśmy winni katastrofie smoleńskiej. Tusk przecież to mówił, że środowisko PiS jest winne katastrofie smoleńskiej, więc można spodziewać się absolutnie wszystkiego".

(Radio Maryja)  

 

Krzyże, modlitwy i flagi przed kancelarią premiera i Pałacem Prezydenckim

Kilkadziesiąt osób zebrało się we wtorek wieczorem przed kancelarią premiera, a później przed Pałacem Prezydenckim, aby wyrazić sprzeciw wobec "kampanii nienawiści".

 

Manifestacje miały związek z tragicznymi wydarzeniami w Łodzi. We wtorek rano starszy mężczyzna w łódzkim biurze PiS śmiertelnie postrzelił Marka Rosiaka, asystenta europosła PiS Janusza Wojciechowskiego; ciężko ranił Pawła Kowalskiego, szefa biura posła Jarosława Jagiełły. Policja zatrzymała napastnika, wieczorem postawiono mu zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa.

Przed kancelarię premiera demonstranci przynieśli ze sobą flagi narodowe, przeplatane kirem, a także drewniane krzyże. Na początku manifestacji minutą ciszy uczczono pamięć Marka Rosiaka.

Demonstranci mieli ze sobą również duże zdjęcia wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego oraz dziennikarki TVN Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, na których umieszczono napis "Stop Przemocy".

- Spodziewałem się, że przemysł nienawiści wreszcie wyda czarne owoce i tak się dzisiaj stało - mówił jeden z uczestników manifestacji Paweł Piekarczyk.

Obecny na manifestacji redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz ocenił, że odpowiedzialni za "kampanię nienawiści" są również dziennikarze. "Pistolet do ręki jest włożyć bardzo łatwo, ale nad mózgiem trzeba pracować bardzo długo. Ktoś temu człowiekowi powiedział, że warto zabić, ktoś nad jego duszą i mózgiem bardzo długo pracował" - powiedział Sakiewicz. Według niego byli to - jak mówił - "nasi koledzy dziennikarze".

Zdaniem Sakiewicza, usunięcie z debaty politycznej dziennikarzy prezentujących poglądy inne niż powszechnie uznane za właściwe, to był zamysł polityczny. Jak powiedział, ten zamysł powstał po 10 kwietnia, by skończyć debatę, która mogłaby wykazać, że "w sprawie Smoleńska było trochę inaczej, niż chciał rząd i rząd nie jest tutaj bez winy".

Manifestanci na zakończenie odmówili modlitwę w intencji ofiar wydarzeń w Łodzi; śpiewali też pieśni religijne. Część z nich przemieściła się następnie pod siedzibę PiS przy ul. Nowogrodzkiej.

Ok. godz. 21 pod Pałacem Prezydenckim zebrało się kilkadziesiąt osób; niektóre z drewnianymi krzyżami. Zebrani odmawiali modlitwy w intencji zabitego pracownika biura PiS i uratowania życia rannemu mężczyźnie. Zapalili znicze i śpiewali pieśni maryjne. "Zebraliśmy się najpierw pod kancelarią premiera, teraz tu, żeby zaprotestować przeciwko temu, co się dzieje w Polsce" - powiedziała Edyta Maciejak. Według niej "władza nie chce prowadzić dialogu". "O modlących się mówi się, że są psychopatami, faszystami; chodzi o to, żeby nie było żadnego dyskursu" - dodała.

(PAP)


Popieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy


 

 

 

 

 

 

 

Polecane strony:  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Liczba odwiedzin:

 

 

 

© Copyright by Polonia Semper Fidelis