
Wersja polska
English version
Version en Español
|
Zapraszamy do odwiedzenia naszych działów:
Z życia Polonia Semper Fidelis
NASZA FILMOTEKA DOKUMENTU
Archiwum:
|
„Bolek” już oficjalnie Zastępcze tematy przykrywają naprawdę ważne kwestie, a sprawy marginalne wypierają fakty. I to przede wszystkim te, które są niewygodne dla obecnej elity politycznej. I dlatego sprawa krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i zaskakujące objawienie się na zjeździe „Solidarności” pani Henryki Krzywonos-Strycharskiej przykrywają tematy ważne i niewygodne: podwyższenie podatków, kwestię bezrobocia i niedotrzymanie większości przyrzeczeń oraz postulatów z exposé i działalności rządu premiera Donalda Tuska. A tu nagle, w 30-lecie porozumień sierpniowych, Lech Wałęsa przegrał proces o zniesławienie z Krzysztofem Wyszkowskim. 10 lat temu sąd lustracyjny uznał oświadczenie lustracyjne byłego prezydenta za prawdziwe. Jednak od 31 sierpnia br. Lecha Wałęsę można nazywać tajnym współpracownikiem SB „Bolkiem”. Sprawa ta oraz wyrok stanowią ważny krok w drodze do normalności, wolności słowa i prawdy historycznej. Pełnomocniczka byłego prezydenta zapowiedziała jednak odwołanie. Cisza w mediach Ciekawy pozostaje fakt medialnej ciszy, jaka zapanowała w tej sprawie. Nagle ważniejszym tematem staje się masakra w Bratysławie i zasypani górnicy w Chile. Lech Wałęsa zaproszony do telewizyjnej stacji TVN odpowiada na wszystkie pytania, ale dziennikarz nie zadaje najważniejszego – o ocenę wyroku sądowego i jak to jest, gdy się na karty historii wpisuje jako TW „Bolek”.Inne media również milczą, tylko nieliczne wspominają o procesie. Pęknięcie na cokole widać, ale nie naruszyło ono nadmuchanego do granic możliwości postumentu byłego prezydenta. Wybawieniem było jednak wystąpienie byłej opozycjonistki, sygnatariuszki porozumień sierpniowych, Henryki Krzywonos-Strycharskiej, na jubileuszowym zjeździe „Solidarności”. W mediach nagle podniosła się wrzawa, natychmiast zaczęła powstawać na naszych oczach legendarna, wręcz kultowa, historyczna i obecna gwiazda. Gwiazda mediów. To ona wstrzymała tramwaj oraz ruszyła niebo i ziemię; nowa matka „Solidarności” w miejsce niedawno zmarłej tragicznie śp. Anny Walentynowicz – prawdziwej, cichej bohaterki tych zdarzeń. A o Lechu-„Bolku” lepiej głośno nie mówić. R.S. (Najwyższy Czas)
Z dr. S ŁAWOMIREM CENCKIEWICZEM, historykiem i publicystą, rozmawia Robert Swaczyński
– Czy to jest przypadek, czy znak czasów, że w 30. rocznicę porozumień sierpniowych Lech Wałęsa przegrał proces o zniesławienie z Krzysztofem Wyszkowskim? – Może to rzeczywiście znak czasów. Przez kilka tygodni poprzedzających ten dzień zastanawiałem się, dlaczego sąd wybrał właśnie tę datę. Na szczęście to był dobry dzień dla prawdy historycznej i swobody wypowiedzi w Polsce.– Od 31 sierpnia Lecha Wałęsę można nazywać agentem SB „Bolkiem”. Czy sprawiedliwości stało się zadość? – W jakimś sensie tak, ale musimy pamiętać, że autorzy książek o Wałęsie – Gontarczyk, Zyzak i Cenckiewicz – nigdy nie mieli wytoczonego procesu o zniesławienie w związku z tym, że pisali o agenturalnej przeszłości Wałęsy. Zresztą grono badaczy, którzy o tym aktualnie piszą, jest coraz większe. Właśnie dostałem świeży egzemplarz „Encyklopedii Solidarności” z biogramem Wałęsy, w którym jest informacja, że był w przeszłości TW ps. Bolek.– Czy ten wyrok może zmienić coś w postrzeganiu przez Polaków Lecha Wałęsy? – Tego nie wiem, na pewno pomoże prawdzie historycznej.– Zbigniew Romaszewski, wicemarszałek Senatu, powiedział, że przed tym wyrokiem w sądach liczyła się tylko poprawność polityczna. Czy zgodzi się Pan z tym zdaniem? – Tak, obserwowałem zmagania Wyszkowskiego w sądach od lat. Czasem było to bardzo smutne, zwłaszcza odrzucanie jakichkolwiek wniosków dowodowych. Ostatni skład sędziowski zmienił tę praktykę i przesłuchał świadków, w tym również i mnie. Pochylił się więc nad sprawą i nie uległ medialno-salonowej presji.– Sąd ustalił nową granicę, oznajmiając, że nie jest jego rolą ustalanie prawdy historycznej. Czy jest to dla Pana zaskoczeniem? – To bardzo ważne, bo słyszy się czasem u nas głosy, że czegoś badać nie wolno. 10 lat temu sąd ustalił już prawdę. Jest to nie tylko dowód na niezrozumienie nauk historycznych, ale również, a może przede wszystkim, próba kneblowania ust i krępowania wolnych badań naukowych.– Jak Pan oceni wypowiedzi Henryki Krzywonos-Strycharskiej na niedawnym zjeździe „Solidarności” w Gdyni? – Typowo polityczna agitacja, ale do tego już przywykłem. Historia jest maczugą w rękach jednych przeciw drugim. Od wielu lat celują w tym niektórzy „platformersi”, choć i tam jest wielu rozsądnych ludzi, przerażonych polską „debatą” o polskich dziejach.– Pani Krzywonos-Strycharska, represjonowana niemiłosiernie za komuny, zbliżyła się mocno do polityków i polityki lewicy. Na jubileuszowym zjeździe wyskoczyła niczym królik z kapelusza. Czy myśli Pan, że to przypadek? – To nie przypadek. W swojej książce o Annie Walentynowicz, którą przecież skończyłem pisać w kwietniu br., poddałem analizie przemówienie premiera Tuska z 4 czerwca 2009 r. na Wawelu. Wówczas premier wskazał Henrykę Krzywonos jako prawdziwą ikonę Sierpnia i kobiet „Solidarności”. To był dla mnie znak, że za chwilę – zwłaszcza po śmierci Anny Walentynowicz– Krzywonos będzie nie tylko ikoną Sierpnia ’80, ale założycielką „Solidarności”, a w końcu nawet suwnicowątramwajarką – jak to usłyszałem w TVN.- Za chwilę zostanie zapewne już tylko suwnicową że Stoczni Gdańskiej, nałożą jej na nos okulary i powiedzą: oto Henryka Anna Solidarność... Przed tym właśnie przestrzegałem, pisząc swoją książkę o prawdziwej ikonie Sierpnia i „Solidarności” – Annie Walentynowicz. – Dziękuję za rozmowę. ROZMAWIAŁ ROBERT SWACZYŃSKIPopieramy polskie oraz przyjazne Polsce businessy
|
Polecane strony:
Liczba odwiedzin:
|
© Copyright by Polonia Semper Fidelis